

Oczywiście, mówiąc o proroctwach, nie mamy na myśli objawień prywatnych. Nigdy ich Kościół za dowód prawdziwości religii chrześciańskiej nie stawiał i nikomu nie nakazuje, aby je przyjmował pod utratą zbawienia, choćby nawet je uznał, jako zgodne z zasadami wiary, jak objawienia św.Brygity, Mechtyldy.
O nich bynajmniej nie mówimy. Lecz nie podobna mówić i o właściwych proroctwach, dopóki nie dojdziemy do zgodnego poglądu na ich istotę. Prawda, że tu najodpowiedniej będzie posłuchać zdania człowieka, którego nikt nie posądzi o stronność. W dziele „De Divinatione” słynny klasyk powiada: „Co można przewidzieć za pomocą sztuki, albo potęgą umyłu, albo z apomocą rozumowania, nie jest proroctwem, ani do rzeczy boskich nie może być zaliczone, lecz jest owocem zdolności umysłu ludzkiego.” Na to zgadzamy się wszyscy niezawodnie, ale zapatrywania wielu ludzi na proroctwa tu się już kończą i wielu uważa zapewne dalszą dysputę za niepotrzebną. Poco proroctwa, poco przewidywanie rzeczy przyszłych przypisywać bezpośredniemu działaniu Boga, gdy je w tak naturalny sposób można wytłumaczyć. Wszak nawet księga Mądrości takie wygłasza zdanie: „a jeśli kto pożąda wielkiej umiejętności, wie przeszłe rzeczy i o przyszłych zdanie wygłasza…wie i przypadki czasów i wieków”. A wobec tej powagi śmiesznością byłoby twierdzić, że umysł ludzki nie jest zdolny przewidywać wypadki przyszłe, używając pewnych konjektur i wniosków.
W zakresie martwej natury człowiek przychodzi do pewnych rezultatów, przewiduje więc zaćmienia słońca, księżyca, biegi gwiazd, a nawet pewne zmiany meteotologiczne, choć ta nauka – dopiero w pieluchach. A cóż powiemy o historyi? Zasób doświadczeń całej przeszłości, jakby wyraz przekazany przez szeregi pokoleń i wieków ma w istocie tak wielką powagę, że za pewnik można przyjmować znaną zasadę: „Historya jest mistrzynią życia.”
Ale ta przyszłość pomimo panującej w dziejach jakiejś jednaj myśli przynosi tyle powikłań, że przewidzieć nie możemy wypadków nawet na czas dnia jednego. Nie, zdolność człowieka najpotężniejsza stoi zawsze wobec przyszłości, jak wspienione wały morskie wobec granitowych brzegów, na których Opatrzność wypisała słowa: „dotąd pójdziesz, a dalej nie postąpisz.” Czytaliście zapewne historyozoficzne poglądy Bossueta, Szlegla, Guizota; czem są one dzisiaj? Pomimo tysiąca podobnych umysłów głębokich i wymownych ust, które przekazywały ich myśli, – pomimo druku, który uwiecznia słowa ludzkie dobrze powiedziane, człowiek nie zdołał zbudować dla przyszłych pokoleń trwałego budynku prawdy. Systemy, określające przyszłość, leżą, jak wspaniałe kolumny; każdy następny pracownik przewraca je, nowe ryje na nich wyrocznie; człowiek poprawia człowieka, czasy nadchodzące zacierają przeszłe, ale wśród stosu tych kolumn niezachwianie wznosi się potężny gmach, który się zowie „Słowo Boże.” „Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą.”
