

Jeżelibym postawił pytanie, dlaczego Chrystyanizm obejmuje panowanie bezwzględne na całym świecie, nie sądzę, aby ktokolwiek sam fakt zaprzeczał, przeciwstawiając wielką liczbę buddystów, lub większą jeszcze liczbę pogan, żyjących na świecie; nie mam prawa przypuszczać takiego zaprzeczenia, bo wiemy, iż żadna religia, prócz Chrześciańskiej, nie rości pretensyi do charakteru powszechności. Pomimo milionów wyznawców są one w granicach zamkniętych terytoryów, słabe i bezowocne; jak cesarstwo Chińskie bynajmniej nie jest najpotężniejszem, chociaż posiada najliczniejszą na świecie ludność.
Raczej w odpowiedzi na postawone pytanie może przypomni ktokolwek niezaprzeczone dziś osłabienie tej religii wśród ludów Europy.
Bez wątpienia w poważnej części społeczeństwa dziś trudno jest odszukać rysy życia chrześcijańskiego; w jego ubóstwie i nędzy moralej możesz tylko pozza smutny obraz syna marnotrawnego pod względem religijnym, któremu z dawnych bogactw pozostało parę tylko łachmanów; kilka zaledwie frazesów religijnych w ustach bez ducha różni go od otoczenia. Chrześcianin gorliwy czuje się obcym wśród tego społeczeństwa; niezrozumiłym jest dla innych, ani sam ich nie rozumie. Zewnętrzna ogłada, kultura, mająca zastąpić życie religijne, jest tylko maską, która źle ukrywa milczący protest przeciwko Bogu i Jego panowaniu na ziemi; jest maską, kóra osłania szaloną pychę i bezgraniczną niemoralność. To nie jest Chrystyanizm; to przeciwieństwo zupełne do Chrystyanizmu; te dwa odłamy ludzkości dzieli przepaść, nad którą nikt inny prócz Boga nie wyciągnie ręki ratunku.
Ponuro wygląda ziemia, gdy chmury zakrywają słońce a wichry wzbijają pod niebiosa tumany kurzu i zasypują ci oczy; ale smutniej i niema szczęścia, niema pokoju w łonie społeczeństwa, które w zamie kwestyi najżywotniejszych nie widzi ich rozwiązania, bo zapomniało o Bogu chrześciańskim, albo może Go nie zna, choć On nad nami czuwa. W sercu bólem przejętym, stawiamy jeszcze to pytanie: Czy ten syn marnotrawny kiedykolwiek postanowi wrócić do domu ojcowskiego?
O! nie przeczę, iż dzisiejszy stan społeczeństwa nie znamionuje panowania Chrystusa w duszach naszych.
Sądzicie, że w przedstawiniu chwili obecnej jest odrobina przesady, a na dowód swego twierdzenia stawiacie fakt ogólnie znany; bo któż nie czytał i nie słyszał o zwrocie dzisiejszym do religii chrześciańskiej. Wyższe strony naszych przeznaczeń, duchowe potrzeby człowieka znajdują obrońców w gronie ludzi, którzy dochodzili do granic sceptycyzmu; rzecz ogólnie znana.
Pod godłem “neochrystyanizmu” stają znakomici pisarze: Vicomte, de la Vogué, Tołstoj, M. Paweł Desjardins, Edward Rod, Paweł Bourget i inni. Przeciwko doktrynom materyalistów ci uczeni przyznają, że nauki same nie wystarczają człowiekowi, zostawiają likę, której nikt nie zdoła zapełnić, prócz Ewangelii. Ale tu się też zatrzymują; zatrzymują się tam, gdzie zaczyna się wiara, jakby się bali wobec całego świata stać się niewolnikami Symbolu Apostolskiego. Wyborną charaktterystykę tego ruchu znajdujemy w jednem z pism naszych: Ci panowie przekonali się, że bez Boga obejść się trudno, więc wracają do kościoła, stają przy drzwiach jego, z uszanowaniem zdejmują kapelusze, ale żenują się wejść do wnętrza; i czemże jest, powiedzcie, ten zwrot do religii? Wobec modnego buddyzmu lub okkultyzmu kierunek ten wspierany przez myślicieli poważnych, nie może być lekceważony. Ale bynajmniej nie jest to jeszcze powrót Syna marnotrawnego do domu Ojca.
Więc z dotychczasowych wywodów modem wnioskować, że niema na świecie tego królestwa messyańskiego, które Chrystus miał założyć; Chrystyanizm widocznie utracił swą dawną siłę i niema co mówić o wszechświatowym królestwie Chrystusowym.
Bynajmniej, przeciwnie, wspomniany Neo-Chrystyanizm jest dla nas nieocenionym dowodem, że tylko religia chrześciańska może w zupełności zadowolnić człowieka, a w tem właśnie tkwi jego absolutna potęga. Jest to publiczny hołd, złożony u stóp Chrystusa, który sam tylko podnosi godność człowieka przez to właśnie, że nań nakłada jarzmo Ewangelii. Ale tu już poznajemy pierwszą cechę istoty Chrystyanizmu.
