

[Ks. A. P. Szelążek], Pojęcie socjologii katolickiej, Miesięcznik Pasterski Płocki 10(1915) nr 3, s. 49-52.
SOCJOLOGIA KATOLICKA.
Pojęcie socjologii katolickiej.
Słowo „socjologia” znaczy nauka o społeczeństwie, i pochodzi od łacińskiego societas, społeczność, i greckiego logos, słowo; lecz źródłosłów ten nie wystarcza i musi być poparty przez dokładniejsze omówienie.
Społeczność ludzka to fakt, i to fakt tak zajmujący, tak łączny z istnieniem człowieka, że umysł jego od najdawniejszych czasów musiał się nad nim zastanawiać. Zastanowienie to prowadzić musiało do badania przyczyn tego faktu.
Przedmiotem więc socjologii, jako nauki, jest ogólne i szczególne badanie pierwiastków i rozwoju społeczeństwa.
Socjologię katolicką zaś określić możemy jako naukę, mającą za przedmiot badanie przyczyn społeczności, w celu udoskonalenia jej, zgodnie z zasadami Kościoła.
Socjologia katolicka jest zatem:
1-o Nauką. Socjologia zasługuje na tę nazwę, ponieważ reguły i wskazówki, jakie podaje w celu osiągnięcia dobra, zmierzają rzeczywiście do tego celu, będąc owocem poważnych poszukiwań właściwej natury społeczności i praw nią rządzących.
2-o Ma za przedmiot badanie przyczyn społeczności. Poznać gruntownie przyczyny danego faktu, określić prawa, towarzyszące jego układowi, jest to objąć całość przedmiotu wiedzy; i to właśnie czyni socjologia.
3-o W celu udoskonalenia jej. Socjologia jest nauką przede wszystkim praktyczną; potrzeba udoskonalenia zbiorowego bytu człowieka, była jej racją pierwotną, wykazującą jednocześnie jej ważność i celowość.
4-o Zgodnie z zasadami Kościoła. To, cośmy dotąd powiedzieli o socjologii, nie daje o niej zupełnego pojęcia. Musimy więc rozwinąć jeszcze przymiot tej wiedzy, najbardziej nieodzowny dla nauki społecznej, mającej dopomóc człowiekowi i ludzkości całej do osiągnięcia celu, przeznaczonego im przez Opatrzność Bożą. Człowiek, jak się o tym tutaj przekonamy, ma cel podwójny: duchowy i materialny, i może go osiągnąć w zupełności jedynie za pośrednictwem społeczeństwa.
Społeczność z kolei, potrzebuje poznać środki najwłaściwsze do osiągnięcia tego podwójnego celu człowieka, będącego też jej własnym, skoro społeczność jest z ludzi złożona. [s. 50] Środki te podaje jej Kościół; zawarte one są w nauczaniu Kościoła dogmatycznym i moralnym.
l-o Nauczanie dogmatyczne.
Tworzy ono przedziwną syntezę, dającą wysokie wyobrażenie o przeznaczeniu człowieka. Streścimy je zwięźle z punktu przyrodzonego i nadprzyrodzonego.
a) Porządek przyrodzony. Kościół naucza: l-o że zamierzeniem Boga przy tworzeniu człowieka może być tylko osiągnięcie chwały Bożej i uczynienie człowieka szczęśliwym; 2-o że szczęście człowieka istnieć może jedynie w osiągnięciu jego celu; 3-o że cel człowieka leży w połączeniu jego ze Stwórcą, i w posiadaniu dobra najwyższego. Poznać więc Boga rozumem, kochać Go sercem, służyć Mu z całym natężeniem woli, posiadać na tej ziemi byt dostateczny; po śmierci znać, kochać Go w sposób doskonalszy: taki jest porządek naturalny, sam w sobie pojęty.
Lecz, czy człowiek sam może osiągnąć swój cel? Nie. Bóg stworzył go, aby żył w społeczności; i społeczność jest dla niego środkiem do osiągnięcia jego celu.
Społeczność, jako zjawisko przyrodzone, jest potrójna:
1-o Rodzina, dająca istnienie naturalne i moralne za pomocą małżeństwa.
