

Względem przedmiotu, o o którym mówi tytuł, bardziej niż w czemkolwiek spotykamy już z góry tak głębokie uprzedzenie, że zdaje się próżne jest wszelkie dowodzenie; tu bardziej niż kiedykolwiek widzimy wcielenie się tej zasady, o której wspomniałem na przeszłej nauce, że „szanować należy w milczeniu to, czego zaprzeczyć nie można ani wytłumaczyć w sposób naturalny”. W niejednem może sercu powstało pytanie, poco ten temat poruszać. A nawet tego zaprzeczyć nie można, że słabe jego udowodnienie może tylko słabić. Jeżeli miło nam słuchać o rzeczach mających wpływ bezpośredni na życie społeczne, roztrząsać kwestye przedstawiające prawdziwy interes dla szerokich kół naszego ogółu, to już trudno pojąć, co za interes może dla nas przedstawić dogmat zmartwychwstania Chrystusa Pana.
Na chwilę odstąpię od przedmiotu. Któż nie zna poematu „Boska komedya” Dantego. Jak wspaniały pomnik na pograniczu średniowiecza nie traci on dotychczas wielkości, ani uroku.
I cóż stanowi jego wielkość? Nietylko poetyczna forma oczywiście. Jest to ostatni wyraz najszczytniejszych wieków, jakie miała historya świata. Twierdzą krytycy, że jest to streszczenie filozofii i teologii scholastycznej. Wieki te, którym nadajemy nazwę „czasów wiary” – już dawno minęły. Ich miejsce zastąpiły „nasze czasy”, których wyborny wyraz znajdujemy w innym poemacie, nazwanym „Nieboską komedyą”.
Obok znakomitej charakterystyki dzisiejszego społeczeństwa w tych kilku wyrazach: „ręka przodków waszych umiała kierować sterem na wzburzonych falach; dzisiaj palce jak wosk miękkie; jakże żyjecie wy, bez sił na ziemi, bez nadziei w niebo, a łaknący złota”; obok głęboko zrozumianych możliwych wstrząśnień społecznych, cóż czytelnika najbardziej w tym poemacie uderza? Po strasznej walce jeden z bohaterów poematu – zwycięża, spostrzega w obłokacha postać śnieżnie białą, wspartą oburącz na krzyżu, w cirniowej koronie; zna tę postać doskonale, ale nie może znieść jego wzroku i pada martwy ze słowami Juliana Apostaty: „Galilee Vicisti.”
Poemat co do szczegółów jest poetycznem marzeniem; w swojej przewodniej myśli wypowiada niezmiernej doniosłości prawdę. Czy zważać będziemy na życie całych społeczeństw, czy na dzieje każdej jednostki, prawdziwie nieszczęśliwi jesteśmy, jeżeli nie przyświeca nam zwycięstwo Chrystusowe. Ale dla nas, chrześcian, to zwycięstwo Chrystusa nie jest wytworom płodnej fantazyi; my w to wierzymy; jest to kamień węgielny naszego istnienia, i bez tej wiary niema dla nas wartości życie całe. Dlatego właśnie najżywotniejszą kwesyą dla nas jest dogmat, o którym mówimy. W przedzień swej śmierci Pan Jezus powiedział: „Ujrzycie Syna Czlowieczego, siedzącego na prawicy mocy Bożej, i przychadzącego w obłokach niebieskich”. „ Ależ jeśli Chrystus nie powstał , mówi św.Paweł, próżna jest wiara wasza: próżne jest przepowiadanie nasze – znajdujemy się też fałszywymi świadkami Bożymi, iżeśmy świadzyli przeciw Bogu, że Chrystusa wzbudził…Lecz Chrystus zmartwychwstał, dodaje Apostoł narodów, pierwiastki tych, którzy zasnęli”. Więc patrzymy jakie mamy dowody prawdziwości tego cudu.
Przedewszystkim sam Pan Jesus przed śmiercią swoją już zapowiedział, że zmartwychwstanie. Wyraźnie nawet określił czas, kiedy tego cudu miał dokonać.
