

W przededniu przewrotów społecznych, które stworzyły historyę XIX-wieku, rozgrywał się najgłośniejszy w dziejach peryod walki przeciwko religii Chrześciańskiej, a więc i przeciwko cudom, zapisanym w Ewangeliach. Wiemy jaki koniec tej walki. Było prastem niepodobieństwem zaprzeczyć autentyczności tych nadzwyczajnych zjawisk, jak je nazywano, bo już oprócz ksiąg Ewangelii, które z niezrównaną prostatą opowiedziały cuda Pana Jezusa, prawdę historyczną opowiadania Ewangelistów jaskrawo stwierdzają pisarze współcześni, jak Tryphon, Justyn, Hierocles, a nawet autorowie talmudu, którzy w traktacie Sarah Avoda wszystkie cuda Pana Jezusa przypisują potędze imienia tajemniczego, które Chrystus wydostał z ukrycia w świątyni Jerozolimskiej; prawdę historyczną stwierdza Celsus, który bynajmniej nie przeczy, że Chrystus dokonał tych dzieł nadzwyczajnych, ale dowodzi tylko, że powracając z Egiptu, Pan Jezus przyniósł w młodzieńczym jeszcze wieku zanjomość magii, której następnie używał.
Było więc prostem niepodobieństwem zaprzeczyć prawdy historycznej cudów Chrystusowych; postawiono więc ten ostateczny wniosek: „szanować w milczeniu czego nie możesz ani odrzucić ani zrozumieć,” a te słowa pozostały aż do naszych czasów najdroższym dogmatem tych ludzi, którzy nie chcą trudzić myśli swej najwyższemi zagadnieniami życia. „Szanować w milczeniu czego nie możesz ani odrzucić ani zrozumieć;” wyglląda to istotnie bardzo poważnie a jest z pewnościaą wygodnie; mniejsza, że po zatem kryje się bezwarunkowo błąd najoczywistszy, bo tu niema drogi środkowej. Sądząc logicznie można tylko cuda te uznać za prawdę albo za fałsz. Późniejsi myśliciele dokonale zrozumieli ten postulat zdrowej ligiki; rozpoczęli więc destrukcyjną krytykę opowiadania ewangelistów.
Zwracam się do Renana, którego nizawodnie uznacie za najpotężniejszy filar nowoczesnej krytyki wrogiej dla religii. Na piątej stronicy swego dzieła o Chrystusie Panu, stawia on nadzwyczajnie śmiałe twierdzenie: „Jeżeli cud istnieje rzeczywiście, wtedy książka moja jest tkaniną błędów”. Śmiełe twierdzenie i każe się domyślać, że za niem idzie szereg dowodów, które wstrząsną wszelką wiarę w cuda.
Więc patrzmy szczerze.
Nie obawiamy się prawdy; przeciwnie, ni echcemy być w błędzie; prawdę pragniemy posiadać. Cóż on więc wykazuje? Pewien jestem, że kto czytał wywody Renana z największą nawet przychylnością dla autora, musiał się znaleźć pod wrażeniem przykrego zawstydzenia; tak to napisane słabo, taki brak choćby najmniejszej konsekwencyi, tyle na każdym kroku sprzeczności, że nie wnikając nawet w szczegóły rozbiór tych twierdzeń musiał odczuć, że tam nie ma prawdy. I rzeczywiście najniespodziewaniej autor przeciwko sobie wypowiada zdanie, które zdziera całą tę „tkaninę błędów”. Przytaczam jeg słowa bez zmiany: „Zaprzeczałby wszelkiej krytyki i dopuszczałby się najzupełniejszego fałszu, ktoby nazywał szarlatanami te postacie z przeszłości, które według świadectwa historyi dokonywały cudów, opierając się tylko na tej podstawie, że w wieku XIX zaprzeczają istnienie cudów”. Tem kończy swój artykuł, a ta jego własna uwaga i dla nas najzupełniej wystarczy. Ale potrzebne są nam niektóre szczegółowe jego twierdzenia. „Gdyby dziś zjawił się jakiś cudotwórca, mówi on, wybranoby niezawodnie komisyę, złożnoą z fizyków, fizyologów, chemików i krytyków, poczem w obranej na ten cel Sali wskazanoby umarłego, którego śmierć nie ulegałaby najmniejszej wątpliwości, jeżeliby go wskrzesił wobec teg ogrona uczonych mielibyśmy moralną pewność, że się zdarzył cud; żądalibyśmy wszakże, aby powtórzył to kilka razy i wówczas dopiero uwierzylibyśmy w jego nadnaturalne posłannictwo, gdyby zawsze tę samą moc okazał. I cóż widzimy w Ewangeliach: jak działy się opisane tam cuda? 1) Zawsze dokonywał Chrystus Pan cudów w tych tylko okolicznościach, które sam obierał. 2) świadkowie nie byli dosyć kompetantni do zbadania ich rzeczywistości. 3) Cuda te są nieliczne; powtarzają się w zakresie jednego jekiegoś typu. 4) Zawsze je spełniał w perną niechęcią, wahaniem się, jakby dlatego tylko, aby zastosować się do przesądów ludu”.
