

Jeżeli 40 wieków życia ludzkości nosiło w swem łonie nadzieje przyjścia szczęśliwej epoki panowania Messyasza, jeżeli Tacyt i Swetoniusz świadczą, że wszystkie narody ziemi oczekiwały ze wschodu władcy, który przywróci błogie dni wieku Saturna, zapowiedziane w Sybillijskich przepowiedniach:
„Jam redit et virgo, redeunt Saturnia regna; Jam nova progenies coelo demittitur alto”, jepeli w Chrystusie uznajemy „oczekiwanego przez wszystkie narody,” więc już istniało i musi istnieć królestwo, równie trawałe, ogromne a potężne i powszechne, jak wielkie były czasy, które go oczekiwały, jak żywe były nadzieje pokoleń ludzkich.
I gdzież je znaleźć możemy?
Historya wskazje Chrystusa Pana. I rzeczywiście od stajenki betleemskiej, do której gwiazda prowadziła Magów, jako do miejsca narodzenia oczekiwanego Władcy, aż do drzewa krzyżowego, na którem czytano napis: „Jesus Nasarenus, Rex Judaeorum,” Chrystus całem życiem stwierdza swój królewski charakter i wobec Pancyusza Piłata, na Jego pytanie: „czy Ty jesteś królem?” odpowiada: „Tak, Tyś powiedział.” On Sam, jako „Bóg miłowany i czczony jako Bóg” jest kamieniem węgielnym społeczeństwa powszechnego, które ufundował. Chrystus Pan wysyła uczniów z rozkazem, aby opowiadali wszystkim, że „przybliżyło się królestwo Boże”.
Lecz znowu pewien badacz dziejów żydowskich wskazje, że Chrystus Pan sam nie określił ściśle, jakie ma być Jego królestwo; raz podobnem je czyni do królestwa, zapowiedzianego przez proroka Daniela, to znowu wyraźnie powiada, że panować będzie nad sercami ludzi. Daniel przedstawił messyańskie królestwo, jako monarchię potężną, która niezupełnie zdawała się godzić z cichem panowaniem Chrystusa w sercach Jego wyznawców. Ależ spotkamy twierdzenia, że już po śmierci Chrystusa Pana, gdy omyliły nadzieje założenia przezeń królestwa doczesnego, uczniowie Jego odnośne proroctwa Starego Testamentu tłumaczyć zaczęli w sposób allegoryczny; nawet takie głoszą niektórzy teorye, zapominając, że sam Pan Jezus powiedział: „Królestwo moje nie jest z tego świata.” Wszelkie jednak wątpliwości usuwa sprawdzenie samego tekstu proroctwa Daniela. Daniel prorok mówi, że wzbudzi Bóg królestwo, 1) które na wieki się nie rozproszy, 2) które skruszy wszystkie inne królestwa, a samo stać będzie na wieki; 3) to królestwo nie mam być poddane innemu narodowi, lecz jemu poddadzą się wszyscy monarchowie ziemi i wszystkie ludy służyć mu będą.
Tak, w widzieniu proroczem Daniela królestwo messyańskie w olbrzymich przedstawia się ksztłtach, ale któż nie spostrzega, że tu Daniel bynajmniej nie mówi o monarchii orężnej – jak assyryjska, babilońska, perska, rzymska, które choć kolosalne, runęły spełniwszy swe zadanie na ziemi. Któreż zresztą królestwo może być wiecznem, jeżeli zawsze jakiś koniec leży w istocie wszystkich rzeczy doczesnych? Któż nie widzi, że królestwo, wskazane przez Daniela, stanowi zupełny kontrast z każdem innem królwstwem na ziemi? I gdy w innem miejscu Daniel opisuje, że duchem proroczym widział zstępującego w obłoku niebieskim Syna człowieczego, któremu Bóg dał cześć i królestwo, któremu wszystkie narody i pokolenia służyć będą, że to królestwo ma być dane „ludowi świętych, Pana Najwyższego”, któż z nas nie rozumie, że tu Daniel wskazał wprost Chrystusa i Jego słodkie, łagodne panowanie w sercach wiernych sług Jego?
Tak, królestwo messyańskie nawet według proroka Daniela nie jest monarchią zewnętrzną.
Jeżeli zaś Chrystus Pan oświadcza: „Królestwo moje nie jest z tego świata, gdyby z tego świata było, uczniowie moi walczyliby za mnie, abym nie był oddany w ręce żydów,” a uczniowie Jego powtarzają tęż zasadę: „arma militiae nostrae non carnalia sunt,” bynajmniej tym sposobem nie zaprzecza proroctwa Danielowego. Owszem, śmiało twierdzić możemy, że najwspanialsze obrazy, stawiane przez proroków Starego Zakonu o monarchii Messyańskiej, którą zapowiadał Daniel, są tylko mgłą świetlaną, ale nie zdołają uwydatnić całej potęgi królestwa Chrystusowego.
Zaraz to zrozumiemy.
Przypuszczając, że mowa tu o wyłącznem panowaniu Chrystusa w duszach ludzkich, stawiać będziemy zapwene to panowanie z nicością na równi. W odpowiedzi wystarczyćby mogło nadspodziewanie szeczere wyznanie Renana: „Idea Królestwa Bożego pozostanie nazawsze najwznioślejszym wyrazem postępu ludzkości. Nie należy lekceważyć tem fantastycznem pozornie królestwem; dążenie do miasdta świętego, które opisuje Apokalipsa, napełnia duszę prawego chrześcianina atletyczną siłą. Wszystkie dzisiejsze przewroty i teorye, dążąc do niemożliwego t.j. do zapewnienia bezwzględnej szczęśliwości na ziemi na gruncie materyalistycznym, przy użyciu środków ekonomicznych, zawsze bezpłodne będą, aż przyjmą za regułę przewodnią ducha Jezusowej nauki, aż rządzić się poczną absolutnym idealizmem, zasadą przewodnią Chrystyanizmu, iż chcąc posiąść ziemię, trzeba się jej wyrzec, dla ojczyzny pozagrobowej”.
