

Dawno już Ojcowie Kościoła wypowiedzieli tę myśl, którą w naszych czasacha jako rzecz nową wygłosił światu Maupertuis w swoich badaniach filozoficznych. Jedna tylko religia chrześciańska ma ten szczególny przywilej, że fundamenta, na których spoczywa, bronione są przez najzagorzalszych wrogów tejże religii. Myśl to bardzo dawna. Gdy niegdyś Porfiryusz, filozof pogański, zarzucał chrześcianom, że niepotrzebnie powołują się na proroctwa Messyańskie, gdyż musiały one być napisane post factum a na dowód twierdzenia swego wskazywał nazbyt wielką ich jasność, obrońcy chrześciaństwa mogli ze spokojem odpowiedzieć: „co nas pytasz, zapytaj żydów – oni odpowiedzą, czy proroctwa są autentyczne.” I dzisiaj ni epotrzebujemy innej szukać odpowiedzi na twierdzenia Straussa, że proroctwa pisane były po spełnieniu zapowiedzianych faktów. Wobec istnienia narodu żydowskiego nidt niegdy szczerze nie wierzył w słuszność twierdzeń czy Porfiryusza, czy Straussa. Natomiast Judaizm i naród żydowski oddają religii chrześciańskiej nierównie większe usługi. Gdy chcemy badać podstawy, na których wspiera się wiara w messyański charakter Chrystusa, ich właśnie pytajmy; pytajmy czy już minął wskazany przez proroków czas przyjścia Messyasza, bo ich odpowiedź padnego nie budzi podejrzenia. Twierdzącą dadzą odpowiedź; przeczyć nie mogą; historya stoi w obronie prawdy. Co miały znaczyć słowa Jakóba Patryarchy: „Nie odejdzie brło od Judy, aż przyjdzie, który ma być posłan, a on będzie oczekiwaniem wszystkich narodów.” Wszak prawda, że berło mogło oznaczać tylko władzę królewską jednago z członków pokolenia Judy nad Izraelem; takie jest w rzeczy samej znaczenie tego proroctwa. A czyż nie pamiętacie tego okrzyku żydów, gdy Chrystus związany stał przed Piłatem: „nie mamy innego króla – jedno Cezara.” O tak, ludu żydowski, wyznałeś, że „odeszło berło od Judy;” już Cezar, pogromca Pompeiusza pod Tarsalą ( w 48-ym rku przed Chrystusem, księcia obcego narodowi żydowskiemu, a syn Antypatra Herod I, jako król Judzki, umieścił nad główną bramą świątyni Jerozolimskiej złotego orła, godło panowania Rzymu.
Nie mogą zaprzeczyć spelniania się czasu przyjścia Messyasza, gdy inne proroctwo, Daniela, z drobiazgową dokładnością, wskazuje rok przyjścia Messyasza. Daniel wylicza, że od wydania rozkazu przez królów Perskich, aby naród żydowski powrócił z niewoli, do przyjścia Messyasza ma upłynąć 69 tygodni lat, gdyż żydzi w ten sposób obliczali niektóre epoki czasu. I w rzeczy samej dekret Artaxerxesa Lingimana wydany został w 299 toku od założenia Rzymu – a właśnie – po 69 tygodniach lat od chwili wydania tego dekretu, czyli po upływie 483 lat, Jan św.wobec tłumów ludu nad wodami Jordanu wskazywał na Jezusa, mówiąc: „Oto Baranek Boży, oto który gładzi grzechy świata.” A czyżby kto przeczył jasności teg proroctwa, Bóg rozstrzygnął wszelką wątpliwość i wszelkim zarzutom zamknął drogę, bo rzuca się w oczy spełnienie końcowej części proroctwa Danielowego: „będzie zabit Chrystus,- a nie będzie ludem jego, który się go zaprze; a miasdto i świątynie skazi lud z wodzem, który przyjdzie a koniec jego spustoszenie,- i będzie w kościele obrzydłość spustorzenia i aż do skończenia…będzie trwać spustoszenie”. Muszą przyznać, że minął peryod przyjścia Messyasza, skoro Aggeusz prorok zapowiedział, iż Messyasz miał swoją becnością uświetnić świątynię Jerozolimską odbudowaną przez Zorobabela; nieprzyjacielki oręż zamienił nazawsze tę świątynię w gruzy.
