[Ks. bp A. P. Szelążek], [Bojaźń Boża], („Uczynił roztropnie dla siebie”), bmr., kaz. nr 3, oryg. depozyt IABMK, rps, k. 13-25.
Uczynił włodarz roztropnie dla siebie, ale niesprawiedliwie względem Pana swego. Ale łatwo tu zrozumieć, co było pobudką tego czynu. Dla bojaźni kary na jaką za złe włodarstwo zasłużył. Bojaźń to służalcza i nie płynęła z miłości względem pana, ale z miłości własnej. Jednak Pan, chociaż nazwał czyn włodarza niesprawiedliwością, nie potępia pobudki tego czynu, t.j. bojaźni, bo dobra jest ona i powstrzymuje sługę od wielu wykroczeń. Wszakże dzisiejsza przypowieść ma głębsze znaczenie, bo wyobraża pracę naszą nad własnym zbawieniem. I pod tym względem bojaźń jest dobrą pobudką czynów naszych, – owszem prowadzi ona do miłości Bożej, bo ten jest przymiot jej.
„ A ujrzawszy rzesze bały się i chwaliły Boga”. Mat. IX.
XVIII Don p-pent
Według świadectwa poważnych pisarzów, u niektórych narodów był zwyczaj, że kiedy król spotykał prowadzonego na skazanie złoczyńcę, przebaczał mu winę dla wyrażenia swej miłości względem poddanych. Lud nie przestawał bać się surowych kar za ciężkie wykroczenia, ale kochał jednocześnie panującego, widząc w nim prawdziwie ojcowskie serce. Taki stosunek króla i ludu może być choć słabym obrazem stosunku, który powinien nas łączyć z Panem Jezusem. Dzisiejsza właśnie Ewangelia opowiada, że Jezus najwyższy i wiekuisty Pan nasz. Ten Król chwały wiekuistej przebaczył grzechy paralitykowi i na znak ojcowskiej miłości przywrócił mu zdrowie.
Ale dlaczego, drodzy słuchacze, rzesze, które widziały ten cud, jak opowiada Ewangelia, bały się i chwaliły Boga? Czyż ten objaw dobroci Pana Jezusa mógł przejąć bojaźnią. Czyż nie należało raczej oczekiwać, że i w ich sercach zapanuje ufność i wzajemna miłość względem Pana Jezusa? [k. 2] I owszem mogę stanowczo powiedzieć, że w owej chwili prawdziwa miłość Boża ogarnęła te rzesze; powiadam – prawdziwa, t.j. ,miłość, która na bojaźni bożej ugruntowana została; od niej się poczęła i z nią ściśle była złączona, dlatego też ewangelia mówi, że te rzesze bały się najpierw – a następnie chwaliły Boga. Ten jest bowiem przymiot prawdziwej miłości Bożej, że od bojaźni się poczyna i z bojaźnią synowską zawsze ściśle jest złączona.
W dzisiejszej nauce, w krótkości przynajmniej poznamy, jaka jest natura bojaźni bożej, i jakie są jej owoce czyli objawy.
Prośmy Pana Jesusa, aby w naszych sercach na zawsze ugruntował te uczucia, które w sercach żydów zapanowały na widok spełnionego cudu. Przyczyń się za nami Najświętsza Panno, gdy Cię pozdrawiamy, mówiąc Zdrowaś Maryja.
Oto jest bojaźń boża w sercu grzesznika. Przez taką bojaźń wszedł na drogę zbawienia Paweł święty, gdy w bliskości Damaszku oślepiony blaskiem majestatu bożego, usłyszał te słowa „Szawle, Szawle dlaczego mnie prześladujesz. Trudno jest przeciw ościeniowi wierzgać”. Bojaźń ta nazywa się niewolniczą, bo posłuszeństwo prawu bożemu jest tu wymuszone przynajmniej z początku i nie płynie z miłości synowskiej względem Pana Boga, i gdy dla grzeszników jest środkiem zbawienia, dla cnotliwych chrześcijan jest niedoskonałą.
Ale jest bojaźń synowska, „bojaźń święta, trwająca na wieki wieków”, jak mówi Psalmista Pański i ta właśnie bojaźń wiecznie powinna przenikać wasze serca cnotliwi chrześcijanie, boście nie wzięli ducha niewolnictwa, mówi św. Paweł, znowu ku bojaźni, aleście wzięli ducha przywłaszczenia za syny, przez którego wołamy Abba /Ojcze/”. [k. 6]
Bać się poczynamy, abyśmy na tej ciasnej drodze zbawienia nie upadli i nie utracili łaski poświęcającej; a chociaż na razie sumienie nie wyrzuca nam żadnego grzechu, mimo woli przypominamy sobie słowa św. Pawła: i tę także przestrogę Ducha Świętego: „Kto sądzi, że stoi, niech patrzy, aby nie upadł”.