Kto chce oszukać, tak nie czyni, usuwa wszelką możność przeprowadzenia swoich planów. Już nieprzyjaciele Chrystusa, uprzedzeni w tym proroctwie, byli ze wszech miar baczni, aby niedopuścić jakiego podstępu:
A może wiedzieli dobrze o tej zapowiedzi Chrystusa wiemy i z Ewangelii; faryzeusze prosili o straż nad grobem, mówiąc: „Panie, wspomnieliśmy, iż on zwodziciel powiedział jeszcze żyjąc: po trzech dniach zmartwychwstanę – przeto rozkaż, aby strzeżono grobu aż do dnia trzeciego, aby snać nie przyszli uczniowie jego i ukradli i powiedzieli ludowi: „ powstał z martwych”. Wiemy to również i z Talmudu, który o tem wspomina w księdze Toldoth Jeschu. Pozwólcie, że tu uczynimy któtką wzmiankę o śmierci Pana Jezusa. Egzekutorami wyroku śmierci byli Rzymianie, a więc rzymskiego trzymali się prawa. Przed samą egzekucyą zwykle żołnierze biczowali skazanego, przyczem nie liczono razów, a niejednokrotnie w czasie tej tortury biczowany umierał. Musiało być srogie biczowanie Chrystusa Pana, gdy tym sposobem chciał Piłat zadowolić żądzę krwi w motłochu, i okazując Chrystusa mówił: „Oto człowiek.” Musiał upływ krwi wywołać wielkie już osłabienie, gdy podczas pochodu na Golgotę Chrystus upadł z osłabienia a żydzi kazali nieść krzyż za Jesusem Szymonowi Cyrenejczykowi. Upływ krwi z przebitych rąk i nóg na krzyżu: zaburzenia w krążrniu krwi wskutek pozycyi ciała, wywołane wskutek tego ataki sercowe, sprowadzały śmierć nieuchronną prędzej czy później. Po 6 godzinach męki Pan Jezus umarł. Jednakże prawo Rzymskie tak względem gladyatorów, zabitych na arenie, jako też względem ludzi ukrzyżowanych nakazywało stosować środek, który usuwał wszelką możliwość pozornej śmierci. Włócznią przebijano bok umarłego. Podobnie przebito bok Pana Jezusa, „a natychmiast wyszła krew i woda”, co już było nieomylnym znakiem śmierci; – ustała bowiem cyrkulacya krwi, gdy oddzielone były te dwie jej części: serum i placenta, t.j. surowica i skrzep krwi. Zresztą wystarczyłoby tu powtórzyć słowa Renana, że „wątpliwość wszelką usuwa obecność faryzeuszów i kapłanów żydowskich, którzy czuwali nad egzekucyą wyroku, a w ich interesie leżało starać się, aby śmierć była niezawodna”. Cóż widzimy dalej. Złożono ciło w wydrążonej skale, do której wejście zamykano olbrzymim kamieniem. Zatoczenie takiego kamienia wymaga wielkiej pracy, a obalenie kamienia z wewnątrz jest wprost niemożliwe. Znane jest zdanie jednego z żyjących biskupów, który zna tego rodzaju groby, zwiedzał bowiem Palestynę; mówi on, że gdyby wszystkich racyonalistów pomieszczono w takim grobie, jużby nie zdołali oni więcej oświcać blaskiem swego rozumu. Postawiono wartę rzymską, która składała się z 16 żołnierzy. Z Ewangelii znacie opis zmartwychwstania. Św. Mateusz opowiada, że żołnirze o świcie dnia 3-go przybiegli przestraszeni do miasta, i oznajmili przedniejszym kapłanom wszystko, co się stało. „A naradziwszy się, wiele pieniędzy dali żołnirzom, aby opowiadali, iż uczniowie jego w nocy przyszli i ukradli go, gdyśmy spali.”
Istotnie uznać musimy wyraźne zrządzenie Opatrzności Boskiej, że we wszystkich szczegółach cud zmartwychwstania tak dokonany został, iż niepodobna go zaprzeczać. Dlaczego raczej faryzeusze nie oskarżają żołnierzy przed Piłatem za to niedbalstwo; żołnierz pod karą śmierci nie mógł spać w czasie warty. Zresztą słusznie mówi św. Augustyn: „śpiących używacie świadków; jeżeli spali, cóż mogli widzieć; jeżeli nic nie widzieli, jakże mogli być świadkami”. Zapewne faryzeusze rozpoczną poszukiwania i prześladować będą uczniów, oskarżą ich o kradziesz ciała z pod warty, co również byłoby zbrodnią ciężką; patrzmy co czynią oni. „A wezwawszy ich zakazali, aby koniecznie nie mówili, ani uczyli w imię Jezusowe… a zagroziwszy wypuścili je”. Już tak dalece posunięta słabość względem uczniów w sprawie najwyższej wagi, grożącej im, faryzeuszom, ruiną wpływu wszelkiego, taka słabość ze strony goźnych wrogów zdradza najzupełniej ich wewnętrzne przekonanie.
