

[Ks. A. P. Szelążek], O społeczności rodzinnej i domowej, Miesięcznik Pasterski Płocki 10(1915) nr 6-7, s. 101-106.
SOCJOLOGIA KATOLICKA.
IV.
O społeczności rodzinnej i domowej.
Społeczność rodzinna. Powiedzieliśmy wyżej, że człowiek jest istotą wybitnie towarzyską. Ta skłonność do życia w społeczeństwie objawia się w pierwszym rzędzie przez społeczność najbardziej naturalną: społeczność domową, czyli rodzinę, będącą jakby pierwotną komórką towarzyską, około której grupują się wszystkie inne ludzkie społeczności. Zaczniemy badanie jej pochodzenia od pierwszego źródła, którym jest: małżeństwo.
Małżeństwo pierwsze źródło rodziny. Pociąg naturalny pcha człowieka do przybrania sobie kobiety za towarzyszkę, przez nierozerwalny związek małżeństwa, najprzód w celu wydania potomstwa i przyczynienia się przez to do rozrostu ludzkiego plemienia, i po wtóre, aby dawać sobie pomoc wzajemną wśród trudów życia domowego.
Jednakże ta skłonność instynktowa do małżeństwa, którą Bóg złożył w naturze człowieka, nie stanowi prawidła, któremu każdy osobnik posłusznym być winien. Małżeństwo w istocie jakkolwiek naturalne dla człowieka, bo odpowiada przyrodzonemu jego pragnieniu, nie jest jednak niezbędnym warunkiem indywidualnym jego doskonałości; tylko okazuje się potrzebnym dla dobra ogólnego i utrzymania ludzkiej społeczności. Święty Tomasz mówi, że z pomiędzy rozmaitych powołań, odnoszących [s. 102] się do ogólnego rozwoju społeczności, każdy osobnik wzięty pojedynczo nie jest przymuszonym do wyboru raczej tego, niż owego, na przykład powołania małżeńskiego raczej, niż celibatu i życia kontemplacyjnego, albo powołania rolnika raczej, niż architekta. Ale natura, rozdając każdemu zdolności poszczególne, zaradza temu sama, dając licznym osobnikom pociąg do różnych powołań, a w szczególności do stanu małżeńskiego.
Małżeństwo jest więc podstawą społeczności domowej; społeczność małżeńska jest zaczątkiem rodziny. Zastanowimy się pokrótce nad jej celem potrójnym, nad charakterem umowy, nad jej prawodawstwem i nad jej warunkami.
Potrójny cel społeczności małżeńskiej. Trzy główne cele związku małżeńskiego są: 1-o rozrost ludzkiego plemienia; 2-o dobro wynikające ze związku małżonków; 3-o zaradzenie pożądliwości.
1-o Rozrost ludzkiego plemienia. Rozrost ten jest pierwszym i istotnym celem społeczności małżeńskiej. Odpowiada on darom, skłonnościom i wymaganiom natury ludzkiej, mianowicie: rozmnażaniu rasy ludzkiej i ukształtowaniu fizycznemu, umysłowemu i moralnemu potomstwa człowieka.
Człowiek rodzi nie tylko istoty, obdarzone życiem organicznym i zmysłowym, co jest właściwe i zwierzętom, ale daje początek ludziom podobnym do siebie, organizmom żyjącym i władającym zmysłami, posiadającym prócz tego wyższe władze, jak rozum i wolna wola.
„Zapatrując się powierzchownie, z poziomego punktu widzenia człowieka cielesnego, spostrzeżemy, że małżeństwo nie wyróżnia naszego przeznaczenia od rodzaju zwierzęcego, mówi światły prałat d’Hulst. Ale głębszy rzut oka wystarcza, by nam wykazać różnicę nieprzepartą. W stosunkach obojga płci, gdy chodzi o bydlę, instynkt jest panem. Jeśli idzie o człowieka, zachodzi wolna wola; a światłem woli jest rozum; światłością zaś rozumu, jest prawo Boże. Człowiek dysponować może dowolnie skarbem życia, który mu jest powierzony; może go dać lub zatrzymać, jak mu się podoba; nie żeby pragnienie zmysłowe było w nim mniej gwałtowne, jak w niższych stworzeniach, ale że wolna jego wola może miarkować i opanowywać popęd namiętności. Jeżeli więc chce się posługiwać tą potężną władzą woli, idąc za zamiarami Stwórcy, tedy wprowadza cnotę w dziedzinę żądzy.”