Wszyscy zaś dobrze rozumiemy, jak słuszne są jej pobudki. Gdy bowiem zważymy na niebezpieczeństwa, które w tym życiu zewsząd zagrażają naszej świętości, gdy z drugiej strony rzucimy wzrok na słabość woli naszej i na niezgłębioną otchłań serca naszego, gdy w nim ujrzymy zarody wszystkich grzechów, gdy poznamy, że nie ma takiej zbrodni do której każdy człowiek nie byłby zdolny, wówczas mimo woli nasuwają się na usta słowa św. Pawła „W niczym się nie czuję; ale nie w tym jestem usprawiedliwiony, który mnie sądzi Pan jest”. Kor. 4,4 Lecz i ta bojaźń dla uczniów Chrystusa Pana nie jest jeszcze wystarczająca. Ona wstrząsa duszę, ale jej nie uświęca, ona jak piorun, który łamie najwyższe drzewa [k. 7] poskramia naszą pychę; ale jak piorun nie użyźnia ziemi i potrzeba deszczu, aby ją płodną uczynił, podobnież dla serca człowieka bojaźń z ufnością tylko złączona przenika do jego wnętrza i czyni je zdolnym wydawać owoc cnót wszystkich; „Którzy się Pana boicie, miejcie nadzieję, a przyjdzie wam w kochanie miłosierdzie” (Eccli 2,9) mówi Mędrzec Pański. Jeżeli z bojaźnią nie łączy się ufność względem Pana Boga, wówczas serce człowieka, podobne jest do tablic kamiennych Starego Zakonu, które chociaż nosiły na sobie wyryte 10 przykazań boskich, ale nie utraciły swojej trwałości; postępowanie takiego człowieka podobne jest do drapieżnego wilka, który wprawdzie ucieka od owczarni, gdy widzi pasterza uzbrojonego, ale pomimo to nie przestaje być drapieżnym i każdej chwili gotów rzucić się na stado. „Ta więc tylko bojaźń ze wszech miar jest chwalebna, mówi św. Grzegorz, która i serce porusza i przez ufność przywodzi je do ukochania prawa Bożego”. (1 Reg. Exp. L 5 n. 7). Kto z bojaźni tylko dobrze czyni wolałby tego nie czynić, ale kto boi się Boga u ufa Jemu [k. 8] znajduje niezmierną słodycz w wypełnianiu prawa Bożego. „Jakież wielkie mnóstwo słodkości twej Panie, którąś zakrył bojącym się Ciebie, sprawiłeś Tym, którzy nadzieję mają w Tobie”. (Ps 30, 20) Słusznie zaś ta bojaźń nazywa się synowską, bo jak dobry syn, nie kary, ale tego przede wszystkim się boi, aby swym postępowaniem nie zasmucił Ojca, podobnież cnotliwi chrześcijanie więcej obawiają się obrazy Bożej, aniżeli tej kary, jaka za nią staje się należna. Taka bojaźń cechuje synów bożych.
Gdy już poznaliśmy, czym jest bojaźń boża dla grzesznika i dla człowieka sprawiedliwego łatwo teraz zrozumieć, jakie są jej owoce. Sam Duch Św. tak jasno wskazał nam te owoce, że w rzeczy samej, nie potrzeba by używać tu żadnych tłumaczeń. Oto co czytamy w Piśmie świętym „Bojaźń pańska wypędza grzech, bo kto bez bojaźni jest, nie będzie mógł być usprawiedliwiony, bo zapalczywość śmiałości jego, jest wywróceniem jego” Eccli 1,27. A więc bojaźń Boża najpierw wypędza grzech. Św. Jan Chryzostom uwydatnił tę prawdę w pięknym porównaniu. Jako do domu, w którym na straży stoi zawsze żołnierz [k. 9] uzbrojony nie ośmiela się zbliżyć złodziej, podpalacz, albo inny złoczyńca, podobnież do duszy, w której panuje bojaźń boża, niełatwy znajdują dostęp niegodziwe skłonności” (Hurt. III p. 453) i przeciwnie „gdzie nie masz bojaźni Boga, mówi św. Izydor, tam się rodzą grzechy, tam nie masz poprawy, tam sama tylko panuje zguba”. (Viator 162 str.) Niestety ta prawda wielokrotnie stwierdzona została smutnym doświadczeniem. Wspomnijcie od czego zaczął się upadek pierwszej matki naszej Ewy. „Dlaczego zapytuje wąż kusiciel dlaczego wam Bóg przykazał, abyście nie jedli z każdego drzewa rajskiego”. Ewa z początku zastawia się bojaźnią kary: „Rozkazał nam Bóg, mówi, abyśmy nie jedli i nie dotykali się go, abyśmy snać nie pomarli”. Kusiciel więc stara się osłabić tę bojaźń, – bo wie, że gdy runie ten ostatni fundament cnoty, nic już nie zdoła powstrzymać człowieka od grzechu: „żadną miarą nie umrzecie śmiercią, powiada, bo wie Bóg, iż któregokolwiek dnia będziecie jeść z niego, otworzą się oczy wasze i będziecie jako bogowie, wiedząc