2-o Profesja, zajęcie, regulujące pracę dla utrzymania życia.
3-o Społeczność państwowa, zapewniająca dostateczność bytu i dobra doczesnego, gdy dwie pierwsze społeczności nie zdołają tego uczynić.
b) Porządek nadprzyrodzony. Ale łączność ze Stwórcą i szczęście według porządku naturalnego, nie wystarcza miłości Bożej ku człowiekowi. Bóg chce podnieść człowieka do porządku wyższego, i zespolić go ze Sobą przez udzielenie mu własnego, boskiego istnienia.
I to jest porządek nadprzyrodzony, do którego zostaliśmy powołani od samego początku.
Gdy grzech stargał na chwilę zamierzenie Boże, zostało ono podjęte i naprawione przez Jezusa Chrystusa, który nam przywrócił stan pierwotny. Jezus Chrystus jest więc, jak Go teologia nazywa, pośrednikiem i naprawicielem, medium et remedium. Przez Niego złączeni jesteśmy z Bogiem i z pełności Jego wszyscyśmy wzięli; stanowimy jedność z Chrystusem przez wiarę i miłość.
Tak, Jezus Chrystus jest osią odnowionego świata, a chrześcijaństwo Jego zakonem.
Ale czy człowiek, jako jednostka, połączy się wprost z Jezusem Chrystusem, w którym jedynie odzyskać możemy nasze dawne nadzieje i prawa? Stanie się to jeszcze raz za pośrednictwem, i to społeczności. Chrystus Pan tak chciał i w tym celu, jak ustanowił potrójną społeczność [s. 51] przyrodzoną, rodzinną, profesyjną i państwową, aby przez nie człowiek osiągał cel swój przyrodzony, tak samo ustanowił społeczność nadprzyrodzoną, odpowiadającą celowi, do którego dąży.
Nazwą tej społeczności nadprzyrodzonej jest: Kościół Katolicki; zadanie: l-o czuwać nad skarbami wiary i łaski; 2-o udzielać nam tychże. Kościół to Oblubienica Chrystusowa, przeznaczona do nadprzyrodzonego porodzenia dusz. I ona też jest środkiem, a nie celem; uczynioną jest dla odrodzonego człowieka, a nie człowiek odrodzony dla niej.
Ta nadprzyrodzona społeczność, Kościół, opatrzona jest we wszystkie narzędzia i przywileje potrzebne, lub choćby pożyteczne do spełnienia wzniosłego jej zadania: dogmaty wspaniałe, moralność przeczysta, okazałe obrzędy, rządy doskonałe, trwałość wieczna, nieomylność nauczania, obecność samego Ducha Świętego, który nią kieruje, uświęca, i nią się opiekuje; niczego jej nie odmówi Boski Oblubieniec — „Christus dilexit Ecclesiam”, by doprowadziła ludzkość do jej wiecznego końca.
Lecz ponieważ koniec nadprzyrodzony człowieka jest ściśle złączony z porządkiem przyrodzonym i doczesnym — gdyż łaska nie zniweczyła natury — i obie społeczności mają mu dopomagać do osiągnięcia tego końca, więc Jezus Chrystus chcąc, by dzieło Jego było doskonałe, uzależnił te dwa rodzaje społeczności, przyrodzoną i nadprzyrodzoną, jedna od drugiej.
c) Zależność tych dwóch porządków. Jest ona socjalnym dziełem Chrystusa, zwie się chrześcijanizmem socjalnym, łączy oba porządki i dostosowuje je do ich przeznaczenia. Przeznaczenie to nie jest równe, i rzecz prosta, że społeczność religijna, z celem nadprzyrodzonym, ma pierwszeństwo nad wszystkimi innymi społecznościami porządku przyrodzonego, które jednak zyskują od niej nową powagę i płodność.
Społeczność rodzinna, którą Chrystus ugruntował na zasadzie jedności i nierozerwalności małżeństwa, ujrzała kontrakt swój podniesiony do godności sakramentu, wydającego życie Boże.
