

Ks. A. P. Szelążek, Szkoła zawodowa oraz jej stosunek do szkoły powszechnej, Kurier Płocki 3(1917) nr 112, s. 1; nr 114, s. 1; nr 116, s. 1; nr 117, s. 1.
Kurier Płocki 3(1917) nr 112, s. 1
Szkoła zawodowa oraz jej stosunek do szkoły powszechnej
przez ks. A. Szelążka
Szkoła nie może być terenem politykowania; tym mniej służyć za narzędzie walk partyjnych; atoli niewolno jej być obcą dla aktualnych potrzeb kraju ojczystego. Do tych potrzeb musi być dostosowana na mocy przewidującej polityki szkolnej. Najwyższą aktualność przedstawia obecnie jedna sprawa: samodzielność Polski.
Samodzielność, której oczekujemy, — będzie złudzeniem bez osiągnięcia możliwie największej niezależności ekonomicznej. Niezależność tę zapewni Polsce odpowiednio rozwinięty przemysł.
Rozwój przemysłu swojskiego niemożliwy jest bez żywego udziału całego społeczeństwa w tym dziele.
Jaką rolę odegrać tu może szkoła średnia, oto zagadnienie, które powinienem rozwinąć.
W stosunkach współczesnych nie da się pomyśleć samodzielność państwowa bez wysokiego bogactwa narodowego; na kontynencie zaś Europy już bogactwo nie istnieje bez wielkiego przemysłu. Gdyby nawet jakiś kraj był jeszcze z natury rolniczym, musi dążyć do podniesienia rentowności ziemi przez handel przetworami zbożowymi, musi dążyć do stworzenia u siebie przemysłu fabrycznego, aby nie wejść w zupełną zależność od sąsiadów.
Otóż pierwszorzędnym warunkiem podniesienia przemysłu w kraju jest przygotowanie ludności do życia przemysłowego. Nawet tak ubogie w surowce państwo jak Szwajcaria — może stać pod względem przemysłowym stosunkowo na czele innych krajów, dzięki wyszkoleniu zawodowemu ludności.
Polska traciła dotychczas corocznie dziesiątki tysięcy ludzi energicznych, emigrujących do Ameryki; nie mogła zaprzątnąć pracą kilku setek tysięcy bezrolnych lub małorolnych, którzy w wychodźstwie sezonowym corocznie swą pracę nieśli na usługi obcym.
Wyzyskanie dla dobra Ojczyzny naszej pierwszorzędnego bogactwa narodowego ludu zdolności wytwórczej stało się najgwałtowniejszym postulatem racjonalnej polityki ekonomicznej polskiej. Dotychczasowa polityka szkolna ignorowała całkowicie ten postulat; dzięki tej polityce mieliśmy na 1 stycznia, 1914 roku [Rocznik statyst. Król. P, r. 1915. Dział XI. Szkolnictwo], 7156 szkół ogólnokształcących niższych i średnich — a w nich uczni 528.873; — obok tego 226 szkół, służących bezpośrednio przemysłowi, — z 13 tysiącami uczni katolików. Jeżeli według Rocznika Statystycznego na 1 Stycznia 1914. r. było katolików w Królestwie Polskim 9.842,400 — to na tysiąc ludności katolickiej przypadało uczni, przygotowujących się do przemysłu 1,3.
Oczywiście politykę szkolną trzeba gruntownie zmienić. We wszystkich najpierw miastach trzeba zakładać szkoły zawodowe, zastosowane do przyrodzonych bogactw danego okręgu; w wielu zaś miastach szkoły rzemieślnicze, służące do podniesienia rękodzielnictwa i stanowiące poniekąd wstęp do szerszych przemysłowych zajęć. Kolejno przejść trzeba do formowania uzupełniających szkół zawodowych dla wsi. Szkoły rzemieślnicze powstać muszą nade wszystko w okręgach z charakterem rolniczym o słabym napięciu produkcji. Do takich należy ziemia Płocka.
Opozycja — przeciwko projektowi szkoły rzemieślniczej płockiej zmusza do poważnej dygresji w dziedzinę rozważań o potrzebie szkół zawodowych w ogóle.
