Ks. A. P. Szelążek, Dzień Zaduszny, („Zaledwie rozbrzmiały”), opracowane na podst. T. Dąbrowskiego i M. A. Małopolskiego, Płock, 29 października 1888, kaz. nr 13, oryg. depozyt IABMK, rps, k. 105-118.
DZIEŃ ZADUSZNY
I. O czyśćcu; II. Zachęta do pomagania
Na pamięć
Orygenes, Dąbrowski, Małopolski,
Cuda Boże, Hunter, Adjumentus Oratoris
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam,
że nadchodzi godzina, nawet już jest,
kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego,
i ci, którzy usłyszą, żyć będą.
J 5,25
Zaledwie rozbrzmiały w cyklu uroczystości kościelnych oddźwięki chwały wiekuistej, naszych niegdyś współbraci, obecnie mieszkańców niebieskiej krainy, gdy znowu jasny promień wiary rozprasza cienie, niewidzialnych dla oka naszego otchłani, a kryjących inną i znaczną rzeszę współtowarzyszy ziemskiego tułactwa naszego. Zaledwie dzień wczorajszy w żywych kolorach uwydatnił nam cel życia człowieka na ziemi, gdy znowu żałobne szaty kościelne smutny ten na pamięć przywodzą dogmat, że śmierć nawet sam dla wielu jeszcze nie otwiera podwoi przez życie całe oczekiwanego szczęścia. Doczesność, dręcząca człowieka widokiem ziemskiego szczęścia, któremu zawsze nadaje pięknie ukryty charakter znikomości rozpościera i w życiu pozagrobowym swą władzę nad tymi, którzy ceną Krwi Chrystusowej zerwać jej więzów na ziemi nie chcieli. W połączeniu tych dwóch uroczystości uwydatnia się objaw wiary o żywym związku Kościoła walczącego z triumfującym [k. 2] i cierpiącym. Obok szczęścia, jakiego są uczestnikami wszyscy wybrani pańscy w niebie, staje przez połączenie tych dwóch uroczystości, cierpienie, jakie jest udziałem naszych braci, zostających w czyśćcu. Obok chwały, której wyobraźnia określić nie może i tylko wobec nieskończonej doskonałości Bożej czyni ją możliwą, staje ogrom niedoli i cierpień czyśćcowych, stanowiących dla ograniczonego rozumu człowieka przedmiot niepojęty i z pewną dozą niedowierzania traktowany. Ale, gdy z jednej strony, stan życia zmarłych braci, nieskończenie przewyższający wszelkie pojecie, zdaje się na zawsze zrywa najsłodsze jeszcze do niedawna związki, światłość chrystusowej nauki, przywraca z umarłymi stosunki krwi, miłości, przyjaźni, wdzięczności, które nas za życia z nimi łączyły; znika w oczach wierzących zgnilizna grobów i bezduszna przepaść śmierci, bo wiemy dobrze, że bracia nasi tylko odeszli, a nie zginęli, że się od nas przenieśli albo na mieszkanie do lepszego świata i zawsze o nas pamiętają, albo też w oczekiwaniu tego szczęścia myślą o nas i czekają od nas ratunku. Poznajmy wiec to miejsce zamieszkania cierpiących braci, bo to nas pobudzi do gorliwego ich wspierania. Te dwie uwagi stanowić będą treść dzisiejszego do was, słuchacze, przemówienia. [k. 3]
Panie Najłaskawszy! Jak ochotnie życie swe dla zbawienia ludzkości oddałeś, tak pragniesz gorąco użyczyć pomocy w czyśćcu cierpiącym duszom, dla zbawiennego pożytku wiernych i dla Twej chwały napełnij nasze serca jak najobfitszym błogosławieństwem. Módl się za nami, Matko cierpiących. Zdrowaś Maryjo !
