Ks. biskup Adolf Szelążek na Zamku Bierzgłowskim

„Taki człowiek”. Wspomnienie z więzienia o ks. biskupie Adolfie Szelążku
18 października 2021
Mowa żałobna na pogrzebie śp. ks. bp A. Szelążka
18 października 2021
Informacja o dokumencie:

Archiwum Generalne Zgromadzenia Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus
ul. Ejsmonda 17, 05-807 Podkowa Leśna.

Ks. Stanisław Kobyłecki, Ks. biskup Adolf Szelążek na Zamku Bierzgłowskim, bm. [po roku 1950], oryg. Archiwum Baziaka, rps, k. 1-34.

Treść dokumentu:

Ks. Biskup Adolf Piotr Szelążek na Zamku Bierzgłowskim

W połowie sierpnia 1945 r. udałem się do Poznania, by spotkać się z Ks. Prymasem Kardynałem Hlondem. Wrócił on przed kilku zaledwie dniami z emigracji. Chciałem poinformować Ks. Prymasa o stanie diecezji łuckiej. Choć była godz. 19, jednak Eminencja przyjął mnie bardzo serdecznie i z dużą uwagą wysłuchał moich opowiadań, czasu nie żałował. Opowiedziałem również o aresztowaniu Ks. Biskupa Szelążka, który wówczas pozostawał w więzieniu w Kijowie. Prosiłem Ks. Prymasa , żeby użył swoich wpływów i znajomości celem uwolnienia z więzienia naszego Arcypasterza i powrotu jego do Polski. Ks. Kardynał powiedział mi, że w tej sprawie był u niego Ks. Jan Szych, Kanclerz Kurii Biskupiej w Łucku. Ks. Prymas oświadczył, że z całą troskliwością zajmie się ta sprawą i ma nadzieję, że Biskup nasz wyjdzie z więzienia.

W Wielkim Tygodniu 1946 r. jako Kanclerz Kurii Biskupiej w Olsztynie pojechałem do Gniezna po Oleje św. dla diecezji warmińskiej, ponieważ ówczesny Administrator Apostolski ks. dr Teodor Bensch nie miał sakry biskupiej. W Wielki Czwartek po nabożeństwie spotkałem się z Ks. Prymasem w jego rezydencji. Powiedział mi wówczas, że Ks. Biskup wkrótce przyjedzie do kraju, prosił jednak zachować to w tajemnicy. Z wiadomości, które do mnie dochodziły wywnioskowałem, że Ks. Prymas sprawę uwolnienia Biskupa Szelążka przedstawił Ojcu św. Piusowi XII, a ten przekazał Ambasadzie Amerykańskiej. Podobno rząd amerykański postawił sprawę bardzo stanowczo. Pośrednictwo Watykanu okazało się skuteczne, bo na początku czerwca 1946 r. Ks. Biskup Szelążek przyjechał do Polski.

W swoim czasie Ks. Biskup opowiadał mi, w jaki sposób odbyło się jego zwolnienie z więzienia. Pewnego dnia strażnik więzienny wywołał z celi Biskupa i kazał mu zabrać wszystkie swoje rzeczy. Zaprowadzono go do kancelarii, ogolono i oświadczono, że jest wolny i pojedzie do Polski. Zapytano, jakie ma życzenie. Odpowiedział, że chciałby pojechać do Łucka. To niemożliwe. Co jeszcze – pytano. Na to Ks. Biskup: Tyle słyszałem o Kijowie, a nie znam go, chciałbym zobaczyć to miasto.

Życzenie spełniono. Podjechała piękna limuzyna i Ks. Biskup w towarzystwie honorowego konwoju, dwóch wyższych oficerów NKWD wyruszył na kilkugodzinną przejażdżkę po Kijowie.

Ks. Biskup przyjechał do kraju przez punkt graniczny Medyka. W Przemyślu zgotowano mu serdeczne powitanie, w którym wzięli udział: Starosta miejscowy, duchowieństwo, przedstawiciele społeczeństwa i rzesze wiernych. W osobie Biskupa Szelążka wszyscy widzieli bohatera i bojownika o sprawy Kościoła i Ojczyzny w okresie okupacji. Przez cały czas trwał na posterunku. Z Łucka nie wyjechał, usunięto go siłą w pierwszych dniach stycznia 1945 r. i osadzono w więzieniu w Kijowie. W czasie wojny dzielił los niewoli razem z oddanym mu duchowieństwem i ludem. Zachował postawę godną Biskupa Katolickiego wobec tych, którzy próbowali go zastraszyć lub znieważyć. Dla nas kapłanów był Ojcem, obrońcą, doradca. W sytuacjach kłopotliwych udzielał mądrych rad i dodawał otuchy. Toteż, gdy jego zabrakło, duchowieństwo i wierni poczuli się osieroceni i bezbronni. „Percutiam pastorem, dispergentur oves”. Całą rzeczywistość tych słów stwierdzili mieszkańcy Łucka i diecezji.