Zadajmy sobie trud wysłuchania paru wskazań z Bilansu Handlowego Królestwa za ostatnie lata przedwojenne [Bilans Handlowy, opracowany w Wydziale Statystycznym Towarzystwa Przemysłowców pod kierownictwem H. Tenenbauma.] Te cyfry dużo nam powiedzą.
Saldo bilansu rolniczego jest stanowczo ujemne.
Wprawdzie dodatnio się ono przedstawia co do pszenicy, jęczmienia, grochu, nasion oleistych, słodu, i otrąb, — ale znowu taką ilość zakupywaliśmy żyta, owsa, mąki pszennej i innych produktów rolnych, że w r. 1910 bilans ten niekorzystnym się dla nas okazał na 21,805,000 rb.
W produktach rolnych saldo ujemne — dosięgło 7.840.000 rb.-, ogrodniczych – 8.400.000. rb. W hodowli i produktach spożywczych saldo także ujemne wynosiło 17.800.000; rb. w przemyśle spożywczym (gorzelnictwo, piwowarstwo, krochmal, melasa) jeszcze więcej, — bo 18.000.000 rb. Również ujemne saldo przedstawiają materiały opałowe—na 24—8 milionów rb.; przemysł mineralny -r 4.540.000 rb.; przemysł żelazny i innych metali — 21.600.000 rb.; przemysł papierniczy — 5 800.000 rb.; przemysł chemiczny — 20.900.000 rb.
Dodatnie saldo przedstawiają tylko: przetwory zwierzęce, drzewo z przemysłem drzewnym, przemysł włókienniczy i konfekcyjny. W każdym razie te sumy czynne nie mogą zrównoważyć biernych i bilans ogólny przedstawia nam Saldo ujemnie w wysokości 14.540.000 rb.
Wnioski z tych cyfr narzucają się same przez się. Nade wszystko widzimy, że Królestwo Polskie przestało być krajem rolniczym. Produkcja krajowa nie pokrywa miejscowych potrzeb. Deficyt jest tak wielki, że w bilansie handlowym znosi on wartość dodatniego salda przemysłu przetwórczego i obraca cały bilans na naszą niekorzyść.
Po wtóre kraj nasz nie jest także krajem przemysłowym. Okrąg przemysłowy Królestwa jest trzykroć mniej intensywny pod tym względem niż Śląsk; a okręgi rolnicze Królestwa stoją o dziesięć kroć niżej. Polska przemysłowo nie jest wyzyskana. Wciągnięta w orbitę obcej rosyjskiej polityki celnej w rezultacie uzależnioną została i od Wschodu i od Zachodu.
W stosunku do Rosji staliśmy pod prawem zmniejszającego się dochodu, bo nasz eksport wzrastał wolniej, aniżeli import z Rosji, nasze rodzime bogactwa ulegały zaniedbaniu. Liczne gałęzie przemysłu zanikały kompletnie, albo nie powstawały wcale, pomimo najpomyślniejszych horoskopów ich rozwoju w przyszłości.
Jeżeli tak jest, — skoro przestaliśmy być krajem rolniczym, — a nie staliśmy się przemysłowym, przed nami więc powstaje groźna alternatywa: kwestia życia i śmierci. I wyboru, niema pomiędzy pozostawieniem Polsce charakteru rolniczego, — a dążeniem do uprzemysłowienia kraju, bo charakter kraju rolniczego już zanikł. Musimy teraz tak stawiać kwestię: jeżeli chcemy żyć, jeżeli chcemy zachować samodzielność najpierw ekonomiczną a w zależności od tego państwową, musimy wszystkie siły skierować do uprzemysłowienia Polski. I nie dość jest przeznaczyć na ten cel wysortowane jednostki, — lecz przeznaczać do tego celu musimy energie największe; tężyzny duchowej potrzeba na tej niwie pracy ojczystej; Prometeuszów nam potrzeba, aby z głębin przyrody nieśli nam światło lepszej doli, aby odsłaniali jej tajniki; światła, — nie siły fizycznej tu potrzeba. Uprzemysłowienie kraju nie jest kwestią mocy muskułów, albo sprytu handlarskiego; to owoc zarówno wielkiej nauki, jak wytężonej — umiejętnej, bardzo wydajnej pracy. Bez udziału nauki — nauki głębokiej, będziemy tylko naśladowcami Zachodu. Postęp i rozmach potężny da nam nade wszystko potężna nauka. Felix qui potuit rerum cognoscere causas—to dewiza na przyszłość. Szczęście, — bogactwo narodowe będzie rezultatem opanowania przyrodzonych bogactw naszych nade wszystko przez naukę, przez poznanie tych bogactw i ich wyzyskanie ءH Προμέτεια—nie jest siłą ramion, to siła światła nauki. W zakładach przemysłowych Zachodniej Europy pracują dziesiątki i setki uczonych specjalistów; fabryka np. anilinowo – sodowa Ludwigshafen (nad Renem) zatrudniała w 1904 roku 195 chemików i 101 inżynierów; ta okoliczność zapewnia fabrykom moc prawdziwą.
