

Instytut Archiwów, Bibliotek i Muzeów Kościelnych,
ul. Chopina 29/7, 20-023 Lublin.
[Ks. bp A. P. Szelążek, biskup łucki], Dzieło Boże, [Wspomnienie o Matce Urszuli Ledóchowskiej], [bm. 1949], oryg. depozyt IABMK, mps, k. 1-6.
Kongregacja SS. Urszulanek Serca Jezusa Konającego
Dzieło Boże
Zgromadzenie to z woli Bożej wyrosło. Pełny zarys jego ustalony w odwiecznych planach i obliczony na odległe widnokręgi przyszłości porwał „wzwyż” duszę Urszuli Ledóchowskiej od pierwszej chwili jej powołania zakonnego kładł swe piętno na wszystkie dalsze poczynania i stał się pełnym wyrazem jej życia. Myśl tę wskazała, Matka Urszula w ostatnich chwilach przed zgonem. Chcę, by ono było nadal nie dziełem ludzkim ale Bożym. Było zatem Dziełem Bożym za życia Założycielki; ma „nalał” pozostać nie ludzkim, ale Bożym dziełem. Ta jest ostatnia wola Matki Urszuli.
Opatrzność pozwoliła mi zbliżyć się do Matki Urszuli wszędzie gdzie najsilniej rozwijała się jej działalność i zawsze, kiedy trzeba było ofiarnie służyć realizacji planów Bożych. Petersburg, Finlandia, Szwecja, – to pierwsze okazje nawiązania znajomości; wielokrotnie Rzym przez udział w zawarciu konkordatu; Warszawa – przez długie pasmo lat, -które tworzyły pertraktacje o wprowadzenie w życie konkordatu; wielokrotnie -Łucka Diecezja, gdy wznawiane były usiłowania tworzenia nowych placówek; ponownie Warszawa, niestety już przy zmierzchu życia Matki Generalnej, gdy wezwany przez nią uskuteczniałem formalności prawne w związku z zapisem na rzecz Kongregacji majątków p. Małyńskiego, z dobrami Zurne, na Wołyniu i gdzie już świetnie tworzone były podstawy przyszłej twórczej ekspansji.
Mechaniczny poniekąd współudział w tych sprawach nie mógł pozbawić; wyczucia blasków złocistej aureoli. Nie był to już ledwie dostrzegalny krążek, – symbol świętości; raczej pełna promieniotwórczość; spływała ona potokami dobra na nieuprawną rolę społeczną znacząc drogi stosunku Matki Urszuli do ludzi.
Przepojone żarem miłości Bożej serce Matki Urszuli objęło dziedzinę moralną współczesnej rzeczywistości najżywszym usiłowaniem odrodzenia według zasady: „instaurare omnia in Christo”. Wpływy bowiem etyczne, działają wiekuiście, tocząc swe fale ze wzrastającą siłą i broniąc się przed atakami interferencji. [k. 2]
Świat ducha posiada odrębną promienność. Nie zdołamy jej określić. Wiemy, że „dziećmi Bożymi jesteśmy”; „a jeszcze się nie okazało czym będziemy. Wiemy, że gdy się okaże, podobni mu będziemy, bo go ujrzymy tak, jak jest”. Nie jest to twór wyobraźni. Jest to najpełniejsza rzeczywistość, bo jest to dosłownie życie Boże. W powodzi błyskawic nieziemskiej światłości toną dusze, zespolone z Bogiem. „A każdy, który ma w nim nadzieję, uświęca się, jak i On jest święty” /I Jan. 3, 3-4/. Świętość nie jest zamkniętą, niewidzialną i nieczynną. Ona ma w sobie sprawność Bożą. To, co Chrystus Pan wskazał. „Ojciec mój aż dotąd działa i ja działam” /Jan 5, 17/.
