

„O, nazbyt chwalicie się, księża kochani, wygórowanym wpływem chrystyanizmu na te dźwignie życia społecznego,” tak dziś w oczy nam mówią ludzie, których sprawy poważniejsze cokolwiek interesują. Dlaczegóż Kościół dopuścił istnienie na ziemi nierównej własności; patrzcie, jedni umirają z nudów, gdy wszystkie zadowolnili zmysły, opływając w bogactwa, i nie wiedzą, co dalej czynić; inni w tym czysie marzną w wilgotnych suterenach, czekając na chleba kawałek. Wyście to uczynili, tak nam powiedzą dalej, wyście uświęcili nierówny podział dóbr, postawiliście tę zasadę pod osłonę prawa Bożego, Ewangelii; wyście to utrwalili, że jedni mają wszystko, gdy inni powinni, według was, zadawalniać się wyciąganiem ręki po jałmużnę, aby chwytać te okruchy, które spadają ze stołu, obfitującego we wszystko. Od was żądać będziemy rachunku i od Ewangeli, od Kościoła, od tej potęgi, którą rozporządzał przez 19 wieków, której użył na to tylko, aby utrwalić na świecie przez waszą naukę źródło niesprawiedliwości i nędzy. Przjdzie czas, – taką nam w końcu wypowiadają wyrocznię, – przyjdzie czas, że urzeczywistnimy właściwe znaczenie Ewangelii, że zapanuje na świecie ten stan błogosławiony, który istniał w czasie apostołów, bo żadnego między niemi nie było niedostatecznego. Gdyż którzykolwiek mieli rolę, albo domy, przedawszy, przynosili zapłatę za ono co przedali. I kładli pod nogi Apostolskie. I rozdawano każdemu, ile komu było potrzeba”.
Takie zdania możemy słyszeć niejednokrotnie, i zdaje się próżnem byłoby podejować dysputy na tym punkcie; więc narazie nie będę mówił o chrystyanizmie; zobaczymy jakie są w tym zakresie pewniki prawa naturalnego.
Utrzymuje się powszechnie przekonanie, że słusznie istnieje własność wogóle. Przekonanie to zgodne jest ze słowami, zapisanemi w Genezie: „napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną”. Wiemy również, że z prawa naturalnego dobra ziemi mają zspakajać potrzeby wszystkich ludzi bez różnicy. Tego przeznaczenia nigdy nie mogą utacić. Jakiż staąd wniosek; zdawaćby się mogło, że prostym wnioskiem jest wspólność dóbr wszystkich albo równy ich podział. Istotnie jest to najwyższy ideał ekonomii; – ale kto uwierzy, aby przy różnorodnym stopniu uzdolnień, przy całym zamęcie namiętności ludzkich, ten ideał mógł być urzeczywistniony. Dziś nietylko już ogólny sąd filozofów i prawników, ale doświadczenie wszystkich wieków stwierdza, że podział dóbr stały i ściśle określony, czyli prywatna własność, jest warunkiem niezbędnym istnienia społeczeństwa. Przeciwne dążenia zawsze pozostaną w dziedzinie marzeń.
Lecz własność jes martwą i bezowocną, bez innej znowu dźwigni życia społecznego, bez pracy. Jeżeli ubogi zależy od bogacza, nawzajem bogacz zależy najzupełniej od pracy. A czemże jest praca, – czyż jej nie znacie?
Walcząc w pocie oblicza z opouną ziemią, aby z jej łona wyrwać konieczne dla swego utrzymania środki, – czujemy aż nadto dobrze, że praca, ten dzielny środek udoskonalenia człowieka, kryje w sobie jednocześnie cały ogrom przekleństwa Bożego, które zawisło nad nami od grzechu Adama. I z naturalnym wstrętem chciałby każdy pracy się pozbyć. Tak, pracy każdy z nas doświadczył, a jednak śmiem wątpić, czy oceniamy należycie jej istotę.
Wśród rozkosznych pól starożytnego Latium, nad brzegami Tybru, tam gdzie obok łuków tryumfalnych sterczą jeszcze szczątki Kolosseum i amfiteatru, olbrzymich niegdyś budowli, tam każdy podróżnik uważa za obowiązek przpomnieć sobie dawne dzieje tych krajów. W rozmarzonej wyobraźni przesuwają się Scypiony, Maryusze, ze swemi legionami; ciągną trymfalne pochody, powstają żywe postacie Cyceronów i walki gladyatorów, i okrzyki ludu w amifiteatrze. Każdy głośniejszy poeta tam czerpał natchnienie; tam, chluba naszego kraju, Sarbiewski, wyśpiewał znaczną część swych utworów; za nim dążyli do wiecznego miasta Mickiewicz, Krasiński, Słowacki, aby w kraju Horacego i Wirgiliusza ich duchem się przejąć, nad zgliszczami, które już tylko są pomnikami klasycznego piękna poezyi i mocy. Te szczątki pędzel malarzy przystraja we wszystkie powaby kolorów. Ale patrzcie jaka rzeczywistość kryje się pod powłoką tych wymarzonych promieni piękna. Resztki amifiteatrów, czy wodociągów rzymskich kryją w swoich gruzach potaki łez! Niegdyś chłosty i jęki zlewane z przekleństwem towarzyszyły stawianiu kolumn, które dziś podziwiamy; o, nie poczucie piękna, ale skuta w żelazne obręcze ręka niewolnika wznosiła te pomniki. Cieca pracy wywołał z jednaj strony zupełną jej pogardę wśród ludów pogańskich; z drugiej strony sprowadził pracę przymusową, czyli niewolnictwo.