(C. d. n.)
Kurier Płocki 3(1917) nr 114, s. 1.
Szkoła zawodowa oraz jej stosunek do szkoły powszechnej
przez ks. A. Szelążka.
Muszę tu przedstawić w najogólniejszym rysie, i jak dalece nowe zupełnie otwierają się od chwili wojny widnokręgi dla naszego przemysłu.
Pięknie to brzmi w deklamacji: „Inni mają pałace, my swój domek ciasny. Prawda, że nie wspaniały, ale za to własny”.
Niestety jest on nie tylko ciasny i mocno ściśnięty naokoło przez pałace, ale też bardzo niski; a niski, bo był przygnieciony egoistyczną polityką celną rosyjską. Co było dla Rosji w tej polityce pożyteczne, nam szkodziło. Toteż wznieść się nam nie pozwolono siłą pierwszeństwa interesów rosyjskich. A taki stan niższości naszej, okoliczność ta, że przemysłowo nie jesteśmy wyzyskani, wiąże się z poważnym niebezpieczeństwem, z lawiną kapitałów obcych. Kapitały mają naturę stykających się bezpośrednio wód; nie znoszą różnicy poziomów, — lecz z wyższego poziomu nadmiar przelewa się do poziomów niższych. To się działo już przed wojną z naszym przemysłem. W eksploatacji węgla w zagłębiu Dąbrowskim na 9 towarzystw są dwa zaledwie towarzystwa krajowe; siedem zaś — towarzystw obcych, przeważnie francuskich. Ten sam stosunek zachodzi w przemyśle szklanym, cementowym, papierniczym, chemicznym, włókienniczym. A przecież z kapitałem obcym — napływa obczyzna. Przeważna część przemysłu w Królestwie Polskim jest pokojową okupacją — na dobro innych krajów; jeżeli istnieje przewyżka bilansu handlowego w tym zakresie—nie znaczy ona —wzrostu bogactwa narodowego; bo to jest zysk żywiołów obcych; świadczy on raczej o eksploatacji naszych bogactw przez obce żywioły; pod względem korzyści elementu polskiego bilans handlowy przedstawia się o wiele gorzej, niż nam pokazują cyfry statystyczne, raczej wykazuje on nasze zubożenie.
Dzięki okolicznościom łańcuchy polityki celnej rosyjskiej obecnie zda się już nam nie grożą. Możemy przewidywać, że zdołamy zmienić całkowicie front w naszym gospodarstwie społecznym.
Bogata w surowce Rosja broniła się wysokimi cłami przed napływem obcych surowców, ale przez to nas zmuszała do korzystania z surowców rosyjskich, sprowadzanych z odległych części Rosji—przy dużych opłatach przewozu, — gdy moglibyśmy bardzo tanio mieć równie dobre surowce ze Śląska lub z Galicji. Nie ma np. dziecka w Polsce, które by nie wiedziało, że mamy własną sól w Wieliczce i Bochni. Lecz pewno niewiele dzieci polskich uświadamia to sobie, żeśmy Wieliczkowskiej soli nigdy nie jedli, bo kazano nam płacić cła za tę sól 30 k. od puda, co łącznie z wartością soli w kopalni wynosiło około 38 kop. za pud; natomiast przywóz soli z odległych krajów Rosji wynosił 25 kop. od puda a łącznie z ceną samej soli około 35 kop. Zmuszeni więc byliśmy sprowadzać sól z Rosji, jako jeszcze względnie tańszą, przyczym płaciliśmy za wagon 200 rb., gdy obok, w Galicji lub Prusach wagon soli kosztował około 50 marek. Z solą zaś łączą się pewne gałęzie przemysłu, których nie mogliśmy rozwinąć z powodu drożyzny tego surowca.
