

Pewien uczony powiedział: “ jedynie rozumną drogą d zwalczenia Chrystyanizmu jest zbadanie jego działalności”. Patrzcie więc; jeżeli religia ta nie stanowie niezbędnego warunku szczęścia ludzkości, jużeście wykazali jej fałszywość. Twierdzenie to może nazbyt groźne dla Chrystyanizmu. Ale owszem, ze spokojem przyjąć je modem, bo dawno już wypowiedział Chrystus Pan: “z owoców jego poznacie je…” (dobre drzewo). I owszem, możecie być pewni, że fałszywą jest religia, która nie zaspakaja najzupełniej i stale najwznioślejszych dążeń ludzkości, – możecie przyjąć to twierdzenie, bo nawzajem, jeżeli ta tylko religia zapewnia szczęście ludzkości, ona tylko jest prawdziwą. Najzupełniej z tą zasadą zgadzają się słowa Maxa Mullera: “Wielkie epoki historyi świata nie zależą od wzniesienia lub upadku jakiegoś państwa, nie polegają na wędrówkach narodów albo rewolucyi francuskiej; to tylko łupina historyi, ta kora wydarzeń zewnętrznych kolosalną jest jedynie dla tych, których wzrok nie sięga ani daleko ani głęboko. Prawdziwą historyę ludzkości stanowi historya religii; oto fundament, na którym spoczywają dzieje świeckie, oto światło, oto duch, oto życie prawdziwe historyi”.
Jeżeli każda religia wywiera ten wpływ na dzieje narodów, więc religia absolutnie prawsziwa musiałaby wydać owoce nieznane w żadnej innej religii, i prowadzić po drodze, na której żadana inna wystarczyć nie może, jakie więc jest pod tym wzgldem znaczenie Chrystyanizmu?
Glossa własne swoje myśli mógłbym tylko osłabić doniosłość oczekiwanej odpowiedzi; odpowiedź zamowała najgłębsze wmysły, dostarcza ciągle nateryału do dzieł wielotomowych; sądzę więc, że chętniej przjmiecie świadectwo ludzi, którzy dla was stanowić będą niezaprzeczoną powagę.
Głęboki znawca dziejów, de Maistre, mówi: “Religia jest matką nauki, a berło nauk należy wyłącznie do Europy dla tego tylko, że Europa jest chrześciańską”. Zdanie może zbyt pochlebne. Ale pochlebstw zazwyczaj Chrystyanizmowi nie szafuje inny badacz cywilizacyi europejskiej, Guizot, więc słuchajmy co on mówi: “To fakt oczywisty; przebiegnijcie hisoryę od X do XVI wieku, teologia panuje w umysłach, wszystkie kwestye filozoficzne czy polityczne rozstrzyga teologia. Duch religii chrześciańskiej jest jakby krwią, która płynęła w żyłach świata europejskiego aż do Bakona i Kartezyusza”. Ale nie mam zamiaru ukrywać, że te pochwały wypowiedziane były z niechęcią, miały one ukowodnić, że aż di naszych czasów panował w dziedzinie nauk despotyzm; a jednak patrzymy do jakiego ten uczony dochodzi wniosku: “W każdym razie, mówi on, wpływ ten był bardzo zbawienny; Chrystyanizm nietylko ożywiał ruch umysłowy, ale cały system nauk, który on zaczczepił przewyższał wszystko, cokolwiek wielkiego świat dotychczas posiadał.” W tych paru zdaniach znajdujemy owoc wszystkich prac o Chrystyanizmie.
Oczywiście świadectwa te równie mogą być niechętnie przyjęte, jak były wypowiedziane; może i dziś oprócz despotyzmu ze strony religii nie widzimy dodatnich stron wpływu Chrystyanizmu na rozwój nauk. Tymbardziej jednak wypada mi tu powstrzymać się od odpowiedzi, gdy najsilniejszą odpowiedź dał już człowiek świecki a poważny; słynny Cousin wobec licznych słuchaczów wypowiedział te słowa: “żadna nauka parykularna istnieć nie może bez zasad ogólnych.”
Prawda, żen a to się wszyscy zgadzamy. “Te zasady, mówi dalej, mogą one czerpać jedynie z nauki ogólnej, ta zaś swe twierdzenia opiera na znajomości Boga.” Zapewne na to nie wszyscy się zgodzą; może wskazywać będą podstawy nowe, na których wspierają się nauki od czasów Kartezyusza i bardzo dobrze obchodzą się bez Chrystyanizmu. Tu wszakże już wyrok swój wydała historya szeregiem faktów niezaprzeczonych; niewiele lat upłynęło od owej chwili, gdy rzucona została światu zasada “dubito”, – a rozum miał zostać wyłącznem kryteryum nauki; i dziwna rzecz; cóż widzicie? – ten rozum doprowadził do ubóstwa wszystkich rozumnych i nierozumnych istot, a niezadługo, przerzucając się w drugą ostateczność, nietylko zaprzeczył istnienie Boga, nietylko odebrał człowiekowi to ubóstwienie, ale nawet zaprzeczył jego istone wyższości ponad zwierzęta. “Homo cum in honore erat, non recordatus est, comparatus est iumentis insipienti bus;” racyonalizm, panteizm i materyalizm wspaniałe to zaiste etapy w rozwoju nauk na gruncie niezależnym od Chrystyanizmu; ale ten tryumfalmy pochód odbywa się dalej; to też i dziś do poznania jego charakteru wystarczy obecny stan umysłów, wyzwalających się z pod panowania religii chrześciańskiej.