I
Gdy już sen śmierci na długo rozrywa przyjaźń starą duszy i ciała, gdy świat ten mały, jak starożytni nazywali w zupełnej ruinie swój koniec znajduje, a straszna klątwa na każdym z ludzi ciążąca: W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie… (Rdz 3,19) wraz z życiem upragnionego przez nas kresu, dusza wyrywa się z towarzystwa najdroższych osób i znowu nieznane dotychczas rozpoczyna życie. Wszystko, czym świat istotną są nędzę pokrywa, w tej chwili stanowczej cała prawdę nicości swej ukazuje i tylko skarb zasług niejako w ręce Chrystusa złożony, wraz z duszą, granice ziemskiego życia przekracza. Ale z drugiej strony początek wieczności stwierdza nieodwołalną siłę tego prawa, że nic zmazanego nie wejdzie do Królestwa Niebieskiego [k.4]. Jeżeli dusza, staje przed swoim Twórca, usprawiedliwiona ze zmazy grzechowej, wówczas otworzą się dla niej bramy niebieskiej chwały, gdzie dostąpi szczęścia nieskończonego, jeżeli zaś staje przed Nim skalana zbrodnią, odrzuci ją Pan sprzed Oblicza swego i w otchłani piekielnej pogrąży. Oprócz tych dwóch przybytków, – pełności nagród i kar bez końca jest miejsce trzecie, środkowe, siedlisko dusz, nie odrzuconych zupełnie od Boga, ale nie usprawiedliwionych jeszcze wobec surowości Jego sądu. Prawda to zresztą, której domaga się rozum człowieka – chrześcijanina, kiedy bowiem zważymy na nieskończoną świętość i idącą za tym sprawiedliwość Bożą, widzimy, że Pan Bóg nie może pozostawić grzechu bez kary, ani tez nie może karać wiecznie za błędy małe, że sama Mądrość jego nie może zaliczyć do szeregu świętych dusz najlżejszym grzechem zmazanych, ani tez w rzędzie potępionych dusze mniej grzeszne umieścić. Nierównie większej jest wagi świadectwo rozumu wyższego, powaga prawdy objawionej. Wiara nas uczy, ze miedzy niebem a piekłem jest pośredni przybytek, gdzie Bóg umieszcza [k. 5] zmazane jeszcze grzechami dusze, ażeby w zupełnym oczyszczeniu zasłużyły na wieczną nagrodę. Sięgnijmy po jeden taki dowód do ksiąg Starego Zakonu: W drugiej Księdze Machabejskiej czytamy opis śmierci, jaka spotkała niektórych żołnierzy Judasza Machabejczyka za wykroczenie przeciwko prawu. dzielny wódz w złożeniu ofiar za poległych pragnie ulżyć cierpieniom zmarłych współbraci: Uczyniwszy zaś składkę pomiędzy ludźmi, posłał do Jerozolimy około dwu tysięcy srebrnych drachm, aby złożono ofiarę za grzech. Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. 44 Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym, 45 lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda – była to myśl święta i pobożna. Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu. (2 Mch 12, 43-46)
Cała prawda objawiona, cały jęk błagalny zbolałej ludzkości, który się od początku świata wznosi po wszystkie wieki do Nieba i żebrze Pańskiego miłosierdzia dla umarłych, przekonują z niezachwianą pewnością, że jest czyściec. Inaczej wrodzone uczucie ludzkości i nieomylne słowo Boże, byłoby gorzkim złudzeniem. W naszej zaś religii wzniosłej i pięknej wszystkie części ściśle [k. 6] spojone, formują wspaniałą całość i jak dogmat o czyśćcu jest dowodem Miłosierdzia Boskiego, tak również wypływa z innego dogmatu o zadośćuczynieniu za grzechy. Dwa są bowiem powody, dla których dusze w miłości Bożej ten świat opuszczają, czyśćcowe męczarnie ponosić muszą – grzechy powszednie, zbyt lekkie, ażeby karane były ogniem wieczystym i grzechy ciężkie, już na ziemi przez pokutę zgładzone, za które wszakże człowiek nie złożył należytego zadośćuczynienia: Zaprawdę, powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz. (Mt 5, 26) Ale nie sądźmy, że kary czyśćcowe mniej są dotkliwe od kar piekielnych, owszem są one tak surowe, iż najlżejsze z nich przewyższają wszelkie katusze, jakie tylko złość ludzka wymyślić może. Św. Tomasz twierdzi, ze jeden i tenże ogień pali potępionych w piekle i sprawiedliwych w czyśćcu, z tą tylko różnicą, że męki czyśćcowe skończą się kiedyś, piekielne – nigdy. Zbawiony będzie przez ogień, mówi Paweł św., ale dość przytoczyć zdanie św. Augustyna, aby pojąć okropność ogni czyśćcowych: Chociaż zbawiony będzie, mówi św. Doktor Kościoła, przez ogień, straszniejszy jednak będzie ten ogień, nad wszelkie cierpienia, jakie znieść może człowiek na ziemi. [k. 7] Nie sądźmy również, że słowa Pisma św. (1 Kor 3,13) o ogniu czyśćcowym rozumieć (można) w przenośni o cierpieniach moralnych. Nie, słuchacze drodzy, Pismo święte rozróżnia działanie ognia od udręczeń moralnych i jak dusza w łączności z ciałem odbiera wrażenia zmysłowe, tak w czyśćcu staje się jakby organizmem duszy i sprzeczności w tym nie ma żadnej, gdy dusza ponosi od ognia cierpienia, choć tego pojąć nie możemy.