Tak, nie odmawiamy umysłowi ludzkiemu możności przewidywania rzeczy przyszłych, ale , że użyję tu słów Orygenesa, „Wyłącznym to jest znakiem Boskiego słowa, iż zapowiada rzeczy przyszłe w sposób, który najzupełniej siły ludzkie przewyższa”; a więc zapowiada rzeczy przyszłe nie chwiejnie, ale z całą stanowczością, i to rzeczy zależne od wolnej woli człowieka, niedostępne dla najbystrzejszego nawet umysłu. Bo dla wszechwiedzy Bożej nie ma przyszłości zakrytej, ani przyszłowści; On ją stworzył i wszystkie rzeczy w oczach Bożych są jakby jedna chwila tereźniejszości.
Czy więc istnieją rzeczywiste proroctwa? Przedstawiciele cywilizacyi przedchrześciańskiej w złotej epoce Augusta wypowiadali najzupełniejszą pod tym względem niewiarę. Kwitły jeszcze w całej pełni wyrocznie w Dodonie, Delfach, Olympii, Klarosie, gdy Cyceron rzucił już światu głośne szyderstwo „miror quomodo non rederet haruspex haruspicem cum videret”. Dziwię się, jak może śmiech powstrzymać wieszcz, który wieszcza drugiego spotyka. Inny znowu pisarz, Lucian, żartobliwie pisał: „Apollo wyobraża sobie, że wie wszystko, ale naprawdę okłamuje on wszystkich, którzy go się radzą, dając odpowiedzi ciemne i dwuznaczne”, a nawet stoik Chryzyppus (-209), napisał dzieło w którem poszczególne wskazuje środki, używane przez wyrocznie pogańskie dla udzielania odpowiedzi, jakoby proroczej. Lecz nie o to nam idzie.
Zauważyć musimy, że już w tych szyderstwach uwydatnia się fakt niezmiernej wagi, fakt stwierdzony i przez inne źródła historyczne. Nietylko już słowa klasyka (Quintus), że „niema tak dzikiego ludu, któryby nie miał religii, a obok tego proroctw i ludzi, którzy je pojmują i wykładają,” – nietylko te słowa, ale bogate również owoce prac etnograficznych wskazują, że wiara w rzeczywistość proroctw jest powszechną odkąd ludzkość istnieje, wśród wszystkich narodów równolegle z religią. Znane jest zapewne to wyrażenie pewnego filozofa: „Gdzie jest proroctwo, tam Bóg, gdzie Bóg jest tam muszą być proroctwa”. Przyznajemy, że pogańskie narody nie miały prawdziwych proroctw. Jednak głos powszechny daje wskazówkę, że istnieją prawdziwe proroctwa.
Niegdyś Izajasz prorok z całą stanowczością do wszystkich pogan zwraca te słowa: „Powiedzcie, co się stanie w rpzyszłości, – a wiedzieć będziemy, że prawdziwi bogowie jesteście”. Istnienie więc fałszywych proroctw stanowi dowód niezachwiany istnienia proroctw rzeczywistych, które cechują jedną prawdziwą religię. „Ja jestem Bóg, a niemasz innego,- i nie jest mi równy, ja który opowiadam od początku rzeczy ostateczne… i te, które się jeszcze nie stały”.
Można jednak przypuszczać, że gdy poznamy, jakich warunków wymaga Rousseau, aby uwierzyć w proroctwa,- łatwiej uznamy ich rzeczywiste istnienie. „Trzech rzeczy mi potrzeba, mówi on: 1) świadków samego prorokowania. 2) świadków spełnienia proroctwa. 3) nakoniec tej pewności, że spełnienie proroctwa nie było wynikiem przypadku”. Prawda, że warunki postawione są zewszechmiar słuszne. A więc uważajmy. Właśnie te 3 warunki stanowią najwybitniejszą i wyłączną cechę proroctw, stwierdzających prawdziwość religii objawionej.
Czy są świadkowie wygłoszonych proroctw – niepotrzebujemy się pytać; wszystkie księgi Starego Testamentu są tego dowodem; a już żaden na świecie uczony wszystkich ksiąg nie odrzucał. A choćby odrzucał, w ich obronie, w obronie proroctw, stoi cały naród żydowski.