Smutny widok.
Czegóż sam rozum dokonał w dziedzinie twórczości?
Bez kierownictwa ze strony religii rozum umie tylko powtarzać przestarzałe błędy przedchrześciańkie. Wy sami znacie niezawodnie bardzo wielu ludzi, którzy w varani XX wieku, posiadając nawet naukę, nie wiedzą po co to wszystko na świecie; i po wielu wysiłkach, jakby nowonarodzeni z własnego doświadczenia poznawać muszą, że prawdą jest co powiedział o sobie Chrystus Pan: “Jam jest światłość świata”; “Kto chodzi we mnie, nie chodzi w ciemności, ale ma światło żywota.”
Więc Chrystyanizm jedynie daje silny fundament dla prawidłowego rozwoju nauk.
Prawda, niejednokrotnie słyszymy, że dogmata krępują swobodę badań nukowych, stawiając granice, których przekroczyć nie wolno.
Nieraz wśród ciemnej nocy, gdy niebo zakrywają chmury, gdy żadna nie świeci gwiazda, gdy wzburzone fale szarpią łódź słabą, żeglarz zbłąkany szuka w oddali upragnionego brzegu; zawieszony pomiędzy życiem i śmiercią zginie, jeżeli nie ujrzy światełka w oddali; o, nie złorzeczy on latarni morskiej; – promień światła, który mu przysyła z oddali wskazuje drogę; dłoń spracowana wytęża siły; szczęśliwie wymija skały; im bliżej tym bezpieczniej; im bliżej tym więcej światła, tym więcej otuchy; niezawodnie dotrze do celu, a tam wśród swoich otrze spocone czoło i znajdzie pokój. Tak dogmata chrześciańskie wskazują granice, do których rozum ludzki dążyć powinien. O, kościół, który jest matką szkół średnich, i niższych, który oddał w ręce dzisiejszego społeczeństawa 60 swoich uniwerytetów, Kościół, który zaszczepił nieznaną dawniej zasadę nauczania powszechnego, stosownie do słów Chrystusa: “opowiadajcie Ewangelią wszemu stworzeniu, – o nie, on nie krępuje umysłu człowieka. Raczej mamy prawo twierdzić, że Chrystyanizm nadnaturalnem światłem, które z brzegów niebiańskiej ojczyzny naszej rzuca na ten padoł płaczu, jeden tylko zdolen jest wypielęgnować potęgę geniuszu.
Jeżeli znacie wielkie utwory, noszące na sobie charakter ogólno ludzki, widzicie tam owoc Chrześciańskiej miłości, która ogarnia całą ludzkość; jeżeli znacie arcydzieła, których nikt ni eprześcignął, macie tam tylko słaby odblask ideałów, któremi Chrystyanizm serce prostaczka ogrzewa i umysły genialne porywa do tych sfer piękna, dobra, szczęścia, które tylko przeczuwamy, ale nie potrafimy uwydatnić ani w malarstwie, ani rzeźbą, ani ałowem, ani dźwiękami muzyki.
Tak, Chrystyanizm stawia granice, ale nigdy niedościgłe dla umysłu ludzkiego. Ostatni wynik dzisiejszej zdrowej filozofii ten jest, że człowiekowi wiara jest potrzebna. Pomijam ten szczegół, że i w badaniu prawdy Chrystyanizm zapewnia człowiekowi to światło, które jest warunkiem pomyślnego rezultatu prac naukowych. Jeżeli związku tego nie pojmujemy, niech nam wyjaśni Malebranche: “Umysł staje się czystszym, światlejszym, silniejszym w miarę ściślejszego związku z Bogiem, bo to właśnie połączenie stanowi doskonałość umysłu ludzkiego”. Słowem Chrystyanizm jest fundamentem umiejętności ludzkich, jest ich siłą, jest sklepieniem niebios, do których wznoszą się wyniosłe wieżyce nauk.
Czy sięgamy myślą odległych czasów, gdy św.Leon piersią swą zasłonił Rzym od ciosów Atylli, czy wzrokiem sięgniemy do tych krajów, w których dzisiaj pod osłoną tylko krzyża głoszą dzikim ludom Ewangelię synowie Kościoła, zawsze Chrystyanizm pierwszy zakładał fondamenta cywilizacyi; niósł pierwszy pochodnię prawdy, a więc jes pierwszym krzewicielem cywilizacyi.
Czy Chrystyanizm w zakresie przemysłu lub innych objawów cywilizacyi oddał ludzkości jakie usługi, aby ułatwić jej egzystencyę na ziemi, – dziś już nie mogę tego przedstawić – niech wystarczą te słowa św. Pawła: “Pobożność do wszystkiego jest pożyteczna, mając objetnicę żywota, który teraz jest i przyszłego”.