Muszą więc uczeni żydowscy na nasze pytanie dać twierdzącą odpowiedź: Tak, czas przyjścia Messyasza już minął-
Gdy zaś pytać ich będziemy dalej, czy spełniły się w Chrystusie Panu proroctwa Messyańskie, – przeczą stanowczo i nie wskazują innego Messyasza; lecz tu właśnie oni sami wraz z ludem żydowskim nieśmiertelnym stają się dowodem, stwierdzającym prawdę naszej religii, a zaraz to zrozumiemy.
Pamiętacie, że w Starym Testamencie Messyasza nazywają prorokiem wielkim. Chrystus proroctwami ogarnął i swoją własną przyszłość na ziemi, i szybkość rozszerzenia się nauki chrześciańskiej i trwałość Kościoła i losy narodu żydowskiego, i los uczniów swoich, wskazując jednym śmierć męczeńską; Janowi św.śmierć naturalną – wówczas, gdy wszędzie lały się strumienie krwi chrześciańskiej.
Ale pomijam te proroctwa, których spełnienie stwierdza tylko historya; patrzmy raczej na te, które się pełnią w naszych oczach.
Gdy poraz ostatni Chrystus zbliżał się do Jerozolimy, nic nie zapowiadało upadku królestwa Judzkiego. Już dawno przebrzmiały bolesne jęki, które Jeremiasz niegdyś wylewał w słynnych trenach nad gruzami Jerozolimy; straciła już dla żydów znaczenie rzewna modlitwa, którą wówczas wypowiadał: „Dziedzictwo nasze obróciło się do cudzych – domy nasze do obcych. Sierotami zostaliśmy bez Ojca, – matki nasze jako wdowy. Ojcowie nasi zgrzeszyli a niemasz ich, a myśmy nieprawości ich nosili. Dlatego stało się smętne serce nasze, dlatego zaćmiły się oczy nasze”.
Już te pienia radosne, których lud śpiewać nie chciał w niewoli wobec obcych, ale zawiesiwszy swe cytry na drzewach, pałkał nad wodami Babilońskiej ziemi, rozbrzmiewały wśród murów radosnej Jerozolimy; dźwięki, w tysiącznych echach napełniały wspaniałe krużganki świątyni. Jej mury białe, w złociste przybrane ozdoby, kąpały się w blaskach słonecznych i wałczyły zda się o pierwszeństwo z urokiem krajobrazu wschodniego; i podziwiali jej pięności Apostołowie, towarzyszący Chrystusowi Panu. I „gdy niektórzy opowiadali o kościele, iż był pięknym, kamieniami i pomnikami ozdobiony, rzekł (Chrystus): „Z tego, na co patrzycie, przyjdą dni, w które nie będzie zostawion kamień na kamieniu, któryby nie był rozwalon”. Następnie wskazuje czas spełnienia się proroctwa: „Gdy ujrzycie Jeruzalem wojskiem otoczone, tedy wiedźcie, że cię dni i obtoczą cię nieprzyjaciele twoi wałem i oblegą cię i ścisną cię zewsząd” „i obalą syny twoje” i „polegną aszczęką miecza i zapędzą je w niewolę między narody. A Jeruzalem będzie deptane od poganów, aż się wypełnią czasy poganów”.
I cóż? Nadeszły szczęśliwe czasy Agryppy, ale minęły szybko, jak blask meteoru na niebie; w przeciągu lat 40, wówczas kiedy w Rzymie pożar zamieniał w popiół świątynię Jowisza Kapitolińskiego, – ten symbol ginącego pogaństwa, jednocześnie wśród rozpaczliwej walki, z krociami bohaterskich obrońców, gorzał w obliczu wojsk Tytusa kościół Jerozolimski, aby się nigdy nie podnieść.
