

Ludzie, którzy odstępują od prawdy, nietylko błądzą, ale nadto żyją w ustawicznej sprzeczności z sobą. Twórca metody empirycznej i wielbiony przez materyalistów jak bożyszcze, Bakon Werulamski, tyle wypowiedzał myśli prawdziwie pobożnych, że z nich cały tom ułożono. Podobież człoweik, który zrywa z życiem chrześciańskiem, wypowiada njsprzeczniejsze sądy o Chrystyanizmie. Któż z nas nie słyszał tak powszechnie głoszonego twierdzenia, że Chrystus Pan dokonał zupełnego przewrotu w życiu społeczeństw; nawet lubią niektórzy dawać Panu Jezusowi odpowieni tytuł. Czy jest w tem przekonaniu słuszność, zaraz zobaczymy. Naturalnie zwrócimy uwagę tylko na stosunki ludzkie, niedotykając życia nadnaturalnego, które jest głównym celem chrystyanizmu. Oburza nas gdy czytamy, że w starożytności pogańskiej niewolnika ceniono tylko jako istotę nierozumną. Oburza nas gdy czytamy, że ceniono człowieka w miarę ilości osób, które mu zmuszone były usługiwać; oburza, iż człoweik mógł być poczytywany za właność zupełną drugiego, bo jeżeli dziś chadrakter sakramentalny może nas różnić, jeżeli nas różnią społeczne obiwiązki, wartością jednakże wrodzoną my wszyscy równi jesteśmy w oczach Bożych, i jeżeli przypisujemy komuś wyższą wartość, głównie zważamy na to, jak ten człowiek używa sił, któremi go Bóg obdarzył. Dziś nawet nie rozumiemy, jak mogło być inaczej. A któż wpoił w serca taki pogląd na wartość człowieka? Pod tym względem Chrystyanizm bezmierny stanowi kontrast ze światem pogańskim. Od chwili, gdy Paweł św. wyrzekł: „Bracia nie jesteśmy synami niewlonicy, ale …” wolnością nas Chrystus obdarzył”.
Kościół Chrystusowy zawsze staje w obronie maluczkich. Lecz idźmy dalej; kto dał społeczeństwu dzisiejszą rodzinę? Jakto, powiecie, czy i to przypisywać będzisz wpływowi Chrystyanizmu? Wszak była rodzina w świecie pogańskim, skoro w jej obronie już Rzymianie stanowili prawa. Ale nieszczęśliwe to społeczeństwo, w któremby zapanować miały na nowo pogańskie związki rodzinne! Kto uczciwy pragnąłby, aby mąż był absolutnym panem swej żony; ktoby to nazwał sprawiedliwością, gdyby prawo słaniało występki męża, ktoby nie potęoiał zasady, że wolno mężowi opuszczać swą towarzyszkę stosownie do jego widzimisię; te były właśnie 3 wybitne cechy rodziny wśród najoświeceńszych ludów pogańskich w starożytności. Znane w prawie Rzymskiem wyrażenie „in manu habere uxorem” – nie było czczą formułą, ale dawało mężowi władzę karania śmiercią żonę niewierną wówczas, gdy sam bezkarnie źle czynił; tam mąż nie miał żadnych obowiązków względem żony, a wszystkie prawa; kobieta wszystkie obowiązki względem męża, a praw żadnych. We wszystkich krajach pogańskich widzimy taką niewolę kobiety. Więc nic dziwnego, że rodziny zanikały, i w czasach ostatnich istnienia Rzymu państwo zmuszone było wkładać obowiązek na swych obywateli, aby zawierali związki małżeńskie.
Któż więc, słuchacze, stworzył to ognisko rodzinne, które dla ludzi ma tyle uroku, tak dalece, że pamięć o chwilach spędzonych w gniazdku rodzinnem każdy zalicza do najmilszych wspomnień?
Odkąd Najświętsza Marya Panna jest Królową Niebios, i prawie nieomylnym znakiem przeznaczenia do chwały wiekuistej jest miłość względem Boga – rodzicy, odkąd najczystsze serca cechuje pobożność do Panny Najświętszej, 1) godność kobiety musiała być podniesioną z dawnego poniżenia, 2) prawa obydwóch stron musiały być zrównane, 3) ideałem każdego ogniska rodzinnego stała się Najświętsza Rodzina. Więc pomiędzy śwatem pogańskim i Chrystyanizmem i pod tym względem widzimy przedział niezmirny.
