

W starożytności na jednej ze świątyń greckich widniał tan napis: „ Znaj siebie samego”. Ceniono dawniej to zdanie. Dziś bardziej cenimy „znajomość ludzi”, „znajomość świata”, jednocześnie panuje w świecie ubóstwienie człowieka; tak przynajmniej świadczą głośni współcześni myśliciele: Pesch, Weiss, S. Jour, Bougau, i inni; i temu nie przeczymy, jakkolwiek przy głębszej rozwadze musimy przyznać, że właściwie świat nazbyt mało ceni człowieka, poniży go, nawet go nie zna;- a w naszych chrześcijańskich krajach bardziej, niż w pogańskiej Grecji, przydałoby się hasło: „ Człowieku, poznaj godność swoją”. Czy to twierdzenie słuszne, zaraz zobaczymy.
Znawcy w dziedzinie sztuki, wielbiciele malarstwa, rzeźby, poezji, jednomyślnie głoszą, że nic piękniejszego nie może być nad człowieka wśród rzeczy widzialnych; tak mówiono w starożytności,- tak mówią dzisiaj; i w pogańskiej starożytności i dzisiaj poważna część estetyków ma na myśli prawie wyłącznie zewnętrzną piękność człowieka. O tym świadczą wszystkie galerie obrazów i rzeźb. Marna to jednak piękność, jeżeli w rzeczywistości po pewnym przeciągu czasu w proch się rozsypuje;- i gdy potrącam kość, leżącą na ziemi, mimowoli pytam czy to nie ludzka,- bo ten jest koniec zewnętrznej piękności człowieka. Pod względem cielesnym człowiek od wielu zwierząt słabszy, drży nawet przed jadowitym owadem, pełen nędzy i bezbronny prowadzić musi ciągłą walkę ze śmiercią. „Który wychodzi jako kwiat i skruszony bywa, a ucieka jako cień i nigdy nie trwa w tymże stanie”.
Wszakże ta istota słaba co do sił swoich fizycznych, posiada jakąś potęgę, którą umie ujarzmić nietylko wszystkie zwierzęta, ale nawet w swą moc podbija martwe siły przyrody. Psalm 44 z całą prostotą wskauje źródło tej potęgi:” Wszystka chwała tej córki królewskiej wewnątrz”. Nie pewna więc tylko cząstka, ale wszystka chwała człowieka, wszystko, co w nim dobrego widzimy, co z człowieka czyni potęgę,- spoczywa w jego duszy. Jej mocą mierzy człowiek przestwory wszechświata, odkrywa prawa przyrody, zamienia morza na wygodną drogę, rządzi nawet milionami ludzi. Nie poruszamy tu kwestji duchowości duszy. Dosyć jest uznać ten wniosek, na który musimy się zgodzić, że władzami swej duszy człowiek stoi nieskończenie wyżej ponad świat zwierzęcy. Znasz pewno zadanie rozumu i woli. Z istoty swej – rozum ma spełnić dwa główne zadania: przede wszystkim dążyć do posiadania prawdy, następnie panować nad zwierzęcymi skłonnościami swymi,- aby torować drogę prawdzie; taki porządek założył Stwórca, gdy rzekł: „ Pod tabą będzie pażądliwość jego (ciała), a ty nad nią panować będziesz”. To też rozum działa w duszy człowieka jak prawodawca. Prawa, które on dyktuje muszą być bardzo wyraźne, skoro Kant, szukając podstaw do utworzenia moralności niezależnej mógł się wyrazić, że „ Ten jest najpierwszy warunek życia cnotliwego, aby sam człowiek był dla siebie prawodawcą”. Mylił się on, gdy sądził, że rozum chłowieka jest niezależnym twórcą praw naturalnych, ale tego nikt nie przeczy, że przez rozum ludzki Najwyższy Prawodawca przemawia. Stąd też jeżeli ogół ludzi jednomyślnie uznaje rzecz jakąś za prawdę lub prawo,- tak, że pod tym względem nie różnią się ludzie ani z głębokiej starożytności, ani współcześni, będzie to głos zdrowego rozumu, będzie to prawo, ręką Stwórcy zaszczepione w duszy człowieka; w tym znaczeniu jako aksyomat uznano słowa: „ Communis vox, naturae lex putanda”. Lud nasz trafniej się wyryża, gdy nazywa ten głos „ głosem Bożym”, oczywiście nie bezpośrednim, ale zawartym w prawie naturalnym. O drugiej władzy, o woli człowieka, nie będziemy tu mówili. Jakkolwiek bowiem niektórzy filozofowie bardzo podnoszą znaczenie tej władzy, szczególniej wolność woli, jakkolwiek ona najbardziej stanowi o szczęściu człowieka, bo przeznaczona do miłości prawdziwego dobra, jego posiadaniem nasyca całą istotę człowieka, jednakże jej głównym zadaniem – być posłuszną rozumowi,- a zatem i Najwyższej Mądrości – Bogu. Dotychczas zapewne nie spostrzegłeś tej godności człowieka, którą miał wykazać niniejszy artykuł. Niezawodnie, bo przytoczone dotychczas cechy bynajmniej nie obejmują całej wartości człowieka.