Przytaczam te twierdzenia, bo one właśnie stoją w najzuełniejszej sprzeczności z prawdą historyczną i ułatwiają nasze zadanie.
Niezawodnie Chrystus Pan sam obierał miejsce dla dokonywania swych cudów, ale tym salonem był cały obszar ziemi Palestyńskiej, i najbliższe miejsca po za granicami tego kraju; świątynia Jerozolimska i bożnice, place i drogi publiczne.
Niezawodnie cuda swe działał Chrystus w obranych przez się okolicznościach, ale świadkiem tych czynów był cały naród żydowski, którego sfery oświecone w owej epoce doszły do najwyższego zenitu sceptycyzmu, a świadczą dzisiaj o tem sumienne badania naukowe; i żaden cud prawie nie był spełniony, alby jego świedkami nie byli najzagorzalsi nieprzyjaciele Chrystusa. Zbierali najwyżsi kapłani i faryzeuszowie radę, jak opowiada Jan Ewangelista. I jakież jest ich świadectwo? „Ten chłowiek wiele cudów czyni. Jeśli go tak zaniechamy, wszyscy weń uwierzą.” „I ziął wszystkich strach, opowiada Łukasz Ewangelista; i wielbili Boga, mówiąc: „Prorok wielki powstał między nami, a iż Bóg nawiedził lul swój. I rozeszła się o nim ta powieść ( wiadomość) po wszystkiej żydowskiej ziemi i po wszystkiej okolicznej krainie”.
Świadkiem – wsyscy mieszakańcy Palestyny nietylko żydzi, ale i Grecy; i musieał być pewnym i świadom tego co mówi Quadratus, gdy do cesarza Hadryana już po śmierci Chrystusa Pana mógł powiedzieć te śmałe słowa: „Cuda Chrystusa trawają, bo spoczywają na prawdzie; o jego cudach świadczą ci sami ludzie, którzy od swych chorób byli cudownie wyleczeni, albo wskrzeszeni zostali; nie dość, że oni żyli tak długo, jak Ten, Kto im życie przwrócił, ale jeszcze wiele lat po Jego śmierci, dla stwierdzenia Jego Boskiej Pogęgi i zmartwychwstania; tak niektórzy z nich jeszcze dożyli dni naszych”. A więc badali prawdę nietylko żydzi, ale i światli poganie, a przez długie lata jeszcze po śmierci Chrystusa Pana mogli rzecz zbadać. I w rzeczy samej, wobec uleczenia ślepo narodzonego, odbywa się formalny sąd: badano świadków i samego uleczonego; a gdy grozili uleczonemu najcięższą karą, odebrali żydzi z jego ust publiczne wyznanie Bóstwa Pana Jezusa.
Słyszeliście, iż słynny drytyk wskazywał, jakoby cuda Chrystusa Pana były w zakresie pewnych tylko zjawisk i nieliczne; dziwne naprawdę lekceważenie czytelnika, gdy prostaczek nawet wie, że każda Ewangelia obok mnóstwa cedów wspomina sumarycznie o niezliczonych uzdrowieniach; gdy każdy wie, że cuda te dokonywane były w dziedzinie martwicy; organicznych lub nieorganicznych tworów; w dzidzinie żywizny nierozumnej; w zakresie najobszerniejszym życia ludzkiego; nad umarłymi i względem potęg duchowych, a wszystkie stanowią jakąś harmonijną całość, która obejmnuje wszystkie sfery bytów stworzonych. Właśnie zakresem swoim cuda Chrystusa Pana najdoskonalej świadczą, że ich sprawca nie jest, jak Mojżesz, posłańcem tylko Bożym, który wskazane mu zaledwie cuda może działać, ale zdradzają Pana wszech rzeczy, na którego skinienie milknie szalejąca burza, pod którego stopy ścielą się wody,- na jeden akt woli wraca życie w martwe członki, otwarte są tajniki serca ludzkiego, posłuszne wszystkie twory.