Matka Urszula zatopiona była w tej światłości nadziemskiej. W jej życiu złożony został naoczny dowód, że świętość nie da się zamknąć i stać się niewidzialną i nieczynną. W jej życiu złożony został ten List, o którym pisał św. Paweł Apostoł: „Listem naszym wy jesteście, napisanym na sercach naszych, znanym i czytanym przez wszystkich ludzi. Oczywista bowiem, że jesteście listem Chrystusowym, przez naszą posługę napisanym, nie atramentem, ale Duchem Boga żywego, nie na tablicach kamiennych, ale na cielesnych tablicach serca”/II Kor 3,1/. Pragniemy zaś, aby ten List został złożony na ołtarzach dla chwały Bożej, dla zbudowania wszystkich. Pragniemy, aby jej postać -otoczona pełną aureolą – w uświęconej przez Kościół formie -mandorli -obejmującej całą osobę świętego, najobojętniejsze choćby dusze zapalała ogniem miłości Bożej, gasiła wrogie odruchy sceptycyzmu, uleczyła ducha narodu polskiego z narzuconych nam przez epokę „oświecenia” zasad laicyzmu. Nie zdołamy w najpełniejszym nawet zarysie podać całokształtu cnót, które Matka Urszula złożyła na błękitach przestworza życiowego. Rembrandtowskie arcydzieła muszą ze światłocienia portretu Matki Urszuli usunąć momenty kontrastów, bo tu panowało tylko światło, jako czynnik. Życie Matki Urszuli z natchnienia Bożego urosło i stało się żywą Regułą Zgromadzenia. W jej duszy pisał Pan Bóg poszczególne wskazania. A nie można się dziwić, że są one wiernym odlaniem ideałów, które stanowiły istotę innych Zgromadzeń Zakonnych; znalazły się przecież na wspólnej drodze, w służbie jednej idei. Cóż innego, jak wspólne idee zbliżają do siebie i upodabniają zespoły ludzkie. Zapewne istnieją różnice w zwyczajach i poszczególnych regułach i tradycjach. W istocie swojej jednak zachowują identyczne dążenia. Najbardziej zbliżoną do „Szarych Urszulanek” jest kongregacja Sióstr Św. Franciszka od Pokuty i Chrześcijańskiej Miłości” /1835 – 1935/. Żywot jej Założycielki, Matki Magdaleny Daemen [k. 3] jest portretem żywota Matki Urszuli Ledóchowskiej. Przed jedną i drugą szła jak gwiazda przewodnia pogoda ducha, oparta o zasadę, że wszystko dzieje się według planu Bożego; a On potrafi wyprowadzić ze złego – dobre. „Deus providebit”. Mam przed oczyma podręcznik „Prawidłowego spełniania obowiązków Przełożonych Zakonnych Domów tejże Kongregacji”. A przecież Podręcznik ten, zredagowany w roku 1937 jeszcze nie był znany Matce Urszuli. W 78-miu paragrafach tego Podręcznika, na 80-ciu stronicach /in folio/ znajduję żywe echo przemówień Matki Urszuli. „Handbuch sur rechten Verwaltung des Oberinnenantes nach den Konstitutionen derselben Genosscnschaft” tak się przedstawia jakby był napisany na podstawie obserwacji ideałów życia tych Sióstr Franciszkanek.
Wielkie Dzieła Boże mają wielkie zadania do spełnienia. Początek ich zawsze bardzo trudny i bolesny. Rezultaty zaś rozmiarami i znaczeniem przechodzą wszelkie przewidywania. Człowiek zmuszony jest uznać, że nie są to sprawy ludzkie. O św. Pawle sam Chrystus Pan orzekł: „On mi jest naczyniem wybranym, aby nosił imię moje przed narody i syny izraelskie. A Ja pokażę mu, jak wiele trzeba mu wycierpieć dla imienia mego” /Dzieje Ap. 9,l6/. Ileż przecierpieć musiała św. Aniela Merici /1544/; potem bł. Maria od Wcielenia, której danym było wprowadzenie SS. Urszulanek do Ameryki /1639/. W rocznikach tej Kongregacji widnieje grupa 44 męczenniczek z czasów rewolucji francuskiej. Okresy ciężkich doświadczeń rozwarły dla Kongregacji urszulanek pełne świateł podwoje, o których Der Crosce Herder mógł wydać entuzjastyczne świadectwo: „O.S.J. – die gröste u. bedeutendste all weiglrelig. Genossenschaften der Hath. Kirche für Frziehung u. Unterricht“.
