

Najwyższym dowodem szlachetności duszy jest miłość prawdy. Oddajemy w swem sercu najgłębszy hołd uznania człowiekowi, który przyjmuje prawdę, gdy poznał swój błąd, szanujemy jego moc duszy, którą okazał, łamiąc swą miłość własną i naturalne przwązanie do własnego zdania, a bynajmniej tego uczucia nie osłania świadomość, że on błądził, bo „errare humanum est” – rzecz ta ludzka – błądzić. Z drugiej strony nie pojmujemy nawet, jak można szanować człowieka, który kłamie. Choćbyśmy widzieli w nim wszystkie dobre strony charakteru, jedna ta przywara rzuca taki cień, że jauż każdy uważa za obowiązek być względem tego człowieka ostrożnym. Podobnież jeżeli najoczywistsze dowody prawdy nie zdołają przekonać błądzącego – widzimy pychę na perwsym planie, a ona zasłania wszystkie dobre strony chrakteru. „In errore perseverare – diabolicum.” Wyraził t oczłowiek równie wielki swoją świętością, jak głębokością umysłu: „Jak prawda jest końcem, do którego zmierzają wszystkie cnoty, a w niej znajdują swoją siłę i udoskonalenie, podobnież kłamstwo jest pełnią grzechu i ostatecznym rysem jego niegodziwości i złości”.
Uwag to tylko uboczna, a przyda się ona później.
Widzieliśmy niedawno, że wszystkie narody pogańskie przypisywały swoim wierzeniom charakter objawienia, lecz znajdujemy bardziej jeszcze wybitną cechę, która nietylko panuje w religijnych pojęciach, ale odbija się w przekonaniach najgłębszych myślicieli starożytnych. Wszystkie ludy oczekiwały przyjścia jakiegoś powszechnego władcy. Bajeczny Prometeusz, którego, cierpienia miały się skończyć wówczas dopiero, gdy jakiś Bóg miał uciepieć za niego, był prostą allegoryą i wyrazem ogólnego przekonaia o przyjściu Zbawiciela. Badania dzisiejsze wykazują, że wszystkie mitologie wspierały się głównie na tym punkcie, – czy zwrócimy się do Persów, którzy imieniem Sosiosch oznaczali Wielkiego Proroka przyszłości, czy do Egipcyan, czy do starożytnych Druidów, czy do Skandynawów, którzy wierzyli, że z Dziewicy Czystej miał się nordzić Niezwykły człowiek, aby przywrócić utracone niegdyś szczęście; naturalnie mitologie nie wiele mają dla nas znaczenia, może być tam jakieś słabe odbicie prawdy; barddziej uderza gdy w poważnym traktacie Platon wyraża nadzieję, że „blizka jest chwila, kiedy On przyjdzie”; bardziej nas uderza, gdy czytamy słowa Plutarcha: „mniemanie to bardzo starożytne…tak się wraziłow wiarę i przekonanie ludzkie, iż niema sposobu go wyrwać i zmiszczyć; upowszechniło się ono nietylko w domowej rozmowie w pospolitym odgłosie lecz i w ofiarach tak u narodów Barbarzyńskich, jak u Greków”; bardziej nas dziwi, gdy z dzieł uczonego Wolneya dowiadujemy się, że ludy wszystkie nawet określały bliżej jego charakter, wierzyły, że on będzie pośrednikiem, który miał przyjść, – sędzią ostatecznym – Przyszłym Zbawcą, Królem, Bogiem Zdobywcą i Prawodawcą, który przywróci wiek złory na ziemi i oswobodzi ród ludzki z pod władzy złego”. Ale nadewszystko uderza nas najzupełniej nieoczekiwany szczegół. Woter, szydząc z tych wszystkich nadziei, chcąc wykazać rażącą ich sprzeczność, powiada: „Było to od niepamiętnych czasów maksymą u Indyan i Chińczyków, iż Mędrzec miał przyjść z Zachodu; w Europie przeciwnie mówiono, że przyjdzie ze Wschodu”. Szczegół ten ułatwia bardzo nasze zdanie; gdy zważymy położenie geograficzne Palestyny względem tych części świata, gdy zważymy, że oprócz ludu Izrawlskiego wszystkie narody spodziewły się przyjścia Zbawcy z narodu obcego, widzimy tu już wyraźnie, że spełniły się słowa zapisane w ks. Genezy: „Nie będzie odjęte berło od Judy…aż przjdzie, który ma być posłan, a on będzie oczekiwaniem narodów”.
Już 19 wieków żyje jego dzieło.
Dziś śmiesznem już byłoby pytać kto mógł być przedmiotem tych oczkiwań. Wiara, entuzyazm, wytrwałość pierwszych Chrześcian wśród krwawych prześladowań nie dadzą się wytłumaczyć inaczej tylko miłością prawdy, miłością dla najwyższego ideału, który widzieli chrześcianie w Zbawicielu. Ugruntowany w małej cząsteczce Starego świata, w łonie ludów Europy, wraz z Europejską cywilizacyą już Chrystyanizm nie ogranicza się do pewnych tylko ras ludzkich lub krajów, jak wierzenia Muzułmanów lub buddystów, ale ogarnia już cały okrąg ziemi, – i dziś równie załala do wytrwałego męczeństwa nawróconych Chińczyków, jak niegdyś zapalał Rzymian. Pociąga do świętości Negrów i Indyan równie pomyślnie ja najoświeceńszych synów Europy. Musi więc przedstawić w swem łonie ideał zrozumiały dla całej ludzkości, żywy – po wszystkie wieki.