Tu występuje szlachetność związku małżeńskiego; celem jego jest czynić ludzi, to jest istoty rozumne i wolne, zaprawiające się do pełnienia cnót moralnych, by dosięgnąć tą drogą ostatecznego swego przeznaczenia, szczęścia wiecznego żywota, przez posiadanie Boga, prawdy, piękna i dobra nieskończonego. Wybornie wyraził to młody Tobiasz, mówiąc o swym małżeństwie: „Panie, Ty wiesz, że nie dla rozkoszy biorę tę małżonkę, ale żeby ci dać pokolenie, które do końca wieków błogosławić będzie imię Twoje” (Tob, VII. 9). [s. 103]
2-o Dobro wynikające ze związku małżonków. Jest to koniec drugorzędny społeczności małżeńskiej. Wypływa osobliwie ze związku małżonków: przywiązanie wzajemne, połączona praca, wspólność życia i widoków, radości i smutków, wspieranie się wzajemne w trudach i doświadczeniach. Obowiązki rodzinne bywają ciężkie; małżonek i małżonka mają każde z osobna swoją rolę do spełnienia; przez porozumienie się jednak życzliwe i bezinteresowne, przeszkody bywają zwyciężone i cel niechybnie osiągnięty.
3-o Zaradzenie pożądliwości. I to jest także końcem drugorzędnym, względnym i mniej powszechnym, lecz nie pozbawionym znaczenia; wielu bowiem osiąga ten skutek z połączenia małżeńskiego. Niektóre temperamenty mające pociąg do rozkoszy albo do zadowolenia cielesnej żądzy, z wielką trudnością nie przekroczyłyby granic obowiązku, gdyby małżeństwo nie czyniło im dozwolonym i prawnym to, co po za nim byłoby grzesznym i bardzo niebezpiecznym. Święty Paweł wyraził w tych słowach: melius est nubere quam uri, lepiej ożenić się, niż być niewolnikiem cielesności i spodlić się przez oddanie się namiętnościom.
Umowa Małżeńska. Związek małżeński tworzy się przez wolny i nieprzymuszony układ wzajemny między mężczyzną i niewiastą. Znaczenie tego związku i ważne jego skutki wymagają, aby był zawarty z zachowaniem wszelkich warunków roztropności, mądrości i dojrzałości. Związek ten jest wieczysty z natury swojej, jak to dalej zobaczymy; nakłada ścisłe zobowiązanie działania według prawa Bożego w wydawaniu na świat i kształceniu potomstwa, co dowodzi właśnie konieczności, aby przyszli małżonkowie zawierali kontrakt ostateczny tylko z pełną świadomością rzeczy i z całą swobodą woli.
Umowa małżeńska jest obustronna, tj., że każda ze stron staje się względem drugiej zobowiązaną; wypływa z prawa naturalnego, bo pierwszy i najważniejszy jego cel odpowiada wymaganiu natury i planowi Stwórcy; należy też do prawa cywilnego i politycznego, z racji skutków zewnętrznych, doczesnych; na koniec dla chrześcijan ochrzczonych należy do prawa Bożego. Św. Tomasz mówi: „Matrimonium in quantum est oflicium naturae, statuitur jure naturali; in quantum est officium communitatis, statuitur jure civili; in quantum est sacramentum, statuitur jure divino” (IV Sentent. quaest. 34, q. I, a. I.).