Więc, powiadam, dla tych, którzy panowanie Chrystusa nad ludźmi uważają za czczą chimerę, – wystarczyłyby w odpowiedzi te słowa Renana; lecz na tem nie możemy poprzestać; musimy zaznaczyć, że ci ludzie najzupełniej błądzą. Pomijam, że niemasz wspaniałszej dziedziny nad serca ludzkie, których cały świat zapełnić nie zdoła, większego panowania nad królestwo dusz ludzkich. „żadna monarchia na ziemi ni eosiąga tej władzy najwyższej; prawda, oręż zewnętrzny przytłumia zewnętrzne objawy myśli, ale nie sięga do głębi serca, tam, gdzie każdy człowiek chce być dla siebie panem i sferę wpływu rozszerzyć na innych. Żaden uczony nie zdobył tego panowania w dziedzinie ducha; każdy z jego uczniów słuchał z uwielbieniem mistrza swojego dotąd, aż uczuł w serm wnętrzu myśl dosyć dojrzałą, aby zająć mistrza miejsce, zwalczać jego systemat”. Nie, nawet herezye, których pociągającą stroną jest zawsze niekrępowanie sądu człowieka o rzeczach wiary, nie zdołają osiągnąć tego panowania.
A proszę, cóż nam dziś mówią, – że tu użyję słów pewnego pisarza, – cóż powie nam wiek dzisiejszy, nie pewien dróg swoich; czegóż domaga się od Chrystusa? Rozluźnienia pewnych węzłów, rozszerzenia granic, postawinych przez dawną karność kościelną; domaga się jakby rewizyi praw ewangelicznych; lecz Chrystus śmieje się z tych ułomnych życzeń, które nie płyną z zupełnego posłuszeństwa; pomiędzy nami a Nim niemasz nic pośredniego; albo człowiek równy upadłym aniołom w pysze som sobie króluje, albo wyrzec się musi własnego ja, aby mógł z Pawłem św. Powiedzieć: „żyję ja już nie ja, – ale żyje we mnie Chrystus.”
I cóż powiecie; wszak prawda, zdobycie tak obsolutnego panowania jest trudniejsze nad wszelką moc zewnętrzną.
Chrystus Pan „położon jest na upadek wielu w Izraelu,” ale od 19 wieków, już bezwzględnie Jego panowanie przeszło granice państw, niepowstrzymane pasmami gór niebotycznych, dosiągło poza obszary oceanów, objęło niezliczone miliony dusz; w nich jedno serce, jedna myśl, jedno pragnienie, taż sama modlitwa choć we wszystkich językach mówiona, bo jeden ich król, król umysłów, serc, dusz!!
Pewien podróżny tak opisuje swoje wrażenia: „Z drżącym sercem wchodziłem przez wrota Flamińskie do tego miasta, które opanowało swym orężem świat cały i nim rządziło przez swoje prawa. Biegłem na Kapitol. Lecz świątynia Jowisza kapitolińskiego już nie zdobiła szczytu wzgórz. Zstąpiłem na forum; trybuna była zniszczona, przebiegałem ścieżki Palatynu, Cezarów nie było, a nie zostawili nawet pretoryanów, aby pytali o imię ciekawego barbarzyńcy. Gdym oglądał te ruiny, na lazurze włoskiego nieba, w oddali ujrzałem świątynię, której kopuła wskazywała na wielkkość tego miasdta. Pobiegłem ku niej; tam na placu obszernym znalazłem całą Europę w osobie reprezentantów państw, poetów, artystów, uczonych, pielgrzymów ze wszystkich części świata, różnych kolorem twarzy nawet, ale zjednoczonych – w jakiemś oczekiwaniu; i ja czekałem. Wtem na krańcu placu ukazał się strzec, trzymając w swych dłoniach postać chleba; to Ukrzyżowany niegdyś w Judei Pan nasz! Wszystkie poczyliły się głowy; płynęły łzy ciche wśród rzewnej adoracyi; ja nie poznałem na żadnej twarzy cienia zwątpienia lub protestu. Gdym wspólnie z innymi oddawał cześć królowi nieśmirtelnemu dusz w najgłębszem milczeniu, granitowa obelisk, który wśród nas wznosił się lekko pod obłoki; zdawał się w naszem imieniu wydawać okrzyk tryumfu, ten śpiew niegdyś w oczach Nerona śpiewany przez tłumy męczenników: „Christus vincit – Christus regnat – Christus imperat – Christus abomini malo plebem suam liberat,” i znowu jakby dodawał: „Vicit Leo de tribu Juda – radix David;” – zwycięża Leon z pokolenia Judy, korzeń Dawidów. Zwycięża Chrystus”.
Tak więc błędne jest twierdzenie, że królestwo Chrystusowe jest chimerą czczą; myli się, kto sądzi, że to królestwo da się sprowadzić jedynie do dziedziny myśli. O, tam gdzie tylko zewnętrzne działanie bez ducha, Chrystus nie zakłada swego królestwa – i tam nie panuje, gdzie jedynie bezpłodne myśli. Nie, – Królestwo Chrystusa to Chrystyanizm, jednoczący w sobie zgodnie i myśli i czyny zewnętrzne.
„Nie słuchacze Zakonu sprawiedliwi są u Boga, ale którzy zakon czynią będą usprawiedliwieni”.