Matka Urszula w początkach powstania Zgromadzenia Sióstr Urszulek Serca Jezusa Konającego przeszła ciężkie chwile „Bożej nocy”, nadzieje zespolenia grupy Matki Urszuli z Unią Urszulańską – zawiodły. Pozostał ból i niepewność jutra. W Kolebce Urszulańskiego Zakonu dokonywane były od dawna przemiany mające na celu centralizację Zgromadzenia. A tej centralizacji znowu nie mogły podporządkować się duże prowincje i kraje, jak Niemcy, Irlandia oraz inne liczne odłamy w całym świecie. Matka Urszula nie przewidywała, że w tymże czasie, – bolesnych przeżyć Pan Jezus skupiał na terenie przeznaczeń Dzieła swego Serca konającego nieprzejrzane przestrzenie, oczekujące na zbawczy posiew. Nie idzie już o ratowanie zacnych ojczystych dziewczątek w zimnym Petersburgu, carski but deptał młodziutką kiełkującą roślinę, lecz o niezliczone miliony, wołające od wieków o chleb Słowa Bożego…,. Sen, – nie sen ….. Z okien Petersburskiej Akademii Duchownej [k. 4] na Wasilewskiej wyspie widniał ciemny popielaty bezmiar ziemi pustej, opanowanej przez zabójczą Chimerę /Turgieniew/. Na wprost okien Akademii wyrósł z tej ziemi krzyż biały, drewniany. Około krzyża tłum chłopów z łopatami, w białych, futrzanych tułubach, z łopatami w dłoniach, zajęty wykopywaniem krzyża. Krzyż rośnie. Im większy zapał kopaczy – w wydobyciu krzyża, tym większy on się staje; pokrywa się napisami w języku słowiańskim i stoi niezmożony….
Setki milionów czekają na ten szary, prostaczy habit, który tym tłumom nie będzie niczym przypominał riasy czernic, bazyliańskich w prawdzie z pochodzenia, ale jakże dalekich od i ideałów ich świętego Założyciela; Ani też nie będzie przypominał szkalowanych oszczerczo sukni Sióstr Zakonnych Zachodnich.
Najgłębsza miłość Boża podyktowała nadanie Kongregacji SS. Urszulanek tytułu: Najświętszego Serca Jezusa Konającego. Jezus na wysokości krzyża dopełnia swego zadania i „Oznajmia narodom sprawiedliwość” /Jzaj. 42, l-3/. Matce swej powierza w osobie św. Jana Apostoła ludzkość całą. Pod Jej opieką ma być spełniane najdonioślejsze Dzieło: /”Idąc na cały świat opowiadajcie Ewangelią wszem stworzeniu” /Mar. 16,15/.
Syjon, zarys Kościoła był pierwszą próbą zbliżenia człowieka do sprawiedliwości, – zjednoczenia z Bogiem. Pod krzyżem czasy zmieniły swój kierunek. Przewodnia myśl ludzkości weszła na nowe tory. Krzyż dzieli historię świata na dwie nowe części. Jezus stanął na pograniczu świata, który zamierał i tego, który z popiołów wybucha potężnym płomieniem. On podjął na nowych zasadach urobienie człowieka. Dzieło to mają kontynuować wszyscy, których zrodził Duch Boży. W ich szeregu stanęło Zgromadzenie Sióstr Urszulanek. Wśród jego zadań góruje nad innymi Apostolstwo Chrystusowe. Wychowawcze posłannictwo w tym Zgromadzeniu znalazło najwyższy wyraz. Z nim idzie w parze zwiększenie kadr dobrze przygotowanych katechetek. Żywy udział w dziele wychowania religijnego młodzieży jest zawołaniem dnia dzisiejszego. Wypoczywanie, letniość, nie może nieć miejsca. W ewangelii św. Marka zastygły na wieki bolesne słowa Zbawiciela: „Piotrze, ty śpisz”? „Wiekuisty wyrzut tym, którzy przez wszystkie stulecia niebacznie folgują swej ospałości, zapominając o permanentnej agonii Pana Jezusa, w rozwoju swego Dzieła i w życiu swej mistycznej osoby. Jezus pozostawać będzie w agonii aż do końca świata. W takim czasie spać nie można!” (S.)