Po przyjeździe do Polski Ks. Biskup przez pierwszych kilka miesięcy zamieszkał w Kielcach u Biskupa Kaczmarka, który był jego uczniem w seminarium Duchownym w Płocku. Po paru miesiącach Biskup osiadł na stałe w Zamku Bierzgłowskim pod Toruniem. My, jego kapłani urządziliśmy tam rezydencję na wygnaniu, godną wielkiego Biskupa, bohatera i męczennika.

Ks. Jan Szych w tym czasie był kapelanem SS. Pasterek w ich własnym szpitalu w Toruniu, przy ul. Wałdowskiej, obecnie C.–Skłodowskiej. W nadziei powrotu Ks. Biskupa z więzienia zaczął myśleć o mieszkaniu dla niego. Zwrócił się z tą sprawą do Ks. Andrzeja Wronki, ówczesnego Administratora Apostolskiego d[iecezji] Chełmińskiej i Gdańskiej. Ks. Wronka zgodził się oddać na rezydencję dla Biskupa Szelążka Zamek Bierzgłowski, stanowiący własność Biskupów chełmińskich, a ks. Szycha mianował proboszczem parafii św. Jakuba w Toruniu. Dochody z tej parafii miały być podstawą utrzymania Ks. Biskupa. Tak rozpoczęła się nowa kartka historii w życiu Ks. Biskupa Szelążka. Gdy rządy diecezji chełmińskiej objął Ks. bp Kazimierz Kowalski, potwierdził w całej rozciągłości decyzję swego poprzednika odnośnie Zamku Bierzgłowskiego i parafii św. Jakuba. Niespełna czteroletni pobyt Biskupa Wygnańca na zamku Bierzgłowskim – był ostatnim etapem w jego życiu pod czułą opieką Ks. Biskupa Kowalskiego, kapłanów Łuckich i Sióstr Franciszkanek.

Po raz pierwszy odwiedziłem Arcypasterza na zamku dnia 6 października 1946 r. Udałem się tam konną dorożką z Torunia w towarzystwie Ks. Mieczysława Karpińskiego. Pierwsze wrażenie, jakiego tam doznałem, było dosyć miłe. Ks. Biskup wyglądał dobrze, przywitał się bardzo serdecznie, prawdziwie po ojcowsku. Ks. kanclerz Szych nie mógł już wyszukać lepszego miejsca dla swojego Biskupa, 81-letniego starca, wymęczonego pobytem w warunkach sowieckiego więzienia przez okres około 20 miesięcy.

Zamek był położony w pięknym, dobrze utrzymanym parku. Pokoje obszerne, jasne, podłoga parkietowa. Kaplica zamkowa duża, o sklepieniu i oknach gotyckich. Razem z Ks. Biskupem zamieszkali na zamku ks. Prałaci: Fl. Czyżewski, L. Szuman, G. Jełowicki. Księża Łuccy zatroszczyli się o stronę materialną swojego Biskupa, tak że miał on wszystkie wygody życiowe. Ks. Biskup czasu nie marnował, pracował dużo i intensywnie. Uruchomił swoją kurię „Kuria Biskupia Łucka w Zamku Bierzgłowskim, powiat Toruń”. Prowadził obszerną korespondencję, przyjmował gości i interesantów. Napisał obszerne i gruntowne dzieło pod tytułem: „Odrodzenie moralne”. Ks. Biskup ogromnie interesował się sprawami Kościoła w Polsce. Brał udział w Konferencjach Episkopatu, które najczęściej odbywały się w Częstochowie na Jasnej Górze. Kierował założonym przez siebie Zgromadzeniem Sióstr św. Teresy od Dzieciątka Jezus drogą korespondencji i kontaktami z Przełożonymi Generalnymi, najpierw z Marią Kubasiewicz, a później z M. Bernardą Nakonowską.