Szukamy świadków spełnienia się tych proroctw, ależ weźmy do rąk Ewangelie i wszystkie Ksiągi Nowego Testamentu; całe dzieło Zbawienia dokonane przez Chrystusa Pana jest wcieleniem tego, co w przeciągu 4,000 lat o Messyaszu powiedzieli prorocy. Może tu właśnie ktokolwiek pomyślał, że spełnienie się proroctw messyańskich jest bardzo problematyczne wobec niewiary żydów; i owszem, proszę uprzytomnić sobie tę niewiarę żydów w całej pełni; proszę pamiętać, że naród żydowski nie porzuca jeszcze i dziś wiary w przyjście Messyasza, a tę wiarę ceni wyżej nad życie samo i raczej prześladowania znosi, aniżeliby miał się jej zrzekać. Powtarzam, uprzytomnijcie sobie ten upór ludu Izraelskiego, bo tu w całej pełni można zastosować słowa Pascala: „Naród żydowski wskazałMessyasza całemu pogaństwu, przechowując proroctwa o nim w niskończoności, – nam zaś wskazuje prawdziwego Messyasza, – nie przajmując go pomimo widocznych dowodów Jego prawdziwości, bo ta niewiara, ten upór również były przepowiedziane”. Czytamy w Ewangelii św.Jana tę krótką uwagę: „A gdy tak wiele cudów czynił przed nimi nie uwierzyli weń, aby się wypełniła mowa Izajasza proroka, którą powiedział… zaślepił oczy ich i zatwardział serce ich, aby oczyma ni ewidzieli i sercem nie rozumieli”.
Lecz tu znowu spotykamy pewną trudność: komu mianowicie mogły służyć te proroctwa, jeżeli były tak dalece niezrozumiałe? Zamiast odpowiedzi wystarcyz uwaga, że wszystkie proroctwa Starego Testamentu nie są jakimś stosem rozmaitych przepowiedni bez związku, rzuconych bezładnie. Bynajmniej. Jak jutrzenka na niebie, która raduej twój wzrok żywemi barwy, uprzedza blaski zorzy, lecz powoli blednie przed promieniami zalewającymi coraz szersze kręgi firmamentu, aż w całej pełni zabłyśnie na horyzoncie tarcza słoneczna, podobnież pierwsze proroctwo o przyjściu dziewicy, która miała zetrzeć głowę węża, rozpoczyna ten szereg promieni żywych, zapowiadających przyjście Messyasza. Wszystkie one płyną z jednego źródła, do jednego zmierzają celu, rosną, pomnażają się, aż wypełnią całkowity obraz słońca spawiedliwości, o którym ostatni prorok Starego Zakonu Jan Chrzciciel pytał: „Tyś jest który miał przyjść, – czyli innego czekamy?” Wszystkie te proroctwa, które w Messyaszu zbiegały się jakby w punkcie centralnym stanowiły całość systematyczną, i tak jasną, że już w chwili Narodzenia Pana Jezusa – kapłani żydowscy wskazują Herodowi, kiedy i w którem miasteczku Palestyny miał się narodzić Messyasz; z jakiej miał pochodzić rodziny, jakie jego było przeznaczenie było na ziemi; wszystkie szczegóły życia i męki Chrystusa Pana znajdujemy odmalowane żywemi kolorami jeszcze w Starym Testamencie.
Widzimy więc, że proroctawa Starego Testamentu odpowiadają 2-on warunkom wymaganym przez racyonalistów: są świadakowie ich opwiedzenia; są świadkowie spełnienia się. W Chrystusie znajdują swe urzeczywistnienie i cały zakon i prorocy. W Tym, który dał nam to przykazanie miłość: „jako ja i Ojciec jedno jesteśmy, tak i wy jedno bądźcie.”
Czy odpowiadają trzeciemu warunkowi poznamy w przyszłej nauce.