Ale mamy silniejszy dowód.
Niezawodni e tego dowodu nie oczekujecie. Oto niedowiarstwo Apostołów; tak, Opatrznościowe niedowiarstwo Apostołów. Sami osądźcie, proszę, siełę tego dowodu; Piotr gotów niegdyś podzielić z Chrystusem mękę, wobec służącej arcykapłana wypiera się Chrystusa i przysięga, że Go nie zna; powtarza to raz, drugi i trzeci. Ale i wszyscy Apostołowie literalnie stwierdzają prawdę Pisma św.: „uderzę Pasterza a rozproszą się owieczki.” Już w całej Jerozolimierozbrzmiewała wiść o zmartwychwstaniu Chrystusa, gdy uczniowie Jego zamknięci w wieczerniuku, jak opowiada św. Jan, „dla bojaźni żydów” nie śmią pokazać się wśród własnych rodaków, a gdy i kobiety oznajmiają im, że widziały Chrystusa, nazywają te wieści szaleństwem, „deliramentum”; gdy już inni Apostołowie opowiadają, że widzieli Chrystusa, jeszcze temu nie wierzy Tomasz Apostoł. Lecz patrzmy dalej; nie polatach wielu, nie po upływie wielu miesięcy , ale po upływie niewielu dni po śmierci Jezusa ten sam Piotr, ciż sami Apostołowie stają się nie wobec motłochu który wołał „ukrzyżuj”ale stają wobec Synedryum żydowskiego i bez drżenia mówią: „niechże wam jawno będzie i wszystkiemu ludowi izraelskiemu,że przez Imię Pana N. Jezusa Chrystusa, któregoście ukrzyżowali, którego Bóg zbudził od umarłych. Przez tego tan stoi zdrowy… i nie masz w żadnem innem Zbawienia”. Gdy przełożeni zakazują im opowiadać naukę Chrystusa Pana, odpowiadają Apostołowie: „trzeba słuchać Boga raczej, aniżeli ludzi” ”; i jawnie i w Jerozolimie, której ulice nosiły jeszcze nieledwie krwawe ślady nóg Chrystusowych, „Wielką mocą Apostołowie opowiadali zmartwychwstanie Chrystusa Pana”. A mnóstwo było wierzących z pośród tych, którzy byli świadkami śmierci Pana Jezusa, choć mogli błąd wszelki wykryć.
Grożono Apostołom śmiercią, żaden przed śmiercią nie zadrżał; nie, wobec tej nawet groźby wypowiadają, że na nich ciąży jakby konieczność dawania świadectwa prawdzie: „nie możemy,nie, możemy cośmy słyszeli i widzieli nie mówić”. A tu już zbyteczna pytać, skąd płynęło męstwo Apostołów w dawaniu świadectwa o zmartwychwstaniu Chrystusa Pana: widzieli; i nie dość tego; własnymi rękoma dotykali ran Pana Jezusa; nie mogli nie stawać w obronie tego cudu, bo żyły setki ludzi, którzy Chrystusa zmartwychwstałego widzieli.
Św. Paweł wspomina w swych listach o wielu jeszcze podówczas żyjących naocznych świadkach; nie mogli ukryć tego cudu, bo najuczeńszy nawet z pośród żydów nienawróconych, Józef Flaviusz w dziele: „Antiquitates Judaicae” w ks. 18, pozostawia słynne dla świata świadectwo, że Chrystus dnia 3-go wstał z martwych i ukazał się wilu. Więc też bojaźliwi ci Apostołowie umierają w obronie prawdziwości zmartwychwstania Chrystusa Pana.
Tysiące męczenników krwią własną stwierdza ten dogmat.
Wobec oczywistości faktu musi umilnąć wszelkie zaprzeczenie.
Nieudowadnialiśmy Bóstwa Pana Jezusa, ale gdy zmartwychwstał prawdziwie, składa dowód, że od Boga pochodzi nauka, którą nam podał; gdy własną mocą zmartwychwstał, składa dowód, że jest Panem, któremu cześć i chwała na wieki wieków.