We wrześniu 1948 r. Ks. Biskup Szelążek obchodził 60-lecie Kapłaństwa. Uroczystość ta była zaledwie miniaturą wspaniałych uroczystości jubileuszu Złotego Kapłaństwa w Łucku, z dnia 11 września 1938 r., na która zjechał się cały Episkopat Polski z ks. Prymasem Hlondem i Nuncjuszem Apostolskim Ks. Arcybiskupem Cortesim. Teraz przyjechała zaledwie gromadka kapłanów łuckich, ks. Biskup T. Zakrzewski – Ordynariusz Płocki i Gospodarz diecezji Ks. bp Kazimierz Kowalski. W kazaniu, które z tej okazji wygłosiłem w obecności jubilata, snułem wspomnienia z poprzedniego Jubileuszu, które, jak mi się zdaje, poważnie ożywiły i mocno wzruszyły sędziwego Solenizanta. Ks. Prymas Hlond i inni Biskupi odwiedzali naszego Biskupa-wygnańca. Ojciec św. [Pius XII] w odręcznym piśmie do Ks. Biskupa z racji jego 60-lecia kapłaństwa, nazwał go „bis exsul” z Łucka do kijowa, a stamtąd do Polski, w jej nowych powojennych granicach.

Ks. Biskup mimo sędziwego wieku i ciężkich przeżyć w czasie okupacji najpierw sowieckiej, później niemieckiej i znowu sowieckiej, na zdrowiu czuł się dobrze. Był pod staranną opieką zacnych katolickich i wybitnych lekarzy toruńskich. Ks. Biskup od czasu objęcia rządów w diecezji łuckiej miał bardzo mu oddanego kapłana, opiekuna i przyjaciela w osobie ks. Jana Szycha, którego na początku swoich rządów, zamianował Kanclerzem Diecezjalnej Kurii Łuckiej. Z narażeniem się osobistym Ks. Szych w czasie okupacji ogromnie troszczył się o swojego Biskupa, o jego zdrowie i materialne warunki bytu.

Zabiegał o wydostanie Ks. Biskupa z więzienia, a po wyjściu na wolność stworzył dla niego możliwie najlepsze warunki egzystencji. Ks. Kanclerz zatroszczył się o wywiezienie z katedry łuckiej szat i naczyń kościelnych, biblioteki kapitulnej, resztek archiwum diecezjalnego i ksiąg metrykalnych. Mieszkając w Toruniu, często wyjeżdżał do różnych krańców Polski i zbierał szaty i naczynia kościelne, wywiezione przez duchowieństwo i wiernych podczas przymusowej ewakuacji z terenu Wołynia – za Bug. Opiekował się starszymi i chorymi kapłanami. Naprawdę żył i pracował dla Biskupa i kapłanów diecezji łuckiej. Zamianowany przez władzę diecezjalną proboszczem parafii św. Jakuba w Toruniu wykazał duże zdolności duszpasterskie. Za jego czasów Probostwo św. Jakuba stało się skrawkiem diecezji łuckiej i punktem oparcia dla naszych kapłanów tułaczy, wędrowców. Wszystkie przeżycia okupacyjne, ogrom podjętych prac podcięły zdrowie i siły Ks. Szycha. Po krótkiej chorobie serca odszedł od nas w ostatnich dniach października1947 r.

Do wielu tragicznych wstrząsów, jakie przeżyła diecezja Łucka od chwili wybuchu wojny światowej dołączył się nowy. Śmierć ks. Szycha była ogromną stratą dla diecezji, ucierpiała sama sprawa diecezji na wygnaniu, odczuli księża i wierni, a najbardziej przeżył ją Ks. Biskup. Nie opuszczał swego Kanclerza w chorobie, był przez cały czas przy trumnie, zaprowadził jego ciało do grobu na cmentarzu parafialnym św. Jakuba w Toruniu. Tam też spoczywają prałaci: Moszkowski, Jełowicki, Milanowski, i kanonicy: Szafrański, Korwin Milewski i Czesław Domański.

Przez cały czas pobytu Ks. Biskupa na Zamku utrzymywałem z nim bliski kontakt. Byłem wówczas Kanclerzem Kurii Biskupiej w Olsztynie. Stamtąd, co jakiś czas i w razie potrzeby dojeżdżałem do zamku. Na miejscu troskę o Ks. Biskupa i jego spraw podjął Ks. Prałat Moszkowski, którego Biskup darzył zaufaniem, a ten ze swej strony okazywał swemu Biskupowi wiele szacunku i miłości. Ks. Moszkowski towarzyszył Ks. Biskupowi w jego wyjazdach dalszych i bliższych. Było to konieczne ze względu na pewne starcze niedołęstwo Biskupa i dosyć przytępiony słuch. Obsługę domową i troskę o sprawy życia codziennego spełniały z niezwykłą troską, dobrocią, wnikliwością i ofiarnością Siostry Franciszkanki z Orlika. Na szczególne uznanie zasługuje Matka Myra, Przełożona Sióstr.