Może niezrozumołem jest dla nas, dlaczego jedynie Chrystyanizm może zadowolinić człowieka, łatwo jednak znajdujemy na to odpowiedź, choćbyśmy dotknęli tej spray tylko w najogólniejszych rysach. Gdy czytam wywody współczesnego filozofa chrześciańskiego, Stockla, że Chrystyanizm przedewszystkiem rozcina węzeł goryjski najwyżsych zagadnień człowieka, tych kwestyi, które zrodziły filozofię starożytną i współczesną, gdy twierdzi, że religia chrześciańska nawet tajemnicami swojemi umysł człowieka wspiera, przyjmujemy to z niedowierzaniem; i twierdzenie to przedstawia się nam paradoskalnem. Podobnież nieprawdopodobnem się nawet zdaje, gdy z ust św. Augustyna słyszymy: “ quod est salutis humanae caput, non alam esse philosophiam – el aliam religionem”. Alep już dla powątpiewań niema mijsca, gdy słyszymy te słowa Wiktora Cousin: “Czynię to publiczne wyznanie wiary, że wielkie prawdy, które już wyłuszczyłem w swoich dziełach i które jeszcze może rozwinąć współczesna filozofia, nietylko nie stoją w sprzeczności z nauką chrześciańską, ale owszem filozofia prawdziwa kryje się jakby w zarodku w tajemnicach religii chrześciańskiej”. I tak być musi, gdy Pan nasz mówi o sobie “ja jestem światłość świata.”
A więc religia chrześciańska zadawalnia umysłową stronę człowieka.
Lecz zwróćmy uwagę na inną stronę Chrystyanizmu.
Ze wszystkich wrogów Kościoła żaden może nie okazywał tyle nienawiści, ile Diderot. “Pewnego dnia, opowiada to M. Beauzée, wszedłem do mieszkania Diderota wsprawie napisania paru artykułów, ale jakież było moje zdziwienie, gdy go zastałem przy katechizmie, który wykładał swej córeczce; roześmiał się, widia moje zdziwienie. “Jakież mogę dać silniejsze podstawy dobrego wychowania swej córce, aby się stała kiedyś dobrą żoną, matką, obywatelką; czy jest w rzeczy samej inna moralność, którąby można było postwić na równi z religią chrześciańską; ona jedna dostarcza najsilniejszych motywów cnoty”.
Ale te pochwały Diderota banajmniej nas nie zadawalają; nie znał on istoty Chrystyanizmu.
Znajomość zasad religii chrześciańskiej nie wystarcza jeszcze do ugruntowania moralności. Pomimo najdoskolalszej znajomości religii chrześciańskiej, dziś jeszcze niejeden powtarza regułę pogańską: “video meliora proboque, deteriora sequor.” Znał siłę tego zdania i św. Paweł, gdy mówił: “kocham się wespół z zakonem Bożym według wnętrznego człowieka, lecz widzę inszy zakon w członkach moich, przeciwiący się zakonowi umysłu mego”. Nie mówi tu nynajmniej wspólnie z pogańskim poetą, że idzie za gorszem – “deteriora sequor;” natomiast, choć udręczony, powiada: “nieszczęsny ja człowiek; kto mnie wybawi od ciała mej śmierci?”. I odpowiada sobie natychmiast: “Łaska Boża przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego.” Chrystyanizm więc daje siłę do złamania tych namiętności, których poganizm złamać nie umiał. I jeszcze więcej tu powiedzieć należy; to złamanie namiętności Chrystyanizm stawia jako warunek sine qua non do osiągnięcia celu; oczyszcza więc człowieka w jego charakterze ludzkim, wskazuje obowiązki, stawia na straży niezwyciężone pobudki i wówczas podnosi go do stanu nadnaturalnego. Jak perła, którą z błota wyjęto i oczyszczono, jak obłok, który srebrzy się w promieniach słońca, – człowiek pod wpływem Chrystyanizmu nic nie traci, odzyskuje pięność pierwotną. Jak bez religii niema człowieka, tak tylko Chrystyanizm doskonałym człowieka uczynić może, bo tylko religia chrześciańska jest prawdziwą religią.
Tak, tylko Chrystyanizm zadawalnia człowieka. Ale czy tu już istota Chrystyanizmu?
Gdy wspomnimy te słowa Pana Naszego: “bądźcie tedy doskonali, jako Ojciec Wasz doskonały jest” – przerażenie nas ogarnia wobec ogromu tego obowiązku. Nie, to zdaje się niemożliwe dla nas, niemożliwe dla sił ludzkich. Lecz i tu znowu chrześcianin mówi: “Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia.”
A więc łaska nadnaturalna to punkt kulminacyjny królestwa Chrystusowego.
Dwie zatem widzimy cechy wybitne tego królestwa: 1) udoskonalenie człowieka w jego charakterze ludzkim; 2) wyniesienie go do stanu nadnaturalnego przez łaskę Boską. Ta jest nieprzeparta siła, którą “wszystko padda ( Pan ) pod nogi Jego, a Jego dał głową nad wszystkim kościołem, – który jest ciałem jego.”