Niepodobna pominąć milczeniem swobodnych wypowiedzi wychowanek zakładów Wychowawczych SS. Urszulanek. Parę z nich przynajmniej przytoczę. Odsłaniają one rzeczywistość. Jedna z nich pisze: „Gdy Matka Urszula [k. 5] odjeżdżała do Petersburga, klasztor płakał. Te dwa ostatnie wyrazy – wystarczą. Zdawano sobie jasno sprawą z tego, że z odejściem Matki znika słońce radości, opromieniające szary, codzienny trud i że klasztor traci z Nią cichy impuls do żarliwości w służbie Bożej, impuls wymowny stałym uśmiechem dobroci.
W internacie przy kościele św. Katarzyny w Petersburgu, jedna z internistek była nieopanowaną w swym zachowaniu się. Za znęcanie się nad personelem nauczycielskim groziło jej wydalenie z internatu. Podczas rekolekcji niektóre konferencje głosiła Matka Ledóchowska, jak: O miłości Boga; o miłosierdziu, o wielkim szczęściu człowieka, że może Bogu służyć. Nie mogłam sobie poradzić – wyznaje wychowanka. „Udałam się do Matki. Zajęła się mną z całą ofiarnością. Po raz pierwszy przekonałam się, że sprawy duszy są sprawami ważnymi. Matka zdobyła od razu moje zaufanie. Zaufanie to zdobyła na zawsze” . . .. .
Wychowanka Szkoły Gospodarstwa Domowego, założonej przez Matkę Ledóchowską, oświadcza: „Czas mego pobytu w Zakładzie /l922 – 1923/ mogę zaliczyć do najszczęśliwszych lat mego życia.” Matka Ledóchowska była nam naprawdę Matuchną. Nazywała nas często swoimi skarbami. Nie był to tylko zwrot uczuciowy. Postępowała istotnie z każdą, jak ze skarbem. W każdej jednostce doszukiwała się wartości duchowej; w każdym ceniła człowieka; jego godność dziecka Bożego. Matka była dla nas uosobieniem ewangelicznej doskonałości; kontrastem sztywnej nieprzystępnej świętości; bo świętość nie jest tylko przywilejem dusz wybranych ludzi, iż tak się wyrażę, urodzonych już w aureoli, lecz że jest obowiązkiem każdego człowieka.
Matka miała najwyższe poszanowanie dla autorytetu Kościoła Świętego. Raz w dyskusji powiedziała: Skoro rzecz „byłaby czarna z mego punku widzenia, a Kościół orzekłby, że jest biała /chodziło o prawdy wiary/ zmieniłabym natychmiast swoje zdanie i uwierzyłabym bo Kościół w sprawach wiary mylić się nie może.
Rozmowa z nią to skarbnica, z której dziś czerpię rozwiązanie wielu problemów i siły do trwania mocno przy Bogu. Żywo brzmią mi w uszach słowa Jej: „Cały wysiłek samowychowania należy skierować na wyrobienie w sobie jasnych pojęć katolickich i na konsekwentne ich stosowanie w życiu. Aktywna miłość Boga i bliźniego w duchu ewangelii to czyn nie spaczonej dobrej woli.” /Halina ze Stegmanów Jankowska/.
Pozwolę sobie jeszcze w zakończeniu przytoczyć końcową strofę pięknego ponad wszelkie pochwały utworu p.t. Testament: [k. 6]
……… W czarną literę księgi zamknęłaś płomienne słowo,
z którym dusza codziennie budzi się na nowo
I poprzez ból i krzyż każe jej dążyć wzwyż
I każe jej żyć święcie …..
Zostawiłaś nam serce swoje w Testamencie.
/S. Cierpicka/
Identyfikacja podpisu własnoręcznego osoby uwierzytelniającej dokument:
Za zgodność z oryginałem:
Daniel Kiper