Po śmierci Ks. Szycha Proboszczem parafi św. Jakuba został zamianowany Ks. Prałat Moszkowski. Niedługo rządził parafią. Po jego odejściu ks. Biskup Kowalski na wniosek naszego Biskupa powierzył parafię Ks. [Władysławowi] Ławrynowiczowi, byłemu kapelanowi WP i naczelnemu kapelanowi Z.H.P. W przedwojennym spisie kleru diecezji łuckiej nie ma tego kapłana. Władysław Ławrynowicz w czasie okupacji pod opieką ś. p. Ks. Józefa Wierzbickiego przygotowywał się do kapłaństwa w Świdrze pod Otwockiem. Ks. Wierzbicki, drogą listowną przedstawił go Ks. Biskupowi Szelążkowi, jako kandydata na kapłana dla potrzeb diecezji łuckiej. Seminarium Duchowne w Łucku od września 1939 r. po wkroczeniu wojsk sowieckich na Wołyniu przestało istnieć. Ks. Biskup pragnął jednak w jakiś sposób przygotowywać kapłanów dla diecezji łuckiej. Większość kleryków po wybuchu wojny znalazło się w Generalnej Guberni. Starali się oni kontynuować studia teologiczne w czynnych tam Seminariach. Zwracali się oni do Biskupa o pozwolenie przyjęcia święceń ad servitium dioecesis luceoriensis. Ks. Biskup skorzystał z propozycji Ks. Wierzbickiego i zgodził się na wyświecenie Władysława Ławrynowicza, kierując się troską zdobycia nowych kapłanów dla diecezji.

Ks. Biskup zwrócił się listownie do biskupa płockiego Tadeusza Zakrzewskiego z prośbą o wyświecenie jego ad servitium dioecesis luceoriensis.

Ks. Biskup Szelążek zetknął się z ks. Ławrynowiczem dopiero po powrocie z więzienia w Kijowie. Ks. Ławrynowicz wówczas był kapelanem wojskowym w Łodzi. Okazywał wiele troski i pomocy ks. Biskupowi. Chyba tym zjednał go sobie, gdy więc szukano kandydata na proboszcza św. Jakuba w Toruniu, ś. P. ks. Biskup wysunął Ks. Ławrynowicza. Tak więc parafia ta nadal pozostała w administracji Kapłana diecezji łuckiej. Ks. Ławrynowicz poczuwał się do obowiązku opieki nad Biskupem. Odwiedzał go w Zamku. Czuwał przede wszystkim nad jego zdrowiem, które zaczęło coraz bardziej podupadać. Często przywoził z Torunia lekarzy specjalistów.

Dnia 8 lutego 1950 roku otrzymałem telefon od Ks. Wł. Ławrynowicza, abym natychmiast przyjeżdżał, bo Ks. Bp bardzo źle się poczuł. Wobec tego pierwszym pociągiem wybrałem się z Olsztyna do Torunia. Przenocowałem na probostwie św. Jakuba i 9 lutego rano pojechałem do Zamku Bierzgłowskiego. Gdy wszedłem do pokoju, w którym leżał Ks. Biskup, chory był zupełnie przytomny, ucieszył się na mój widok. Czuwała przy nim Siostra Franciszkanka. Ks. Biskup poprosił ją, aby podała mu napić się rosołu. Wypił parę łyków. Stan zdrowia był ciężki i zaczął się pogarszać. Powiedziałem ks. Biskupowi, że zaraz sprowadzę z Torunia trzech lekarzy na consilium. Ks. Biskup zgodził się i zapytał, których lekarzy mam zamiar poprosić. Nie chciałem dłużej męczyć chorego swoją rozmową, powiedziałem niech Ekscelencja trochę odpocznie, ja odejdę i za 10 minut wrócę. Siostra pozostała przy chorym. Po zamówieniu lekarzy poszedłem na parter do pokoju Księży Prałatów. Nie upłynęło kwadrans, jak wbiegła do nas Siostra i krzyknęła nerwowo: „Ksiądz Biskup umiera…” Na te słowa zerwaliśmy się z krzeseł i pobiegliśmy do chorego. Nastąpiła agonia, trwała krótko. Na twarzy pokazał się bardzo przykry i bolesny grymas. Ks. Biskup umarł. Mogła być godz. 11-1200. Recesit pastor bonus, ostatni pasterz diecezji łuckiej w wolnej Polsce.