Odpada obecnie ciężar opieki rosyjskiej z nad węgla gazowego, który mamy na Śląsku, a który był nam niedostępny przez wysokie stawki celne. Toż samo dotyczy łojów, żywicy.
Niezmiernie małe cła na zagraniczne fabrykaty,—maszyny złożone, zwłaszcza rolnicze, bardzo potrzebne Rosji, — nie pozwoliły polskiemu przemysłowi maszynowemu rozwinąć się dostatecznie. Niskie stawki celne działały jakby premie wwozowe. To też pod tym względem staliśmy na stopniu, najniższym w stosunku do jakichkolwiek części państwa rosyjskiego.
Odpada również sławna taryfa przewozowa dyferencjalna na mąkę rosyjską, która zabijała nasze młynarstwo, mogące stać się olbrzymim źródłem dochodu.
Zapewne nie będziemy także mieli konkurenta w zbożu nadwołżańskim, które dla tychże różniczkowych taryf kolejowych kosztowało u nas na pudzie o 9 kop taniej niż własne nasze zboże.
Znikną zapewne ograniczenia wywozu cukru i normowanie wytwórczości. Nie będziemy zmuszeni cofać się przed ofensywą rosyjską na polu przemysłu spożywczego i żelaznego.
W tych wszystkich zakresach będziemy zapewne mogli wyprostować zdrętwiałe swe ramiona i dla własnego popracować dobra. Musimy to uczynić, jeżeli nie chcemy sprowadzić atrofii organów, od których nam życie nasze zależy.
Zwolnieni od tych opiekuńczych obręczy — musimy uprzemysłowić kraj planowo, zgodnie z przyrodzonymi właściwościami naszej ziemi i z warunkami geograficznymi.
Bogactwa przyrodzone mamy bardzo znaczne. Niektóre z nich są mało nawet poznane. Największą przyszłość przedstawia węgiel kamienny, którego wymiar na ziemiach polskich określają specjaliści na 95 miliardów ton, – czym przewyższamy najbogatsze złoża węglowe westfalskie i angielskie. Węglem tym przy pomyślnych warunkach eksportu można zalewać wszystkie kraje Europy.
Mamy olbrzymie złoża gliny w najlepszych gatunkach; mamy wapień muszlowy—zajmujący w Królestwie Polskim i na – Śląsku 36 mil kwadratowych przestrzeni. Przemysł ceramiczny z całym szeregiem różnorodnych odłamów nie jest u nas wcale rozwinięty.
Odłogiem zaś leżą: młynarstwo racjonalne, przemysł przetwórczy cukrowniczy, — przemysł ziemniaczany, tj. suszarnictwo ziemniaczane, — zastosowania spirytusu do produkcji sztucznego jedwabiu, sztucznego kauczuku itd.
Nade wszystko zaś wymaga opieki troskliwej przemysł żelazny, o którym Naumann w odniesieniu do Niemiec mógł się wyrazić: Żelazo rozstrzyga o naszej przyszłości; i jeżeli jaki naród inny pozbawi nas przodującego stanowiska na rynku żelaznym, nie na wiele nam się przyda wszelka, inna praca” [„Potrzeba Uprzemysłowienia Kraju”, str. 179.]
Czy na tym obszarze czekających nasz naród zadań da się pomyśleć uprzemysłowienie kraju bez szkół specjalnych, zawodowych? Czy można wskazać bardziej gwałtowną potrzebę w zakresie szkolnictwa nad tego rodzaju zakłady?
Kto miłuje ojczyznę naszą, kto pragnie widzieć ją i samodzielną i niezależną, wszystko niech czyni, aby zmnożyć liczbę szkół fachowych. W szeregu czynników produkcji obok kapitału i surowców elementarnym pierwiastkiem jest praca; nie praca wyłącznie fizyczna, ale techniczna, oparta na wyszkoleniu pracowników w zakresie danej gałęzi przemysłu. Szkoła tego rodzaju nie tylko warunkuje wszelki postęp techniki, ale także potęguje wydajność pracy robotnika. Sąsiedni przemysł zabijać nas będzie nie przez niskie ceny surowców, ale przez wyższość wydajności pracy robotnika. My pracujemy mniej a nadto pracujemy mniej umiejętnie. Szkoła musi wyrównać te różnice.
