

[Ks. A. P. Szelążek], Społeczność profesyjna, Miesięcznik Pasterski Płocki 10(1915) nr 8, s. 129-132.
SOCJOLOGIA KATOLICKA.
V.
Społeczność profesyjna.
Potrzeba społeczności profesyjnej. Istota ludzka ma swój początek w społeczności rodzinnej, która z kolei wytwarza inne szersze społeczności.
Każda istota ludzka żyjąc, wchodzi w styczność z bliźnimi swymi. Z samego faktu wspólnoty zamieszkania między osobnikami, noszącymi jedno środowisko, wypływają stosunki zależności wzajemnej i solidarności. Nie jest w mocy żadnego osobnika, nawet w tym, co się jego samego tyczy, usunięcie wyników jego przynależności do pewnego środowiska. Bóg ustanowił potrzebę układu społeczności ziemskiej, ale pozostawił ludzkiej twórczości staranie zaprowadzenia porządku, który by zapewniał panowanie sprawiedliwości i rozwój dobra wspólnego.
Przyczynowość społeczności profesyjnej leży w fakcie potrzeby pracy regularnej, w celu osiągnięcia korzyści; wytworzenia do rozporządzenia publicznego produktów, albo usług niezbędnych. Fakt prowadzenia w tym samym środowisku, tej samej profesji, przypuszcza w działaniu tych, którzy się jej oddają, dążność w jednym kierunku i podobieństwo w sposobach.
Ludzie tej samej profesji działają w jednym kierunku, skoro każdy z nich pracuje, aby dostarczyć publiczności sposób zaspokojenia tej samej potrzeby: każdy z nich wyczerpuje tę potrzebę dla przynaglenia publiczności do zwrócenia się do ich produktów lub usługi, a wszyscy oni z jednego źródła czerpią swe zyski poszczególne. Popyt zależny jest od dwóch czynników: potrzeby osobistej i liczby klienteli. Oba te czynniki mają różne granice. W każdym razie, wydajność produktów lub obfitsza podaż usług jednego członka danej profesji umniejsza w stosunku popyt na podobne produkty lub usługi, ponieważ potrzeby korzystających z produktów lub usług nie są nieograniczone.
Charakter społeczności profesyjnej. Każda profesja wyszczególnia się właściwym rysem, który służy wszystkim jej fachowcom. Bo w istocie, sprawowanie jakiej bądź profesji pociąga określoną formę czynności, tym zawodowcom wspólną. A więc, przez sam rodzaj swej pracy zawodowej, różnią się od innych osobników tego samego środowiska, a tym samym związani są solidarnością łączącą ich w korzyściach, i tak członkowie zawodu, przerabiającego produkty pierwotne, jak np. drzewo i żelazo, mają wszyscy ten sam interes w tym, aby te produkty były im dostarczane w najlepszych warunkach taniości, oszczędności i szybkości [s. 130] dostawy, aby nie ulegały przy wejściu do kraju cłom protekcyjnym, ale przeciwnie po przeróbce, ochronione były przeciw zagranicznej konkurencji.
Społeczność profesjonalna istnieje, więc okazuje się w działaniu; pochodzi z wymagań samej natury, jest wynikiem sprawowania funkcji, wywołanych potrzebą ogólną; nosi charakter organu życia społecznego; profesjonaliści nie są jej założycielami, ona im się narzuca; do nich należy uświadomić sobie jej istnienie i uchronić ją od anarchii.
Ale sposoby działania i urządzenie społeczności profesjonalnej różnią się z biegiem czasu; to też zobaczymy teraz, czym była w przeszłości.
Społeczność profesyjna w przeszłości przedstawia się przede wszystkim jako układ korporacyjny czyli cechowy, którym jest „społeczna organizacja, mająca za podstawę zespolenie ludzi we wspólnych korzyściach naturalnych i funkcjach społecznych, korzystająca z przedstawicielstwa publicznego i odrębnego dla każdego działu”.