Innego jeszcze rodzaju męka trapi te dusze nieszczęsne. W życiu ziemskim przesiąkli na wskroś materią, zapominamy o Bogu i choć w Nim żyjemy, ruszamy się i jesteśmy, ale dokładnie doskonałości jego nie poznajemy. Skoro jednak duch człowieka wyjdzie z ciała, ujrzy Boga i pojmie Go, tak jaki On jest sam w sobie, zrozumie, że ten Bóg dla niego (jest) ojcem, matką, treścią myśli, słowem wszystkim i nieprzepartą doń miłością pociągnięty, zapragnie z Nim być na wieki, bo widzi w Nim całe swoje szczęście- niestety – pragnienie to bezsilne, nadzieja – oddalona i może długie, długie wieki pragnienie to oglądania Boga bezowocnie pożerać będzie osamotnioną duszę człowieka, zanim zbawcza ręka wolny do tego celu wstęp utoruje. Ach, bracia drodzy, mimo woli nasuwa mi się pytanie, czyż [k. 8] unikniemy tych kar czyśćcowych i jaki (jest) środek najskuteczniejszy, aby ich niebezpieczeństwo od siebie oddalić. O, jest, jest, bracia kochani, skuteczny środek: niech ogień miłości, jeszcze na ziemi naszą istotę przeniknie, a tak zagasi ognie czyśćcowe, niech nasza uczynność dla dusz czyśćcowych będzie ta zbawczą dziś dla nich ręką, a tak zyskamy przed Bogiem wdzięcznych i możnych obrońców.
II
Z woli Bożej przemawiam dziś w imieniu mieszkańców otchłani czyśćcowych i nie wątpię, że najtkliwszy ten przedmiot szlachetnych uczuć człowieka przywoła wspomnienie drogich wam osób i tajone jęki boleści na łzy serdecznej za zmarłych modlitwy zamienicie. Nie ma zapewne pomiędzy nami, słuchacze, rodziny, któraby nie przechodziła dni sieroctwa, tak dla serca przykrych, w życiu jednakże koniecznych. Wszechwładna potęga śmierci może niedawno jeszcze wydarła z waszego grona ojca, którego czuła troskliwość pielęgnowała wasz wiek dziecięcy, może niedawno jeszcze, matka z ostatnim dla was błogosławieństwem ostatnie wydała tchnienie. Wszak jeszcze macie w żywej pamięci straszną chwilę [k. 9] kiedy stojąc nad łóżkiem konającego dziecka radzi byście oddać majętność swoją, dla przywrócenia mu zdrowia, a ono jakby nieczułe na waszą rozpacz wyrywa się z waszego objęcia i tylko w zimnych zwłokach ślad istnienia swego zostawia. Któż z nas nie odczuł dotkliwej straty brata lub przyjaciela, z którym pierwsze dzieliliście trudy i w ciężkich życia okolicznościach skutecznej słuchaliście rady. Ale czyż mamy jakową pewność, że oni teraz nawzajem nie potrzebują od nas pomocy, czyż zechcemy teraz ich właśnie opuścić, gdy mamy możność dać im dowody najczulszej miłości i zamieniając ognie czyśćcowe na blask wiekuistej chwały, obficie spłacić długi wdzięczności. Jeżeli zaś czas nad wszelkie uczucia silniejszy przytłumił już te wspomnienia, jeżeli jednostajnością codziennych zajęć osłabił dawne węzły miłości, niechaj przynajmniej głos współczującego cierpieniom waszych braci Kościoła nie przebrzmi niespostrzeżenie. Niechaj dosięgnie waszego serca echo ich cierpień, gdy w słowach Hiobowych do was wołają: Zlitujcie się, przyjaciele, zlitujcie, gdyż [k. 10] Bóg mnie dotknął swą ręką. (Hb 19,21) Do was drodzy słuchacze przemawiam dzisiaj w imieniu, obcych nam wprawdzie, ale niemniej braci w Chrystusie, którzy schodząc z tego świata osamotnieni, nędzni, ubodzy, nieznani światu, w życiu pozagrobowym stokroć dotkliwiej czują cały ciężar swego sieroctwa i nie chcą wątpić, że pod tym względem zwykła tak obojętność wobec głosu Chrystusowego zamieni się w uczucie chrześcijańskiej litości: Szukałem – mówi Pan – wśród nich męża, który by wystawił mur i stanął w wyłomie przede Mną, by bronił tej ziemi i przeszkodził Mi w jej niszczeniu, a nie znalazłem takiego. (Ez 22,30) Pan niech postępuje z wami według swej dobroci, tak jak wy postępowałyście wobec zmarłych. (Rt 1,8) Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5,7), ale sąd nieubłagany dla tego, który nie czynił miłosierdzia. (Jk 2,13) Groźne te słowa radzi bylibyśmy w odmiennym pojmować znaczeniu, zwłaszcza, że