dobre i złe”. Ewa uwierzyła tym słowom i zerwała owoc zakazany. To obraz każdego grzechu i gdy pilniejszą zwrócimy uwagę na uczucia, które każdy nasz grzech poprzedziły, ujrzymy długie nieraz pasowanie się [k. 10] pokusy z bojaźnią bożą. Poniewolna jakaś trwoga przeszywała duszę i jakiś głos tajemny wołał: stój, nie czyń tego, Bóg Cię ukarze, umrzesz śmiercią wieczną! Ale duch ciemności znowu tę bojaźń osłabiał i zdawał się mówić: Czego się boisz, dlaczego wam Bóg tego zakazał? Szczęśliwy, kto wytrwał wówczas przy bojaźni bożej, bo „Bojaźń Pańska zdrój żywota, aby uszli upadku śmierci” mówi Mędrzec Pański. Ten więc jest pierwszy owoc bojaźni bożej. Lecz są inne jeszcze owoce, które mniej są ważne, gdyż dotyczą rzeczy doczesnych, ale o tyle silniej przemawiają do serca ludzkiego, o ile potrzeby codziennego życia częściej stają się przyczyną wielu utrapień. I pod tym względem Sam Duch Święty najwyraźniej te owoce wskazuje. „Błogosławieni wszyscy, czytamy w psalmach Dawida, którzy się boją Pana, którzy chodzą drogami Jego. Prace rąk twoich, że pożywać będziesz, szczęśliwyś i dobrze się mieć będziesz”. (Ps 127 14,27) W rzeczach dotyczących życia doczesnego można być najwymowniejszym, można w tej materii najbardziej zająć waszą uwagę, – bo nie ma pomiędzy wami nikogo, kto by w życiu nie doświadczył tego bólu, jaki sprawuje przygniatający nas ciężar krzyża [k. 11] codziennego, – niejeden z was przeszedł twarde koleje, niejeden może i teraz w ubóstwie, w znoju, w niepowodzeniach twardą pracą zdobywa kawałek zaledwie wystarczający kawałek chleba i nieraz ze drżeniem spogląda w czarną przyszłość, a żadnej nie znajduje pociechy, może nie jeden z was pod brzemieniem zmartwień zaczyna wątpić w Opatrzność boską i pogrąża się w rozpacz; – nic więc, powtarzam, bardziej nie może was zająć, jak to, co dotyczy doświadczanych przez was bólów, – ale również pewną jest rzeczą, że w tej właśnie materii – najtrudniej jest trafić do waszego przekonania. I wiem, że gdyby słowa kaznodziei do łez nawet was rozrzewniły, wkrótce przy zdarzonym strapieniu, słowa te wydają się tylko piękną deklamacją człowieka, który tych strapień nie doznawał. Nie mam przeto zamiaru pod tym względem serc waszych poruszać, ale pragnąłbym abyście na zawsze, abyście do śmierci wyryte nosili w pamięci przytoczone słowa Ducha Św. Tak [k.12], „Błogosławieni wszyscy, którzy się boją Pana. Prace rąk twoich że pożywać będziesz, szczęśliwy i dobrze się mieć będziesz”.
O nigdy, nigdy nie odstępujcie od bojaźni Pańskiej, bo miłosierdzie pańskie od wieku aż do wieku nad tymi, którzy się go boją”. (Ps 102,17) Nigdy nie odstępujcie od bojaźni Pańskiej, bo „bojaźń Pańska ucieszy serce i da radość i wesele i długi żywot” – czytamy w ks. Ekl (Eccli 1,12) „Którzy się Pana boicie czekajcie miłosierdzia Jego, a nie odstępujcie od Niego, abyście nie upadli”. „Temu, kto się Pana boi będzie się dobrze działo na ostatku a dzień śmierci swej będzie błogosławiony”. Amen.
Lecz bojaźń, nie tylko nas strzeże od grzechu, ale daje nadto wytrwałość w cnocie i siłę do postępu na drodze doskonałości. Człowiek bojący się Boga jest jak mocna skała, o którą daremnie uderzają bałwany morskie, z łatwością zwycięża wszelkie pokusy. Mowy światowe obijają się o jego uszy, ale nigdy serca nie dochodzą, patrzy na złe przykłady, ale im się nigdy powodować nie daje, cierpi pokusy jak człowiek, ale je zwycięża jak święty. [k. 13]
Nie dosyć na tym, – powiedziałem, że w bojaźni bożej jest siła postępu po drodze doskonałości. Całe szeregi świętych są tego dowodem. Bogacze, jak św. Franciszek z Asyżu, św. Franciszek Ksawery, szukając rękojmi zbawienia strojne szaty oddają ubogim, opuszczają pałace i dworzan, a idą usługiwać chorym; książęta i królowie opuszczają korony, i w ubogiej celi klasztornej umartwione prowadzą życie, słowem dopełniają dzieł, na które nie odważyłaby się słabość ludzka, gdyby nie była wsparta bojaźnią Bożą.