W chwili stworzenia nadał Bóg temu najdoskonalszemu tworowi rys pewien, wynoszący go ponad wszystko, co o godności ludzkiej mogliśmy dotychczas powiedzieć. „ Uczyńmy człowieka na obraz i podobieństwo nasze”. Stojąc przed Areopagiem w Atenach, św.Paweł przytaczał słowa dwóch greckich poetów: Aratusa i Kleanta: „ Bożym rodzajem jesteśmy”, jakby chciał nam wszyskim pozostawić niezwalczony dowód, że nawet w duszy poganina rozlega się głos, świadczący o Boskim początku człowieka. Jakkolwiek nie wypada przytaczać tu całego szeregu pogańskich filozofów, którzy równie zwracali na to uwagę, że człowiek jest obrazem Bożym, jednak przykład Apostoła narodów upoważnie do przytoczenia przynajmniej słów Platona, które zersztą naprawdę godne są ust chrześcijanina: „ Dziwna zachodzi tu sprzeczność; co nas najbardziej od zwierząt wyróżnia i co poczytujemy przede wszystkim za swoją wyłączną własność, jest to odbicie Bożej natury, które w sobie nosimy”. Krótko i najdokładniej wskazał św. Augustyn na czym zasadza się ten obraz Boży w człowieku: „ Jakkolwiek cała przyroda nosi na sobie ślady rąk Bożych, mówi ten Doktor Kościoła, a przeto wszystkie twory są stopniami drabiny, która do Stwórcy prowadzi, ale dla nas przede wszystkim Bóg zachował ten zaszczyt, że nosimy najdoskonalszy Jego obraz w sobie, gdy rozemem poznać możemy we wszystkich rzeczach działanie Stwórcy, Jego wolę, Jego myśl, gdy przez wolę swoją sami do Niego dążyć możemy; gdy przez łaskę – możemy urzeczywistnić połączenie się nasze z Najwyższym dobrem”.
A już nie zdołamy ocenić czym jest człowiek, gdy zważymy wyniesienie go do stanu nadnaturalnego. O tym zresztą pomówimy cokolwiek później.