Ale poco o tych rzeczach mówić, są one zanadto znane abyście ztąd coś mogli skorzystać. Powiedźcie raczej w jakim zakresie śycia ludzkiego mógł się najmniej przejawić wpływ Chrystayanizmu. Odpowiedź zdaje się nie trudna, bo powszechnie utrwaliło się przekonanie, że szczególniej nauka, gdy wydostała się z kleszczów krępującej ją wiary, wówczas dopiro rozwinęła się z niesłychaną szybkością. Zobaczymy więc w paru rysach, jaki jest wpływ Chrystyanizmu na rozwój nauk. Pomijam, że nawet Draper wyznał szczerze, iż gdy świat pogański chylił się do zupełnego upadku od każdym względem i moralnym i politycznym i umysłowym, w epoce, w której już pogański świat już nie tylko nic nie tworzył, ale nawet zgromadzać i zachowywać nie umiał, co w dawnych wiekach prawdziwie pięknego stworzono, wówczas zakonnicy mrówczą pracą swoją, przepisując całe foliały, zachowali od zagłady najcenniejsze dzieła naukowe i płody literatury. Dziś mogę przytoczyć szczegół, który niezswodnie bardzo uderzy…Przed kilku laty na zebraniu przyrodników niemieckich w Kolonii Du Bois Reymond, profesor uniwersytetu Berlińskiego, nieoczekiwane wygłosił zdanie: „ Chociaż to brzmi jak paradoks, wyznać muszę, że zawdzięcza nauka nowoczesna swój początek Chrześciaństwu” . rzeczywiście wygląda to na paradoksalne twierdzenie; czy to być może, aby religia Chrześciańska, od której ma być nauka niezależna, aby religia objawiona dała początek naukom nowożytnym? Uczony jednakże nie poprzestał na gołosłownem twierdzeniu, ale zeszedł do szczegółów, i z całą jasnością ściśle wykazał, że najistotniejsze zasady nauk nowożytnych są wyłączną zdobyczą Chrystyanizmu, i poprostu z jego żywotnych sił zaczerpnięte zostały. Zrzumiemy to zy chwilę.
Jedno z europejskich muzeów posiada kolosalny ornament starożytnej świątyni Jowisza w Pergamie. Jest to płaskorzeźba, przedstawiająca w większej niż naturalna wielkości walkę bóstw Olimu pod wodzą Jowisza i Ateny z Tytanami. Olbrzymie pasmo tej płaskorzeźby otaczało wszystkie boki ołtarza. Znawcy poodziwiają to arcydzieło. Potęga kompozycyi, harmonia linii i jedność planu – posunięta tu do najwyższych granic. Co do wierzeń religijnych, uwydatnionych na tym obrazie, niema tu sensu, oczywiście, ala każda postać stanowi jednocześnie symbol jakiejś siły przyrody i pod tym względem jest to skończony wyraz poglądów naukowych ówczesnego świata. Przedewszystkiem uderza niesłychany chaos. Według tego obrazu wszystkie potęgi przyrody walczą z sobą wzajemnie; każde zjawisko natury wywoływane jest przez oddzielne bąstwo, jako przez bezpośrednią przyczynę, a to przekonanie usuwało wszelką myśl jedności w przyrodzie i tym sposobem niweczyło możność pomyślnego poznania praw, rządzących wszechświatem. Przekonanie o bezpośreniem działaniu bóstw we wzsystkich najdrobniejszych zjawiskach usuwało nawet potrzebę i chęć do badań naukowych. A te przekonania tak były głęboko zakorzenione, że kiedy Sokrates twierdził, iż w przrodzie dzałają bezpośrednio nie jakieś bóstwa, ale siły natury, zdanie to było jednym z głównych punktów oskarżenia przeciwko niemu i przedstawione jako bezbożność. Więc przedewszystkim jest to rzeczą pewną, że politeizm pogański tamował stanowczo rozwój nauki. Cóż więc prznosi pod tym względem Chrystyanizm. Uczony Naville, o którym wspomniałem, robi spostrzeżenie, że wszyscy twórcy nowożytnej nauki (zaznaczymy to ), że twórcy, t. j. ci, którzy położyli fundamenta pod rozmaite działy nauk, odkrywając zasadnicze prawa, byli wzsyscy budźmi z gruntu religijnymi. Uczony ten powiada; „ja badałem, czy te dwa przymioty: religijność i twórczość, stały tylko przypadkowo obok siebie u takich ludzi jak Kepler, Karezyusz, Galileusz, czy może były połączone przez zwiaązek ligiczny. Badanie uważne tego przedmiotu doprowadziło mnie do przekonania, że obok warunków badania faktów wiedza powstała pod wpływem tych dwóch idei: niemateyalności duszy i osobowości Boga”. I rzeczywiście, pojęcie Boga jako Nieskończenie Mądrego Stwórcy wszechrzeczy musi panować harmonia, jedność myśli, związek wzajemny.