(C. d. n.)
Kurier Płocki 3(1917) nr 116, s. 1.
Szkoła zawodowa oraz jej stosunek do szkoły powszechnej
przez ks. A. Szelążka.
Jeżeli inne argumenty nie mogłyby przekonać o konieczności zakładania szkół zawodowych w dostatecznej liczbie, niechże przemówi do dusz ten jeden motyw, — że trzeba nasz przemysł unarodowić. Obcym jest on u nas po części; a obcym dlatego, że nie mamy przygotowanych fachowo warstw robotniczych; nie mamy robotników uzdolnionych, majstrów, ich zastępców. W jednym tylko cukrownictwie posiadamy personel wyłącznie polski. Dla innych gałęzi przemysłu nie stworzyliśmy nawet własnych kadrów.
Najwyższy już czas posłużyć miłej ojczyźnie naszej przez bezstronne poparcie każdej inicjatywy w tej dziedzinie, od kogokolwiek ona pochodzi.
Do Was to wezwanie zwracam, Szanowni Rzecznicy Gospodarstwa społecznego na gruncie płockim. Skoro Wam Opatrzność powierzyła decydowanie w danym zakresie, ujmijcie sprawę w swe ręce i złóżcie choćby jedną cegiełkę w tej odbudowie kraju. Wszak Wasze imiona potomność wspominać będzie, jako współtwórców potęgi narodowej.
Wrócę już teraz do właściwego przedmiotu mego referatu i nakreślę w ogólnych konturach stosunek Szkoły zawodowej do Powszechnej.
Mam tu na myśli, szkoły przemysłowe w najobszerniejszym znaczeniu—przy tym tylko średnie.
Stosunek ich do szkół powszechnych—uzależnia wiek wstąpienia uczniów do szkoły elementarnej.
Bez przygotowania elementarnego — przyjmować ucznia do Szkoły zawodowej nie można. Powodzenie nauki zawodowej na materiale umysłowym zupełnie surowym jest więcej niż problematyczne. Do zajęć zaś zawodowych dopuszczać można ucznia nie wcześniej, jak po ukończeniu 14 lat życia.
W Niemczech, wiek szkolny obok systemu przymusu szkolnego, zaczyna się po ukończeniu 5-go roku życia.
Nauka w szkole elementarnej, jak w Westfalii, trwa co najmniej lat 9. Otóż chłopiec, kończący szkołę elementarną, ma lat istotnie 14 i wówczas może przechodzić normalnie kurs nauk specjalnych w szkole zawodowej przy nauce odpowiedniego fachu. Nie może dziwić w statystyce poznańskich szkół średnich mały udział uczennic w szkołach średnich; tam największy procent po ukończeniu szkoły elementarnej, przechodzi do szkół zawodowych, które przygotowują do najbardziej opłacających się zawodów. Co zaś do szkół męskich, w Poznańskim 1 uczeń w szkole średniej wypada na 134 mieszkańców, w Galicji — na 213, w Król. Polskim – na 355.
Odnośnie do szkół zawodowych największa frekwencja istnieje w Galicji—95,259 uczących się, w Poznańskim — 25,468 uczniów, w Królestwie cokolwiek mniej,—biorąc zaś pod uwagę ogół mieszkańców Królestwa, wypada na Królestwo uczniów, stosunkowo o połowę mniej.
W Galicji wiek szkolny zaczyna się dla szkół pospolitych po ukończeniu 6 lat. Nauka trwa około 6 lat.
Chłopiec zatem po ukończeniu szkoły wydziałowej, ma lat około 12.
W takim też wieku chłopcy wstępują do szkół zawodowych.
Jest to jednak już cokolwiek ujemna strona kształcenia zawodowego galicyjskiego.