„Ecce Sacerdos magnus” – śpiewaliśmy mu nieraz. Istotnie był wielkim Biskupem, choć statura pusillus. Rządził diecezją przez ćwierć wieku. Jego rządy w diecezji można nazwać Złotym Okresem. Nastąpił bowiem piękny rozkwit życia katolickiego i polskiego.

W parę godzin po śmierci mojego ukochanego Arcypasterza udałem się do Pelplina, by omówić z gospodarzem gościnnej dla nas wygnańców diecezji chełmińskiej Ks. Biskupem Kowalskim uroczystości pogrzebowe. Ustalono je na 12 i 13 lutego. Zawiadomiono o śmierci i pogrzebie wszystkich Biskupów, Kapłanów łuckich i przyjaciół zmarłego. Eksportacja z Zamku Bierzgłowskiego do kościoła św. Jana w Toruniu odbyła się 11 lutego. Ciało zmarłego spoczywało tutaj do godzin popołudniowych dnia 12 lutego.

Od samego rana, przy otwartej trumnie biskupa gromadziły się liczne rzesze wiernych. W głębokim skupieniu, z modlitwą na ustach mieszkańcy Torunia oddawali hołd Biskupowi-Tułaczowi i Męczennikowi. W godzinach wieczornych po uroczystych Nieszporach żałobnych trumna ze zwłokami zmarłego Biskupa w uroczystej procesji pod przewodnictwem Arcypasterza Poznańskiego Ks. W. Dymka do kościoła św. Jakuba, gdzie została złożona w jego podziemiach. W dniu pogrzebu, dnia 13 lutego główne nabożeństwo odprawił Ks. Prymas Stefan Wyszyński, podczas którego mowę wygłosił Ks. Infułat Teofil Skalski, Prepozyt Kapituły Katedralnej Łuckiej. Po Mszy św. przemówił bardzo serdecznie Ks. Prymas. Wyraził wielkie uznanie dla zmarłego Ordynariusza diecezji łuckiej do osieroconych kapłanów łuckich, przybyłych na pogrzeb w liczbie około stu zwrócił się z zapewnieniem, że po śmierci Biskupa – on sam bierze ich pod swoją opiekę. Po odśpiewaniu „castrum doloris” trumnę ze zwłokami sp. Ks. Bpa Adolfa Szelążka złożono w krypcie pod prezbiterium kościoła św. Jakuba.

Po zakończonych uroczystościach pogrzebowych księża biskupi, kapłani i goście świeccy, wśród których był obecny książę Janusz Radziwiłł, spożyli na plebani skromny obiad wydany przez Kapitułę Łucką.

Wieczorem 13.02.1950 r. na Zamku Bierzgłowskim w myśl kan. 432 & 1 dokonano wyboru Wikariusza Kapitulnego, którym został ks. prał. dr Stanisław Kobyłecki, o czym powiadomiono Stolicę Apostolską oraz Metropolitę Lwowskiego ks. abpa Eugeniusza Baziaka.

Dzień pogrzebu naszego Pasterza był dla nas, jego kapłanów i współpracowników, podwójną żałobą. To „Requiem” nad trumną ostatniego Biskupa łuckiego jednocześnie było bolesnym „Requiem” nad diecezją łucką. Faktycznie diecezja ta przestała istnieć w swoim Biskupie, w swoich kościołach i parafiach, w swoim życiu katolickim, w swoim Ludzie Bożym. „Spustoszeniem spustoszona jest ziemia”.

W kilka lat później staraniem ks. prał. Antoniego Jagłowskiego, a kosztem księży łuckich wmurowano w posadzkę granitową płytę z napisem:

Tu spoczywa
Ś†P
KS. DR ADOLF PIOTR Szelążek
BISKUP ŁUCKI
ASYSTENT TRONU PAPIESKIEGO
UR. 1.VIII.1865 R. W WĘGROWIE
ZM. 9.II.1950 R. W ZAMKU BIERZGŁOWSKIM
R.I.P.
d.d.
Clerus Luceoriensis

gdpr-image
Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie
Dowiedz się więcej