Niepodobna tu zbytnio zajmować się tym przedniotem, ale można byłony wskazać, że każdy z twórców dzisiejszej nauki za punkt wyjścia do czynionych odkryć miał jakąś zasadę religii objawionej. Nie chcę wszakże pominąć tak ważnego twierdzenia bez naocznych choć paru dowodów.
Dowiadujemy się z listu Kopernika do Papieża Pawła III jaki był główny punkt wyjścia dla jego badań naukowych. „Mądrość Boża jest tak wielka, że nadzwyczajne zawikłania naszego systemu astronomicznego wskazują jego fałszywość”. Tak Kepler odkrywa powszechność praw natury z pojęcia jedności osobowego Boga. Podobnie można wykazać, że najwięksi uczeni pod wpływem idei chrześcijańskich dochodzili do ważnych odkryć naukowych.
Zapewne tu nasuwa się do myśli opinia powszechnie szerzona o ciemnocie wieków średnich, które jednak były chwilą najsileniejszego rozwoju życia wiary. Lecz to twierdzenie już nie utrzymuje się wśród uczonych i pod tym względem tu znajdujemy wskazówkę najzupełniej przkonywującą. „Kiedy się mówi o wiekach średnich, jako o czasie zupełnej nocy, jest to grzba pomyłka. Byłoby już czas abyśmy zrozumieli, że epoka, która bdowała katedry, dokonała także dzieła naukowego, godnego szacunku. Przez rozwój metafizyki zwolna sposobił się przyrząd mysłowy, t. j. poznane zostały zasady myślenia; badania nowoczesne dostarczały niezbędnego materyału i stwierdziły niejedną prawdę, którą dawniej poznano już za pomocą abstrakcji”. Więc w tem znaczeniu i nauki są dorobkiem religii chrześcijańskiej. A pod tym względem widzimy krańcowy kontrast pomiędzy religią chrześcijańską i światem pogańskim.
Nie będę trudził dłużej uwagi czytelnika. Jekiejkolwek dotkniemy strony życia naszego wszystko co poczytujemy za najważniejsze podstawy dzisiejszej cywilizacyi jest wypielęgnowanem przez Chrystyanizm; nie mówię już o cnotach, które są wyłączną jego własnością, jak pokora i miłość, nie mówię o pracy, której Chrystyanizm nadał charakter niesłychanej dotychczas wzniosłości, nie wspominam o wielu kwestyach, które dla dzisiejszych społeczeństw kryją niebezpieczeństwa; rozwiązał je Chrystus swoim przykładem, pracując w ubóstwie, obierając stan rzemieślniczy i dziś rozwiązać je może tylko Chrystyanizm. Słowem we wszystkiem widzimy olbrzymi kontrast pomiędzy Chrystyanizmem i światem pogańskim.
Ale jakiż wynik tych wszystkich dowodzeń; przedewszystkiem ten, że popełnia prostą niedorzeczność, kto powtarzy zdanie błądzących, – iż religia chrześciańska jest owocem powolnego rozwoju poprzednich. Rozwój powolny i nagły przewrót, – te rzeczy wykluczają się wzajemnie; Chrystyanizm jest przewrotem, jeżeli tak można nazwać światłość objawienia, która rozwiała ciemności pogańskie.
Naddto pamiętajmy, że żyjemy, że oddychamy atmosferą religii chrześcijańskiej i ktoby zrywał z życiem prawdziwie chrześcijańskiem, może być tylko podobny do syna marnotrawnego, który w ubraniu otzymanem od Ojca odchodzi w odległą krainę, aby dar ojcowski zmarnować; pozosdtaną na nim same strzępy. Daj Boże, aby ci, którzy syna marnotrawnego naśladują, naśladowali go w pokucie i wrócili do Ojca.