stan dusz w czyśćcu cierpiących, od Boskiej zawisł zupełnie woli i Kościół nawet bezpośredniej nad nimi władzy nie rozpościera. Katolicy ! Pan Bóg w rządzeniu człowiekiem, jak odcienie jednej nieskończonej doskonałości, łączy sprawiedliwość Sędziego, z [k. 11] miłosierdziem kochającego Ojca. Miłosierdzie Boskie zmazuje plamy dusz naszych, sprawiedliwość karę wieczną zamienia w inną, lżejszą daleko, miłosierdzie poprzestaje na żalu, sprawiedliwość wymaga zadośćuczynienia, miłosierdzie wydźwiga ze stanu grzechu, sprawiedliwość pokutnikiem być nakazuje. Ale na sądzie pośmiertnym działać poczyna surowa sprawiedliwość i jeżeli człowiek oczyszczony już z grzechu nie uczynił zadość w tym życiu – skończyć musi swoją pokutę w czyśćcu. Nie ustaje tu wszakże działanie miłosierdzia Boskiego, ale szafarstwo tego miłosierdzia w nasze złożone jest ręce. Oto, co mówi Augustyn święty: Wdzięczna jest modlitwa, post i jałmużna. Modlitwa sprawiedliwego jest kluczem do nieba. Wznosimy do nieba błagalne modły, Bóg zsyła swe miłosierdzie”. A wiec w naszych są rękach klucze do wrót niebieskich, zechciejmy ich tylko użyć, a rozkujemy więzy cierpiących braci. [k. 12] Milsza i przyjemniejsza Bogu – mówi św. Tomasz – modlitwa i ofiara za zmarłych niż za żywych, bo bardziej pomocy naszej potrzebują umarli, gdy sami pomóc sobie nie mogą. Ta pomoc umarłym – woła św. Jan Damasceński – jest Bogu wielce upodobana i upragniona, nie ma przeto pewniejszej drogi do zyskania łaski Bożej, jak szczera pomoc duszom czyśćcowym. Pan Jezus widzi w tych duszach cenę bolesnej Męki i Krwi swej przelanej. Boskie Jego Serce pragnie przypuścić je co najprędzej do uczestnictwa chwały i szczęścia swego, lecz, gdy my lekceważymy ten cenny dar w naszych pozostawiony rękach, słusznie przeto grozi sąd nieubłagany dla tego, który nie czynił miłosierdzia. (Jk 2,13) Bóg składając w rękach naszych cudowną władzę pomagania duszom czyśćcowym, dał nam zarazem nieomylny środek zabezpieczenia własnego zbawienia. Szczęśliwy ten, ktoby choć jedną dusze z czyśćca wybawił i w niebieskiej umieścił chwale. Ta bowiem dusza, nie jak człowieka, ale jak anioła ukochałaby tego wybawiciela i wychodząc z czyśćca rzekłaby, to, co powiedział Piotr św. o Aniele, który z kajdan więzienia Herodowego uwolnił: Teraz wiem na pewno, że Pan posłał swego anioła [k. 13] i wyrwał mnie z ręki Heroda i z tego wszystkiego, czego oczekiwali Żydzi. (Dz 12, 11) Ta dusza w przybytkach niebieskich wypłaci się miłością za miłość, jeżeli stałeś się dla niej tym wybawicielem, ona natomiast będzie odtąd dla ciebie aniołem stróżem, będzie podporą twojej słabości, bronić cię będzie od niebezpieczeństw, rozciągnie nad tobą opiekę, dopóki żyjesz na ziemi, a gdy i dla ciebie przyjdzie ostatnia godzina, wprowadzi cię do tych przybytków, gdy przy twojej pomocy, na tronie chwały zasiadła. Spieszmy się na pomoc duszom, szczególniej w tym miesiącu, a ofiarujmy im, co możemy. Ofiarujmy jałmużnę, która zjednywa nam miłosierdzie Boskie, a kto jałmużny dać nie może, niech ofiaruje swój niedostatek, ofiarujmy post i inne, choć drobne umartwienia, a kto ich czynić nie może, niech ofiaruje Bogu niemoc i cierpienie swoje, ofiarujmy odpusty, które nas nic nie kosztują prócz odrobiny dobrej woli – składajmy w ręce Boże wszystkie czyny i zasługi nasze, abyśmy wzajemnej od Boga doznali szczodrobliwości. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie. (Łk 6, 38)
Amen. [k. 14]
Racz Panie darować niedbalstwo moje w spełnianiu tego świętego urzędu. Jeżeli ja nie zasługuję na twe miłosierdzie, okaż litość nad duszami w czyśćcu cierpiącymi, niech one odniosą stąd jakikolwiek pożytek. Matko i Pani moja, przebacz mi i przeproś Ojca mojego. Wam u stóp składam tę odrobinę pracy.
Niegodny sługa Boży i Maryi Niepokalanie Poczętej jego Matki
Ks. A. Szelążek
Plociae 29 Octobris 1888
Die SS. Judae et Simonis App.