Społeczność profesyjna ujrzała szacunek dla pracy podniesionej, obowiązki bogaczów określone, prawa i obowiązki zespołów przywrócone, braterstwo zalecane.
Społeczność państwowa ujrzała z pod opieki swej niedołężnej, żeby nie powiedzieć, uciążliwej, wyzwolone: sumienie ludzkie, rodzinę, pracę i robotnika; doczekała się dokładnego określenia swego wysokiego zadania, którym jest dostarczenie jednostce każdej „zupełnej dostateczności bytu”. W końcu, nauka i instytucje chrześcijańskie głoszące, że wszelka władza od Boga pochodzi, dodały jej powagi i znaczenia tak dalece, że „łamać posłuszeństwo, i szerzyć bunt w społeczeństwie, jest zbrodnią przeciw majestatowi nie tylko panującego, ale i Boga samego”. (Encykl: Immortale 11, 21). [s. 52]
W ten sposób człowiek idzie do Boga krokiem spokojnym i pewnym kierowany i wiedziony do nieśmiertelnego celu przez społeczność nadprzyrodzoną z jednej strony a podtrzymywany na drodze swej przez społeczności przyrodzone, wyszlachetnione i odbudowane z drugiej strony, a mianowicie przez rodzinę, profesję i społeczność państwową.
2-o Nauczanie moralne.
I tego jeszcze dostarcza Kościół, otrzymawszy od swego Boskiego założyciela misję uświątobliwiania. Kilku luźnych myślicieli naszego wieku uważało socjologię za źródło wszelkiej moralności, podczas gdy przeciwnie socjologia może istnieć w rzeczywistości jedynie na podstawie moralności chrześcijańskiej.
Bo czymże jest w istocie moralność socjalna? jest ona regułą, wiarą, rządzącą stosunkami, które mamy lub mieć winniśmy z bliźnimi naszymi. Określenie to służy doskonale dla samej socjologii. Gdyby konieczność istnienia nie zmuszała nas do utrzymania ciągłych stosunków z bliźnimi dla dostarczania niezbędnych potrzeb, zarówno im jak i nam, nie byłoby socjologii, i nie byłoby też moralności. Socjologia zawiera moralność, a moralność socjologię. Socjologia nie jest, nigdy suchym wyliczeniem zjawisk mechanicznych i poza moralnością stojących; ale przede wszystkim jest ona znajomością praw, podług których społeczności żyją, i rozwijają się pomyślnie, a także praw tych, podług których społeczności rozkładają się i zamierają. Socjologia ma za zadanie uczyć nas, jak unikać tej ostateczności, a jak stosować prawa szczęśliwego rozwoju.
Widzimy, że moralność to samo ma zadanie. Gdybyśmy żyć mogli w zupełnym odrębnieniu jedni od drugich, znieślibyśmy przez to samo wszystkie zobowiązania moralności, jej przykrości jak i słodycze, a zatem samą moralność z całą jej mocą i powagą uświęconą. Bo i na cóżby ta moc a szczególnie groźne jej twierdzenia, jeśliby przepisy nie były obowiązujące, albo były nimi bez racji, bez następstw widocznych i określonych? Prawodawca wydający prawa bez przyczyny ani użyteczności, uchodziłby za pozbawionego rozumu i nie znalazłby posłuchu u nikogo.
Prawa moralne są obowiązującymi dlatego, że są one ścisłym warunkiem bytu naszego. Każde ich przekroczenie jest uszczerbkiem życia ludzkiego, bądź naszego własnego, bądź bliźnich naszych, a najczęściej obydwóch. Jednym słowem, moralność i socjologia za przedmiot mają te same prawa, i zjawiska te same. Co najwyżej tę różnicę zaznaczyć by można, że socjologia jest poznaniem tego, co jest, a moralność tego, co być powinno. Ale jakiż cel i pożytek miałoby w socjologii poznanie tego, co jest, jeżeliby nie zmierzało do tego, co być powinno, do zmiany na lepsze, do unikania pomyłek, trudności i katastrof?
Moralność zatem i socjologia wnikają w siebie wzajemnie i dopełniają się w tym znaczeniu, o którym wyżej wspomnieliśmy.