Wytłumaczymy i rozwiniemy to określenie.
W czasach obecnych ludzie skupiają się z przypadkowego spotkania lub pod natchnieniem woli osobistej; działają w społeczeństwie, jako proste jednostki, tworzą liczbę, ale nie siłę społeczną; zaliczają się według miejsca urodzenia, do członków okręgu administracyjnego, lub do plutokracji, a nie do tego czy owego zawodu zależnego od pracy społecznej; stąd chaos panuje, w którym jedynie jakaś władza centralna, władza jednego lub kilku, trochę ładu zaprowadza. Anarchia znajduje hamulec i przewagę w drobiazgowej tylko i despotycznej biurokracji. Ta jest wszechpotężna i wszechpożerająca, jak się ktoś trafnie i malowniczo wyraził.
W porządku korporacyjnym przeciwnie, ludzie są skupieni podług swych pociągów wrodzonych, zawodowych, towarzyskich, i tworzą siłę prawdziwie czynną i potężną, która już nie jako człowiek, pyłek, ani jako przedstawicielstwo poważne, ale jako zespół jednolity wywiera swój wpływ na ustrój społeczny.
Widzimy więc, że układ korporacyjny ma za podstawę to, co nazwać można by rodzinami profesyjnymi, że oparty jest na zjednoczeniu, którego wynikiem jest ład publiczny. W nich istotę swą i siłę czerpią najżywotniejsze prawa społeczne: prawo organiczne (ustrojowe) i prawo ciągłości dziejowej.
1-o Prawo organiczne czyni ze społeczności całość ustrojową i żywotną, która na mocy samego swego założenia, jest niczym innym, jak tylko zbiorem ludzkich zespołów społecznych, zjednoczonych z sobą przy zachowaniu pewnych odrębności i wznoszących się jedne nad drugimi od pierwotnej podstawy: rodziny, aż do szczytu piramidy, to jest do celu wspólnego. Hasło solidarności: Vincit concordia fratrum, jest godłem najstarszych korporacji, i najwyższym wyrazem uspołecznienia. Jeżeli społeczność [s. 131] nie jest zgodnym zespołem, to czymże jest? A zgoda czyż nie wynika z tego, że w ciele społecznym wszystkie cząstki żyjące są zespolone z sobą i z całością, co się osiąga jedynie przez porządek korporacyjny?
2-o Prawo ciągłości dziejowej. Społeczność ma być zarówno daleką, od nieruchomej ospałości, jak od wstrząśnień; życie jest wprawdzie ruchem, ale ruchem regularnym, miarowym. Należy kroczyć przez teraźniejszość ku przyszłości, nie zapominając o przeszłości, a właśnie układ zespołów korporacyjnych przechować może najlepiej stare tradycje, i rozumnie przygotowywać niezbędny rozwój.
Pochodzenie korporacji. Znajdujemy je w bractwach. Zaledwie chrześcijaństwo ochłonęło z przerażenia, jakie szerzył przełom lat tysiąca, gdy zapragnęło wielkodusznie odwdzięczyć się Bogu, który pozostawił ziemię jeszcze żywą. Ze wszech stron popłynęło wtedy pragnienie, aby pokryć ziemię chrześcijańską białą szatą kościołów. Trudno wyobrazić sobie tę żarliwość: narody całe uruchomiały się dla wznoszenia kościołów; rzemieślnicy czynili ofiarę ze swego czasu, i z jakąż radością! Kobiety i dzieci zbierały stosy kamieni lub wapno przerabiały. Wszyscy pracowali, wszyscy śpiewali!