Ewangelia prostem opowiadaniem żyicia Pana Jezusa nakreśla obraz doskonałości, z którym nic zrównać się nie zdoła.
Chcąc w krótkości zcharakteryzować postać Chrystusa Pana, musimy powiedzieć, że jest to zespolenie w jednej osobie wszystkich doskonałości bez najmniejszej przmieszki niedoskonałości. Wyższy ponad wszystkich przymiotami nawet ludzkimi – nie ma ani cienia stoickiej pychy, ale pociąga wsystkich do Siebie. Pełen entuzyazmu o sprawy Ojca Niebieskiego, nie okazuje najmniejszego rysu fanatyzmu. Miłując wszystkich ludzi, nie wyklucza nieprzyjaciół; jakże nieskończenie niższy jest wobec tego Sokrates. Nie posuwa się do czułostkowości Marka Aureliusza. Pełen smutku z powodu nędzy świata nie pogrąża się w bezpłodnej rozpaczy, w bezowocnej litości nad istnieniem rzeczy widzialnych, ale ze szczerem współczuciem podaje lekarstwo przeciwko tej nędzy; daleki od zasklepienia się w granicach dążności swego ludu, ogarnia całą ludzkość swoją miłością, a jednocześnie bynajmniej nie traci gorącej miłości dla ziemi rodzinnej, jak greccy kosmopolici i wylewa godące łzy nad Jerozolimą: „Jeruzalem, Jeruzalem, gdybyś ty poznało, co jest ku ratunkowi twemu.”
Tak, zapewne, może kto pomyśli, Ewangelia maluje postać Chrystusa w najpiękniejszych kolorach, ale to jest bardziej ciekawe, co o Nim mówi historya. I owszem, zwrócimy się do tego źródła; pomijam zdania historyków starożytnych, którzy mają dla Chrystusa tylko słowa uwielbienia; szukajmy takich którzy chcieliby coś powiedzieć przeciwko Niemu.
Szyderca Celsus, rzymski filozof, śmieje się i zamilczając życie Pana naszego, mówi: „Kogóż wz czcicie; tego, który umarł śmiercią najhaniebniejszą, wzgrdzony i sponiewierany jak robak ziemi; tego za Boga macie; taką też jest religia wasza”. Nic nad to przeciwko Chrystusowi powiedzieć nie mógł, a nic więcej nie mógł powiedzieć cały świat pogański; ale słowa Celsusa wskazują tylko urzeczywistnienie się ideału, który świat pogański poczytywał za niedościgły. Platon tak przedstawia najdoskonalszy w pojęciu lidzkim wzór człowieka sprawiedliwego: „Człowiek szlachetny, który nietylko chce mieć pozór cnoty, ale ją posiada i broni jej do śmierci bez względu na wszelką wzgardę i poniewierkę wśród ludzi. Będzie on dla swej niewinności odarty ze wszystkiego co posiadał, a choć nic złego nie uczynił, za najniegodziwszego poczytywać go będą…bez względu na złe sądy ludzkie, niezmienny do śmierci; dla tej cnoty będzie on ubiczowany, związany, a gdy wszystkie przecierpi udręczenia, zawieszą go na palu haniebnym”. Cycero wątpił, aby ideał doskonałości w tym stopniu mógł się wśród ludzi kiedykolwiek urzeczywistnić, ale już w niewiele lat potem życie i śmierć Pana Jezusa musiały jaśnieć wobec świata całego jako najwyższy ideał, gdy i ogańscy cezarowie w wiecznem mieście chcieli Chrystusa zaliczyć do rzędu istot nadziemskich.
To jest świadectwo historyi starożytnej. Zwróćmy się do czasów dzisiejszych. Dla nas nie jest tajnem, co nienawistni dla imienia Chrześciańskiego obrali za punkt główny swojej nienawiści. Sądzą, że runie Chrystyanizm, gdy w oczach świata zmaleje Osoba Chrystusa.
Więc dobrze, jeżeli kłamstwo, jak to widzieliśmy w początku, rzuca taki cień na osobę człowieka, że wstręt w nas obudza do kłamcy; jeżeli w Chrystusie cały świat w ciągu 19 wieków nie znalazł cienia niedoskonałości, ale nawet nieprzjaciele uznają Go za najwyższy ideał, któż teraz może twierdzić, że świadectwa Chrystusa Pana o sobie samym nie były prawdą? Gdy On, żyjąc widzialnie wśród ludzi, i teraz, powtarza w słowach Pisma św. „Quis ex vobis arguet, me de peccato;” – kto ośmieli się twierdzić, że tu było pewne złudzenie, gdy mądrością swoją zamykał on usta najsroższych nieprzyjaciół swoich?
Ale bynajmniej dzisiaj nie udawadniam bóstwa Chrystusa Pana; dosyć jest pamiętać, że jest On dla nas bezsprzecznie wzorem nieograniczonym wszelkiej doskonałości: „Ja jestem droga, prawda i żywot”.