

Ks. bp A. P. Szelążek, biskup łucki, Rec. J. Jeleński, Miód z opoki, List i rękopis recenzji, 15 styczeń 1948, oryg. depozyt IABMK, rps, k. 1-22.
L.J.C.
Bierzgłowo Zamek, 15 I 1948
Wielce Szanowny
i Drogi panie Inżynierze
Katastrofa życiowa, którą obecnie przeszedłem, śmierć ks. prałata Szycha, mego kanclerza, w ciągu dwudziestu kilku lat – prawdziwego Opiekuna, utrudnia mi pełne skupienie myśli przy tych skarbach świateł, które Pan Inżynier złożył w nowym ognisku. Mogę tylko przytoczyć niektóre spostrzeżenia. Za ich nieudolność bardzo przepraszam. Wstyd mi, że nie dosięgnę poziomu, w którym powonieniem się obracać.
Najpierw muszę pominąć dziedzinę krzyżujących się spojrzeń kobiecych, bogactwa blasków ich oczu, w życiu zupełnie światowym, bo dosłownie na tym się nie znam. Rozumiem, że ten dość obszerny dział jest wprowadzony jako une amorce dla lubujących się w tym przedmiocie, aby pociągnąć ich na drogę poszukiwania prawdy. Może to przydatne. Pan Inżynier, głęboki znawca naszego społeczeństwa, najlepiej to oceni. Natomiast uznaję w życiu duchowym [k. 2] istnienie tych blasków, które obrazują życie duszy. Wszak Louis Bertrand w swym dziele: Sainte Thérèse przytacza słowa o. Franciszka de Ribera o spojrzeniach św. Teresy: „Ses yeux étaient noirs, ronds à fleur de tête, de grandeur ordinaine, mais admirablement disposés, vifs et gracieux. Quand elle souriait, le sourire et l”allégresse s”y peignaient, et ils respiraient la gravité, quand elle voulait se montrer grave” (str. 54, 55)
Przechodząc do najbardziej obchodzącego mnie przedmiotu, wspomnę, że chciałbym, aby unikano wyrażenia, użytego na str. 20, że Pan Bóg „do pewnego stopnia musi się zgadzać…” [k. 3] Wyrażenie to można by zastąpić omówieniem „przejawy wolności woli człowieka muszą być w rządzach Opatrzności uszanowane, choćby z uszczerbkiem jego dobra, gdy sprzeczne są z wolą Bożą, która staje w obronie tego dobra.”
W stosunku do świata zmysłowego jest oczywiste, że ludzie często przywiązują się do jakiegoś „nierozumnego” żyjącego stworzenia; starają się zbliżyć je do siebie, okazują mu wiele staranności, po prostu przywiązują się do niego. W Ameryce zwykłe to zjawisko, że nieledwie każdy dzieciak musi mieć swego „pet”a”. A na mocy psychologicznego prawa, które panuje wśród ludzi, osobnik „zakochany” widzi w przedmiocie swej miłości [k. 4] wszystkie najpiękniejsze przymioty, które pragnie w nim znaleźć, nie widzi żadnych wad, i swoje własne, najszlachetniejsze uczucia, przerzuca na to swoje bożyszcze, które stroi we wszystkie barwy piękna i dobra. Taż sama skłonność charakteryzuje stosunek człowieka do jego „pet”a”. Przejawy instynktu ubiera on w pozory rozumu, chociaż w Piśmie Św. nierozum zwierząt przeciwstawiany jest rozumowi człowieka, np. w Ps 48, 13.21 czytamy: „Homo cum in honore esset non intellexit; comparatus est iumentis insipientibus et similis factus est illis.” „Quare reputati sumus, ut iumenta et sorduimus coram vobis” (Job. 28, 3). [k. 5]
O ile wiem, żaden z pisarzów katolickich nie zdołał wskazać faktu tej walki na ziemi. Nikt nie dojrzał strasznego w zaświatach pobojowiska zmagania się złego ducha i jego adherentów z Michałem i wiernymi Bogu duchami. Nikt nie dosłyszał przerażającego poszumu huraganów, które na duchowej płaszczyźnie świata porywają ludzkość swe wiry. Nie dosłyszał tego nawet Bernanos w swoim „Sous le Soleil de Satan. Nawet Huysmans w swoim opisie życia trapistów.
Walka na ziemi przeciwko Bogu jest dalszym ciągiem zaświatowych wydarzeń. [k. 7] Strącony na ziemię Lucyfer nie skończył swej roli. Za sobą pociągnął on tłumy zbuntowanych niebian i rozsiał ich wśród ludzi. Godzi się tak pojmować obraz apokaliptyczny: „I ukazał się inny znak na niebie, a oto smok wielki … a ogon jego ciągnął trzecią część gwiazd niebieskich… I zrzucił je na ziemię..” (Apok. 12, 3,4) A gdy niebiosa rozbrzmiewają radością i triumfem nad ziemią zawisła przejmująca groza zapowiedź nieszczęśliwych zdarzeń: „Biada ziemi i morzu, bowiem zstąpił do was diabeł, zagniewany wielce, świadom, że niewiele czasu mu zostało. I zapłonął smok gniewem na niewiastę i odszedł walczyć z resztą jej potomstwa, które strzeże przykazań bożych i ma świadectwo Jezusa Chrystusa.” (Apok. 12, 10,12,17) [k. 8] Walka trwa. I nie tylko z ludźmi, lecz także z szeregami Aniołów, których Bóg dla obrony naszej posyła. Rozsiane wśród ludzi tłumy duchów złych nie są bezczynne. Szatan usiłuje przeprowadzać wśród ludzi pobór do swoich szeregów; stara się zyskiwać i urabiać swoich apostołów i proroków. A krąży bez przerwy, szukając kogo by mógł pozyskać albo do zguby wiecznej przyprowadzić (por. 1 P 5,8-9). Codzienne doświadczenia zdradzają jego obecność; piołunem karmią, dają odczuć moc tej groźby: „Biada ziemi”. Biada dla wszechobecnych niebezpieczeństw nie tylko doczesnych, lecz nade wszystko dla sieci, rozłożonych na wszystkich ścieżkach życia, a grożących spętaniem rąk i nóg naszych nad bezdennymi przepaściami grzechu. [dalej jak w tekście opublikowanym w Tygodniku Warszawskim]