Nie było w tych cedach „chwiejności”, gdy naoczni świadkowie mówili: „czyni jako Władzę mający.” Wiem, że zawsze wracać tu będzie do myśli naszej przekonanie, że mogły jakieś tajemne naturalne siły być środkiem spełnienia cedów, ale wobec oczywistej prawdy. Powidzcie więc proszę, jaką drogą mógł Chrystus zdobyć tak wielką wiedzę, aby bez używania środków zewnętrzynch, jednym aktem woli, natychmiastowych dokonywał uzdrowień i wskrzeszał umarłych; wszak nie drogą studyów naukowych, bo na to są pozytywne dane, że nic nie studyował; nie – był to właśnie jeden z powodów wzgardy, którą żydzi otaczali Chrystusa, że on chciał być nauczycielem wszystkich, gdy całe życie wyłącznie ciesielstwu się oddawał. Jeżelil od kogokolwiek tę wiedzę zdobył, musiała ona wśród ludzi istnieć i przedtem , musiałby się znaleźć ślad wykonanych podobnych czynów. I szukano tych śladów; szukano w epoce prześladowań; i w czasach naszych każde odkrycie nowej biblioteki starożytnej ożywiło nadzieje racyonalistów, że się znajdzie grunt, do zaprzeczenia wszystkich cudów Chrystusa. Istonie w historyi znane jest nazwisko Apoloniusza z Tyany, który miał podobne cuda czanić, ale dzisiejsza nauka z całą bezwzględnością wykazała, że jest to tylko nazwisko przez Philostrata zmyślone dla przeciwdziałania szerzeniu się Chrystyanizmu. Jeżeli więc ani przed Chrystusem ani po Nim do naszych czasów nikt nie zdołał choćby w setnej części dokonywać przy pomocy przrody tych cudów, które spełnił Chrystus Pan – to już tak niesłychana w człowieku wiedza byłaby największym cudem.
Ale zastrzegłem z początku anuki, że miłość okaże się najlepszą bronią.
Znacie zapwene panujący na Wschodzie trąd. Na odosobnionej wysepce Malokai dziś jeszcze nieszczęśliwi, dotknięci tą straszną chorobą, z całą świadomością czekają na śmierć nieuchronną. Poniwolnie odrwani od rodziny, nigdy, nigdy nie mogą ujrzeć twarzy krewnych lub przjaciół, nigdy już w życiu nie będą oni dopuszczeni do towarzystwa ludzi niedotkniętych tą chorobą. Medycyna nie zna skutecznego lekarstwa. Cała Europa wielbiła bohaterstwo kapłana katolickiego, ojca Damiana, gdy dla nich zamieszkał na tej wysepce; pogł on jak dobry żołnirz na placu. Na jego miejsce zanlazło się wielu równie mężnych, aby mieść pociechę nieszczęśliwym i dzielić z nimi los okropny. Ale żaden z tych bohaterów nie zdołał usunąć tego nieszczęścia. Jakże twarde musiałby mieć serce, ktoby znalazł środek leczenia tej choroby, ukryłby go jednak przed światem! I cóż wiedzimy. Chrystus do trędowatych zbliża się bez obawy, leczy ich kednym rozkazem. Czyżby znał tajemniczą jakąś siłę przyrody dla natychmiastowego leczenia? Czemuż jej nie zostawił światu. Więc twierdzić będziemy, że nie miał chyba współczucia dla nieszczęśliwych. Ale patrzmy. Nie nad jedną On tylko Jerozolimą płakał; płakał i nad grobem Łazarza, zanim mu życie przwrócił; lecz pocóż to wspominać, kiedy wszystkie bez wyjątku, wszystkie cuda Pana Jezusa są aktami miłosierdzia i gdy w jednem zdaniu mamy objąć wszystką działalność Chrystusa, powtórzyć możemy te słowa Apostoła: „przeszedł dobrze czyniąc.” Nie, to nie było działanie tajemnych jakichś sił naturalnych; to dzieła wszechmocy Bożej na znak prawdziwości nauki Chrystusowej. Wśród cudów Chrystusa Pana jeden tylko znajdujemy groźny, zwrócony do drzewa figowego. Gdy na niem owoców nie znalazł przeklął je, a natychmiast uschło. Czyn to nie bezmyślny; jak we wszyskich cudach Chrystusa, oprócz zewnętrznego skutku wudzimy tu głęboką naukę; naukę bolesną przedewszystkim dla serca Jezusowego, gdy widział, że lud ukochany ulegnie strasznemu losowi, ponieważ nie chciał przjąć Zbawiciela. Przeklęctwo to nad ludem żydowiskim spełniło się oddawna; oby Bóg dał, aby nikt z nas nie zasługiwał na ten los, pełniąc wolę Bożą, miłując Pana Jezusa, który nas nieskończenie miłuje.