Przypuszczam, że dotychczasowe uwagi nie wszystkich zadawalają; nie mówię o tych, którzy choć w pewnej mierze są spadkobiercami charakteru i sposobu myślenia „ Płoszowskiego”, ci niech czynią swoje uwagi po przeczytaniu wszystkich nauk. Inni w treści tej rozprawy nie widzą nic nowego, a więc – i jej celu. Po co to? Czegoż się nauczymy z tego wykładu o godności człowieka. Pozwólcie, że podam nie swoją własną odpowiedź, – ale słowa św. Bernarda: „ Chcę, powiada on, aby dusza znała przede wszyskim samą sibie…bo taka wiedza nie nadyma, ale upokarza, bo nic tak dalece jej nie upokorzy, jak poznanie siebie samej; niech sobie tylko nie schlebia, niech się nie odwraca od siebie, niech będzie dla siebie szczerą, a znajdzie stek nędzy wszelkiej”. Rzeczywiście odpowiedź nieoczekiwana wobec tej godności człowieka, którą staraliśmy się poznać. Większe jeszcze podziwienie może się zrodzić, gdy słyszymy z ust Chrystusa Pana: „ Kto chce iść za mną, niech zaprze sam siebie”. Czyż więc mamy wyrzec się i zaprzeczyć tej godności, o której znowu Pismo św. mówi: „ Cóż jest człowiek,…uczyniłeś go mało mniejszym od Aniołów, chwałą i czcią ukoronowałeś go… podałeś wszystko pod nogi jego”. Pozostaną jednak prawdą słowa św. Bernarda, – i tu znajdujemy okazję odsłonięcia nowej strony rzeczywistej wartości człowieka. „ Kto dziś nie może poznać prawie namacalnie ubóstwa rozumu ludzkiego? Ciemności te jednak, które ogarniają nasz umysł, nie pozostają w stanie biernym; one, jak wszelkie błąd, z natury swojej prowadzą walkę wstępną przeciwko prawdzie. Kto z nas nie pracował nad poskromieniem namiętności? I one nie spocywają; według słów św. Ambrożego są one jak rozszalałe konie, które cię uniosą, jeżli choćby na chwilę czuwać przestaniesz”. Zrozumiałe – słowa św. Pawła: “ Nie co dobrego chcę, to czynię, ale złe, którego nie nienawidzę, ono czynię…znajduję tedy zakon, gdy ja chcę czynić dobrze… Lecz widzę inszy zakon w członkach moich, sprzeciwiający się zakonowi umysłu mojego”. Ciemne to strony naszej istności.
Jak srebrzysta i jaśniejąca blaskiem słońca powierzchnia morza podczas burzy czarną się staje i z łoskotem tocza swe wały, aby tytaniczną siłąą szarpać skaliste brzegi,- podobnież od chwili pierwszego grzechu nie ma w naturze człowieka pokoju, ale walka, która cechuje już nieodłącznie życie ludzkie. „ Bojowaniem jest żywot człowieka na ziemi”, i biada temu, kto nie walczy, bo musi to być najstraszniejsza kara, jaką Bóg grozi człowiekowi, gdy czcicielom fałszywych bóstw ją naznacza: „ podał je Bóg pożądliwościom serca ich”.
Może spotkam się z nowym zaprzeczeniem: dziwna to zaprawdę, aby tak straszna walka toczyła się w duszy człowieka, chociaż gdzie jest ona, nie wiemy; człek żyje spokojnie, spełnia co do neigo należy, a że się czasem rozdrażni, to mija szybko i znowu dobrze. O, dzięki Bogu, jeżeli ten wasz pokój płynie z błogosławieństwa, które Chrystus udzielił, gdy do uczniów swych mówił: „ Pokój wam”; – jeżeli pokój ten płynie z czystości sumienia waszego i z łaski Bożej. Ale tego pokoju bywa inna przyczyna. Zdrowe ciało musi czuć ból, gdy jest ranione; uschłe lub zgniłe – nie czuje; podobnież dzieje się w człowieku; walki przeciwko namiętnościom nie ma tam, gdzie one panują zupełnie, albo gdzie jest zupełne zwycięstwo łaski. Tej walki nie zaszczepił Stwórca w naturze człowieka, bo ona z jego rąk wyszła piękna; nie przniósł jej Chrystus, pinieważ istniała już przedtem; grzech – jej przyczyną. Walcząc z sobą, ma człowiek odbudowywać pierwotną godność swoją; ma nadto odzystać łaskę straconą, i tego żąda Chrystus, gdy mąwi: „ Kto chce za mną iść, niech się zaprze sam siebie”; to znaczy: niech zwalcza ustwicznie skłonności do złego,- następnie
„ i naśladuje mnie”, bo Chrystus prócz Bóstwa swego jest najwyższym ideałem człowieka. Streszczam te uwagi. Nie ma człowiek przeceniać wartości ciała. Rozum ma służyć do poznania prawdy; ma nadto panować w całej istocie człowieka, aby utorować drogę prawdzie. Ma człowiek na koniec pielęnować w sobie i bronić od skazy żywy obraz Boży, który w nim Pan Bóg złożył.