Jesteśmy przekonania, że budowanie nowych kościołów nawiązało stosunki pomiędzy wielką liczbą robotników tego samego rzemiosła, mularzy, cieśli, ślusarzy, dekarzy itd., że ci robotnicy znaleźli się w naturalnej potrzebie rozmawiania ze sobą o interesach swojego rzemiosła i o zwyczajach poszczególnych dzielnic; że pod przewodnictwem księży lub zakonników nawiązali tyle różnych bractw, ile by to rzemiosł odrębnych i majstrów, że te bractwa na koniec przetrwały ukończenie kościołów, około których najpierw się zebrały i rozwój swój zaczerpnęły. Obcy robotnicy po powrocie do ojczyzny jęli opowiadać; starszym swego rzemiosła, co widzieli gdzie indziej, i dali do zrozumienia, że byłoby korzystnym dla robotników wszystkich krajów, ustanowić się w cechy lub bractwa stałe. Wtedy zebrano starannie zwyczaje, które dotąd ustnie się przechowywały; spisano je, utworzono z nich statuta, które wcześniej czy później poddane zostały aprobacie panujących. Wnosimy, że tak się rzeczy miały, bo w nieobecności oryginalnych dokumentów, możemy tylko tworzyć naukowe przypuszczenia. Dzięki cechom i bractwom, które były ich duszą, i tchnęły w nich tego wielkiego ducha braterstwa, z ewangelii wypływającego, nasi bracia z XIII-go wieku widzieli zwycięstwo zasad następujących: ochrona dziatwy robotniczej; zapewnienie pracy temu, który z niej żyje, i własności przemysłowej temu, kto ją posiada; egzaminy i terminy dla doświadczenia uzdolnienia kandydatów, oraz zabronienie łączenia różnych profesji w jednej osobie dla zapobieżenia nadużyciu w ich wykonywaniu; dozór nad wyrobami dla zawarowania uczciwości w handlu; regularna działalność sądów robotniczych, mających zwierzchność [s. 132] nad wszystkimi rzemiosłami, począwszy od uczniowstwa aż do majsterstwa; wykluczenie wszelkiego pasożytniczego pośrednictwa między wytwórcą, a spożywcą; praca wspólna pod dozorem jawnym; odpowiedzialność rodziny robotniczej; pomoc potrzebującym w danym rzemiośle itp.
Upadek korporacji. Jak najlepsze ludzkie instytucje, tak i związki cechowe, doszedłszy do niesłychanej pomyślności i oddawszy usługi niezrównane, doznały też dni umniejszenia chwały. Głównymi przyczynami tego upadku były destrukcyjne wywody prawników, podatki i opłaty przygniatające, i osłabienie ducha wiary.
Przy schyłku XVIII-go wieku minister króla francuskiego Ludwika XVI, Turgot, umysł zdolny, lecz w błąd wprowadzony przez filozofię swego wieku, podpisał w dwóch edyktach r. 1776, zniesienie cechów. Rewolucja francuska, idąc za wnioskiem Chapelier”a, uchwaliła bez poddania głosowaniu, osiem paragrafów prawa, zabraniającego powrotu, czy wprost, czy ubocznie, do porządku cechowego.
Stało się. Robotnik został skazany ostatecznie na samotność losu; został wyłączony od najprostszego i najnaturalniejszego prawa łączenia się ze swymi towarzyszami w trudzie i pracy: tak zadecydowali pyszni i nieroztropni głosiciele praw człowieka. Co sprawiła ta nieszczęsna samotność, dzieje gospodarcze naszego wieku dość jasno wykazują, a papież Leon XIII powagą swą zaznaczył w słowach nieśmiertelnej encykliki: Rerum novarum.
Wiek ubiegły zniszczył, nie wznosząc nic natomiast, dawne korporacje, które były wałem ochronnym. Wszelkie zasady i uczucia religijno znikły z praw i instytucji publicznych; a przez to, powoli, robotnicy osamotnieni i bezbronni ujrzeli się z czasem oddani na łaskę panów nieludzkich, i na łup chciwej, rozkiełznanej konkurencji.
W przyszłości mieć będziemy sposobność powrócenia do tego ważnego przedmiotu i poświęcenia osobnego rozdziału szczegółom, odnoszącym się do zakładania korporacji cechowych.