Prawodawstwo małżeństwa. Idzie tu o prawodawstwo cywilne, nie kościelne. Czy władza cywilna ma moc prawodawczą względem kontraktu małżeńskiego? Wszyscy się zgadzają na odpowiedź twierdzącą. Najwyższa władza cywilna ma niezaprzeczenie prawo regulowania, zgodnie ze sprawiedliwością, tego, co w małżeństwie odnosi się do skutków zewnętrznych i doczesnych, które wypływają z zawartego małżeństwa, na przykład: stanu cywilnego dzieci, administracji majątku w społeczności małżeńskiej. [s. 104]
Jest też ogólnie uznanym, że prawo cywilne może ustanowić przeszkody wzbraniające, które nie unieważniają małżeństwa, ale czynią je nieprawnym i narażają osoby kontraktujące na pewne kary za ich przekroczenie.
Właściwości małżeństwa. Nie wspominając tu o poliandrii, a tym mniej o wspólności życia, wymarzonej przez nieczystą wyobraźnię Fourier”a, które stoją w przeciwieństwie do różnych celów małżeństwa, wymienimy jako właściwości związku małżeńskiego: jedność i nierozerwalność.
1-o Jedność w małżeństwie. Sprzeciwia się ona poligamii. Bez wątpienia ta ostatnia nie jest o tyle przeciwną prawu naturalnemu i pierwotnym jego przepisom, by nie mogła w pewnych wypadkach i w pewnych stanach cywilizacji być przez Boga dozwoloną. Nie byłoby to zbyt śmiałym pomawiać o zbrodnie i rozpustną swawolę tych wielkich patriarchów, występujących w pierwszych opowiadaniach biblijnych, w aureoli majestatu i świątobliwości? Ale prócz tego, że prawodawstwo ewangeliczne przywróciło małżeństwu jedność, jako pierwotne znamię jego instytucji, uznać należy, że wielożeństwo, przez nieuniknione jego wyniki, nierówność stanowiska i rodzaj upodlenia, którym obciąża kobietę, przez niesnaski, których jest przyczyną, zazdrości i współzawodnictwa, które sieje z konieczności w łonie rodziny, jest mało zgodne z prawem naturalnym i jak twierdzą biegli teologowie, sprzeciwia się drugorzędnym jego celom. Monogamia (jednożeństwo) jest naturalną ustawą małżeństwa, która należy może do dziedziny ideału, ale ten ideał jest w obecnym porządku obowiązującym i sam jeden nadaje ludom chrześcijańskim wyższość niezaprzeczoną nad islamem i wszystkimi niewiernymi plemionami.
2-o Nierozerwalność małżeństwa. Małżeństwo raz ważnie zawarte nie może być rozwiązanym za życia obu małżonków. Związek ten jest wieczysty; wymaga tego:
a) Głos natury. Małżonkowie ślubują sobie uroczyście i z własnej woli miłość stałą i wieczystą.
b) Dobre wychowanie dziatek. Warunkiem do tego nieodzownym jest nierozerwalność małżeństwa. Rozwód jest z tego względu bardzo szkodliwym. Przez rozerwanie małżeństwa, małżonkowie targają związek swej jedności i przestając łączyć swe starania ku kształceniu istot, którym dali życie. Z drugiej strony, dzieci widząc rodziców swych w rozłące, w nowe wchodzących związki i przenoszących na innych uczucia swoje, łatwo tracą poczucie szacunku i posłuszeństwa, które jest cechą zasadniczą ducha rodzinnego i najpiękniejszą ozdobą społeczności rodziców z dziećmi.
Oto jak się wyraża Papież Leon XIII w swojej Encyklice Arcanum, o spustoszeniach zdziałanych przez rozwody:
„Zaledwie mówić potrzeba, jak rozwód jest szkodliwym. Przez niego ugoda małżeńska ulega wycofaniu, życzliwość wzajemna jest zniszczona; [s. 105] przez niego dana jest niebezpieczna podnieta do wiarołomstwa, szkoda uczyniona opiece i wychowaniu dzieci; rozwiązuje on społeczność domową; sieje nasienie niezgody między rodzicami; zmniejsza i obniża godność kobiety, która, gdy już nie służy do zaspokojenia namiętności mężczyzny, bywa przez niego opuszczoną. A ponieważ niema nic zgubniejszego dla istnienia rodzin, a nawet państwa, jak zepsucie obyczajów, jasno wypływa, że nic się tak nie sprzeciwia pomyślności rodzin i państw, jak rozwód, który się rodzi z ludzkiej przewrotności obyczajowej, i prowadzi do gorszych jeszcze nałogów w życiu prywatnym i publicznym. Fatalne te wyniki wydadzą się jeszcze ważniejsze, gdy się zauważy, że żaden już hamulec nie będzie dość silny by utrzymać w określonych, i z góry przewidzianych granicach rozpasanie rozwodów, gdyby były dozwolone. Przykład ma siłę porywającą, a większą jeszcze siłę mają namiętności. Wobec bodźców takich musi do tego dojść, że rozpusta rozwodów ogarnie co dzień więcej umysłów, jak zaraźliwa choroba lub bystra rzeka, która przerywa tamy swoje.”