Proroctwo Chrystusowe spełniło się co do słowa. 1,000,000 żydów legło w czasie wej wojny, i obok muru, który otacza miasto, wznosił się istny las krzyżów; na nich widziano codziennie po 500 jeńców z obozu żydowskiego; 50,000 synów Izraela szło przed rydwanem tryumfatora w Rzymie, reszta oddana do niewoli w różnych krajach; i tylko stojący dotychczasowo olbrzymi łuk tryumfalny, na którym wyryte są wyobrażenia przedmiotów kościelnych, świadczy o świątyni Jerozolimskiej. Może kto powie, że nie jest pewna autentyczność tego proroctwa, ale inny fakt historyczny stoi w jego obronie; jest to pewnem, że chrześcianie, mieszkający w Jerozolimie, widia zbliżanie się wojsk Tytusa, właśnie wskutek proroctwa Chrystusa Pana tłumnie opuścili miasto i skryli się do Pelli, kolonii Greckiej za Jordanem.
Jakaż potęga umysłu przewidzieć mogła tak dokładnie koniec Jerozolimy, a zwłaszcza świątyni, gdy Rzymianie zazwyczaj oszczędzali wielkie miasta i świątynie, a nadto Józef Flawiusz, naoczny świadek tego oblężenia, wskazuje, że rada wojenna w przeddzień ostatecznego ataku postanowiła zachować świątynię i tylko samowola jednego żołnierza rzymskiego sprowadziła pożar świątyni.
O! dawno już rozumiano potęgę tego proroctwa, jako dowodu prawdziwości religii chrześciańskiej. W chwili, kiedy dla żydów stało się jakby wrodzoną namiętnością pragnienie powrotu do ojczystego Syonu, Julian Apostata postanowił wobec całego świata zadać kłam temu proroctwu o zburzeniu Jerozolimy, iż kamień na kamieniu nie zostanie z daine świątyni.
Zadrżały serca chrześcian, gdy potężny Cezar ogłosił wyrok odbudowania świątyni Jerozolimskiej.
Św. Cyryll, biskup tego miasta, spokojnie powtarzał: “Teraz w całej pełni okaże się, iż nie pozostanie kamień na kamieniu”. Lecz nie chcę tego faktu opowiadać własnemi słowy; niech mówi Gibbon, a wiecie, że w swojem dziele on ni ejest przychylny Kościołowi: “Lud cały wykonywał rozza cesarski z zapałem; ukuto rydle srebrne, noszono gruzy w płaszczach purpurowych. Nagle zaczęły wyskakiwać z ziemi kule ogniste i ogarniały robotników ogniem i dymem; – uciekł kto mógł; zbiegło się całe miasto, – ponawiano ustawicznie usiłowania, lecz w oczach mieszkańców ogień zburzył roboty. Chrześcianie upadali na kolana. Żydzi wydawali okrzyki przerażenia i rozpaczy. Odbudowanie świątyni okazałoo się niemożliwem. A chociaż wydaje się dziwnem, wszelakko potwierdza te fakta przyjaciel Juliana Apostaty – Ammian Marcellinus. Podczas, kiedy Alipiusz, powiada on, wespół z Rządcą prowincyi naglił prace z zapałem, straszliwe kule ogniste wypadały z fundamentów, rozpraszały robotników, raniąc ich i niedopuszczając ich do miejsca, a gdy te ognie zwycięskie powtarzały się bezustannie z uporem, rażąc robotników, jak gdyby postanowiły niedopuścić tej pracy, musiano zaniechać przedsięwzięcia” .
Toż samo zdarzenie oprócz wielu OJców Kościoła, opisali Rufin, Teodoret, Philostorg.
Zdaje się to aż nadto wymownem. Prawda, nie widzimy tych ruin, ale wśród nas meszka lud nieszczęśliwy, spełniając ustawicznie proroctwo naszego Mistrza. Przeciwko naturalnemu biegowi rzeczy – w przeciągu 19 wieków nie został on nigdzie pochłonięty przez miejscową ludność – nigdy pochłonięty nie będzie, musi pozostać w stanie rozproszenia, i idzie jak cień za krzyżem wszędzie gdziekolwiek się on wznosi, milczący, ale zarazem nader wymowny świadek prawdziwości historyi ewangelicznej, świadcząc bezwiednie, że Chrystus jest prawdziwym Messyaszem. Uwierzą w Jego Bóstwo kiedyś, a będzie jedna owczarnia i jeden pasterz.