W Królestwie Polskim, przy obecnym stanie szkolnictwa, przy wstępowaniu do szkół elementarnych w r. 9 — 12 życia, przy kursie kilkuletnim w szkole, chłopiec może mieć 14 lat po ukończeniu szkoły początkowej. Gdybyśmy stawiali wymaganie, aby ten uczeń pierw jeszcze przeszedł szkołę powszechną, — po jej ukończeniu miałby już lat 18 co najmniej. Nauka rzemiosła czy jakiegoś fachu zajęłaby przeciętnie 4 lata, — w ciągu tego czasu chłopiec pracować by musiał bez żadnych dla siebie zarobków, owszem—musiałby opłacać corocznie wpisy w szkole zawodowej. Otóż ta okoliczność odstręczałaby całkowicie uczniów od szkoły. W średnio zamożnej albo ubogiej klasie nikt by nie chciał pracować, uczyć się pomiędzy rokiem 18—22 życia, nawet darmo, a tym bardziej jeszcze przy opłacie wpisowego.
Zresztą w tym okresie życia mniej więcej przypada powołanie do wojska, co przerywałoby albo uniemożliwiało naukę rzemiosł.
Drugim momentem ważnym jest zakres nauki, udzielanej uczniom.
Średnie wykształcenie zawodowe musi opierać się na takim zakresie wiedzy, jakiego udzielać będzie Szkoła Powszechna. Konieczność tę uzasadnia fakt sąsiedztwa na Zachodzie ludności, dla której istnieje przymus szkolny, obejmujący zakres nauk na lat sześć do dziewięciu. O ile nasza ludność nie dorówna sąsiadom oświatą w dziedzinie nauk ogólnokształcących, nie może być mowy o zrównaniu ekonomicznym.
Skoro zaś przy obecnych warunkach z nauką rzemiosł nie można czekać do czasu, aż uczeń przejdzie kurs szkoły powszechnej, — trzeba przeto na razie połączyć nauki ogólnokształcące z nauką fachową. Zapewne z nauk ogólnokształcących wybrane będą najkonieczniejsze, zamknie się je w cyklu o promieniu niezbędnym, muszą one jednak wejść do programu szkolnego. Fachowe zajęcia takie wymagają czasu; nauka zawodowa wyłącznie trwa przeciętnie cztery lata; dla niej wyznaczyć trzeba dominujące stanowisko i co do liczby godzin i co do zajęć dziennych; nauki ogólnokształcące traktować należy jako niezbędne uzupełnienie i do tych warunków dostosować układ planu szkolnego. Oczywiście przy takim połączeniu, które nie jest normalnym i może być uważane za prowizoryczne, okres nauki przedłuży się do lat sześciu. W miarę przeprowadzania u nas reformy szkolnej, gdy już do szkół początkowych wstępować będą dzieci młodsze, w wieku mniej więcej lat 7-u, a ukończenie Szkoły Powszechnej wypadać będzie w roku czternastym życia, program nauk w szkołach zawodowych średnich musi ulec zmianie; eliminować trzeba będzie przedmioty zbyteczne ogólnokształcące, a zastępować je fachowymi, które mniej zajmą czasu.
Tym sposobem nauki zamknąć będzie można w okresie czteroletnim.
W normalnym stanie szkoły zawodowe średnie będą zakończeniem Szkoły Powszechnej. W czteroletnim kursie przygotowywać one mają pracowników do poszczególnych działów przemysłu.
Właściwych zawodowych szkół średnich jednego typu nie może być zbyt wiele.
Wszakże każdy młodzieniec musi mieć łatwość znalezienia w kraju szkoły z tą specjalnością, której się poświęcić pragnie.
Większa liczba szkół zawodowych pożądana jest w tej tylko gałęzi przemysłu, którą rozwinąć i spotęgować w kraju musimy, np. w przemyśle ceramicznym, żelaznym, młynarskim.
(Dok. nast.)
Kurier Płocki 3(1917) nr 117, s. 1.
Szkoła zawodowa oraz jej stosunek do szkoły powszechnej
przez ks. A. Szelążka.
(Dokończenie).
Do tych działów przemysłu skierowywać trzeba młodzież. Jakkolwiek można poczytywać zupełną wolność wyboru zawodów za najbardziej pożądaną w warunkach normalnych, jednak kraj nasz znajduje się w wyjątkowym położeniu; wymaga pewnych poświęceń; które zresztą bogato się opłacać będą tym jakoby ofiarom losu. Za przykład posłużyć może młynarstwo.
Co do tego istnieje przesąd, że zajęcie to nie jest zbyt zaszczytne, a jednak rozwój tej branży przemysłu dla naszego kraju jest konieczny; dla kierownika młyna z większą produkcją może być źródłem bardzo znacznego zarobku, — w Rosji pensja młynarza technika wynosiła od 6 — 10 tysięcy rubli rocznie.