Nieprawe potomstwo. Nazwę tę daje się dzieciom urodzonym z nieprawego stosunku i poza małżeństwem. Każde połączenie płciowe, poza małżeństwem, święci tryumf czysto zwierzęcej namiętności nad rozumem, który powinien regulować wszystkie czyny człowieka stosownie do końca przeznaczonego przez porządek Opatrzności. Popełniający te czyny nieporządne burzą harmonię rzeczy, biorąc za cel to, co jest tylko środkiem do osiągnięcia wyższych celów w porządku stworzenia.
Upadki grzeszne, szczególnie wtedy, gdy powszechnieją, rozprzęgają głęboko rodzinę, niszczą domowe ognisko i wprawiają społeczeństwo całe w stan rozstroju i zepsucia. Pokolenia ludzkie stają się skażone od kolebki, są pozbawione opieki czułej i podniosłej; rozpusta już na nie czyha, i nader często doprowadza do nienawiści społeczeństwa, którego są nieregularnymi członkami. Zbytecznym jest chyba ściągać na tę ranę, która się co dzień powiększa, uwagę myślicieli i ludzi mających na sumieniu dobro publiczne.
Społeczność panów i sług. Społeczność rodzinna, gdy się choć nieco rozszerzy, zawiera z konieczności tak zwane sługi, albo określając wyrazom przesiąkniętym duchem chrześcijańskim: domowników; ludzi związanych z domem, z domową obsługą, i mających być traktowanymi, jako do domu należących. Podział pracy, nierówność i rozmaitość sił, uzdolnienia i warunków, w których się ludzie znajdują, pociągają za sobą ten wynik naturalny, że niektóre osoby zajmują się oddawaniem drugim osobom, poświęconym czynnościom mniej materialnym i na wyższym stanowisku będącym, usługi, w braku których te ostatnie spełniałyby tylko bardzo niedoskonale rolę, jaka im przypadła. Stąd owa drobna społeczność, zasadzająca się na zjednoczeniu według praw moralnych sługi z panem dla pożytku rodziny tegoż pana. W tym zjednoczeniu sługa [s. 106] ma niezaprzeczone prawo zapewnienia sobie korzyści, ale pierwszy i bezpośredni cel tej drobnej społeczności jest dobro rodziny, do usług której się zobowiązał.
Z punktu prawnego, to społeczeństwo jest kontraktem wynajmu usług, mocą którego sługa obiecuje oddawać swemu panu usługi domowe, w zamian za przyzwoite wynagrodzenie.
Stosunki między stronami kontraktującymi muszą być regulowane: całkowitym uszanowaniem zasadniczych praw sługi przez pana; prawem do życia, do rodziny, do prawdziwej wolności sumienia; zachowaniem sprawiedliwości zamiennej, domagającej wyrównania, usług oddanych, przez dane wynagrodzenie.
Nie dość na tym. Słudzy stanowią jakby dalszy ciąg rodziny. Bez wątpienia społeczność jest tu nierówną, skąd dla pana wypływa prawo rządzenia i rozkazywania, a dla sługi obowiązek słuchania i bronienia interesów swego pana; ale znajduje się też w tej społeczności rzeczywiste podobieństwo do związku rodzinnego. Żyjąc pod jednym dachem i w stosunku, zbliżonym do rodzinnego, obie strony są związane obowiązkiem życzliwości wzajemnej.