Stworzyć trzeba również większą liczbę szkół rzemieślniczych. Nauka rękodzielnictwa w obecnym położeniu nie sprzyja, ani podniesieniu poziomu oświaty, ani ugruntowaniu moralności, ani też nie zapewnia postępu rękodzielnictwa.
Obawiać się zapewne można zbytniego wzrostu liczby rzemieślników, którzy wytworzą ubogi proletariat. Pozorne to jednak niebezpieczeństwo znika całkowicie przy stosowaniu zasady współdzielczości. Zrzeszenia rękodzielników znajdą dla swych wytworów rynki zbytu, gdy jednocześnie dążyć będą do ulepszeń technicznych.
Szkoły rzemiosł w stosunku do Szkoły Powszechnej w identycznym są położeniu ze szkołami zawodowymi średnimi.
Odnośnie do programów Szkoła zawodowa średnia powinna obejmować przedmioty czterech klas ostatnich Szkoły Powszechnej za wyjątkiem języka łacińskiego.
W Szkole rzemiosł, w stadium przejściowym, mogą być wykładane:
Religia, polski, geografia, historia, przyroda, fizyka z chemią, arytmetyka, początki geometrii, pocz. algebry, rysunki, kreślenie, historia sztuki.
Przy normalnym urządzeniu Szkół zawodowych, gdy już istnieć będą Szkoły Powszechne, które dostarczą kandydatów do fachowego wykształcenia, program nauk powinien objąć przedmioty specjalne, jak: towaroznawstwo, buchalteria, kalkulacja warsztatowa, mechanika stosowana, technologia metali i drzewa, rysunek ręczny i modelowanie.
Szkoła w Oświęcimiu, z czteroletnim kursem, zastosowana do poziomu naukowego chłopców, którzy ukończyli szkołę pospolitą i wydziałową (odpowiadającą naszej Szkole Powszechnej) obejmuje 15 przedmiotów wykładowych, oprócz czterech rzemiosł, a mianowicie, do programu nauk należą:
Religia, rysunki techniczno-konstrukcyjne, rysunki dekoracyjne, nauka o formach artystycznych, wiadomości z fizyki i chemii, nauka o motorach, język polski, język nowożytny, rachunki i kalkulacja zawodowa, buchalteria, wiadomości z technologii, wiadomości z socjologii i ustawy przemysłowej, kaligrafia, pierwsza pomoc w wypadkach, nauka praktyczna.
Problemat Szkoły zawodowej łączy się z całym szeregiem kwestii, które wymagałyby bardzo drobiazgowej i uciążliwej dyskusji.
Do najogólniejszych już kwestii należy wybór rzemiosł; ich traktowanie w Szkole, czy jako przedmiotów nauki wyłącznie, czy jako źródeł dochodu, czy też z nadaniem im charakteru podwójnego, jak chce p. inżynier Twardo. Zagadnienie także kwalifikowania uczniów do określonego zawodu, kwestia finansów Szkoły i opłat wpisów szkolnych, a w ostatnich latach szkolnej nauki zarobków uczniowskich.
Tych nawet pytań rozpatrywać nie możemy, bo wszechstronne ich zbadanie wymagałoby kilku bodaj długotrwałych narad. Zdecydować te sprawy może tylko specjalna komisja.
Zjazd przełożonych szkół, może, jako najzupełniej kompetentny, wypowiedzieć się w sprawie potrzeby rozwinięcia w naszym kraju szkolnictwa zawodowego.
Postanowienia zjazdu mogłyby przybrać bardziej realną postać w formie wniosku o potrzebie założenia dla ziemi płockiej szkoły rzemiosł.
Szanowni przedstawiciele miasta ujmą niewątpliwie tę sprawę w swe ręce.
Z obowiązku referatu podałbym następujący wniosek do dyskusji.
Zjazd uznaje konieczność założenia na ziemiach polskich dostatecznej ilości szkół zawodowych dla odpowiednich gałęzi przemysłu, w celu jak najpełniejszego uprzemysłowienia kraju.
Uznaję także potrzebę założenia w Płocku — Szkoły rzemiosł.