Człowiek niewolnik był w pogardzie jak i praca; przestwał być człowiekiem w przekonaniu starożytnych; – niech świadczy o tem Arystoteles: “Są prace, powiada on, którym człowiek wolny nie może się oddawać bez ubliżenia sobie; do tego stworzyła przyroda specyalny gatunek ludzi – niewolników, aby oni za nas pracowali; niewolnik jest tylko żyjącem narzędziem. Wobec takich przekonań niewolnik, pozbawiony owocu swej pracy, był istotą nad wszelki wyraz nieszczęśliwą. To też praca jego była marną; a zatem i własność mniejsza musiała marnieć; natomiast skupiała się bezmiernie w rękach niewielu, rosła zaś z dniem każdym liczba niewolników. I cóż w tej dziedzinie przynioł chrystyanizm? Ha. Łatwa odpowiedź. W jednem z pism antychrześciańskich – w naszem imieniu całą odpowiedź zamkną nowy poeta w dwóch wierszach:
“A gdy mu przyjdzie luczyć się z potrzebą,
W ostateczności, ma za oknem – niebo.”
Tak w ironicznej pogardzie rzuca nam w oczy dzisiejszy poganin to, czego najwidoczniej nie rozumie. Ale proszę o chwilę uwagi.
Bynajmniej tego nie zaprzeczamy, że na pierwszem miejscu chrystyanizm stawia zasadę: “Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem ich jest królestwo niebieskie”; czy sądzicie, że w tych słowach religia chrześciańska wskazuje ubogiemu tylko życie przyszłe, wówczas, gdy ten nie ma kawałka chleba? – A właśnie to dowód, że nierozumiemy Chrystusowej nauki. Tak zrozumiał słowa Chrystusa Pana wspomniany tylko co poeta.
Zbawiciel w tych słowach zawarł prawdę przychologiczną, – zasadę najwyższą ekonomii, zasadę moralną, zasadę, którą ugnaci wszyscy bez wyjątku, jeżeli w piersiach waszych goreje iskra szlachetności. Szczęście człowieka nie na cielesnem zadowoleniu, ale na zadowoleniu ducha polega; a ten pokój ducha nie w życiu przyszłem, ale jeszcze tu na ziemi znajdziesz, gdy szukać będziesz na pierwszym planie szczężcia wiekuistego.
Ten jest fundament, założony przez Chrystyanizm. Na tym gruncie Chrystus oddał człowiekowi jego najistotniejszą własność, oddał człowiekowi własność pracy. On “Król Królów,” Pan stworzenia, tu na ziemi, w szeregu ludzi staje jako syn cieśli. Tak, Chrystus – roboni; a od tej chwili chwałą jest dla każdego prostaczka, gdy może pacować w tym samym stanie, w którym żył Zbawiciel nas wszystkich; i każdy Go szanować musi; bo w ubogim Pan nasz kazał widie siebie samego. “Coście wczynili jednemu z tych maluczkich, mnieście uczynili, – Cała Ewangelia – jest podniesieniem prostaczków.
Potaci, w jakich słowach przywrócił Chrystus tę własność, niezależność pracy. – Cała ewangelia stanowi na to pytanie odpowiedź: “Evangelizare pauperibus misit me Pater”. Przywrócił tę najistotniejszą własność, prokamując – równość szystkich wobec Boga: “Nie masz niewolnika ani wolnego, … albowiem wszyscy jedno jesteście w Chrystusie Jezusie”. Nie nakazał Kościół zniesienia niewolnictwa wówczas gdy to było niemożliwem, gdy 2/3 ludności Państwa Rzymskiego składali niewolnicy, ale mógłbym przytoczyć 300 dekretów, które wydawali Papieże i Koncylia od pierwszych wieków, aby wykorzenić ten zwyczaj. I jeżeli nogodziwość tego zwyczaju rozumiemy, te w nas pojęcia zaczczepił Chrystyanizm.
Lecz tu nie koniec. Chrystus podniósł zapomnianą zsadę, że dobra ziemskie nie utracają właściwego przeznaczenia. Nie zmiósł własności przywatnej, – ale wskazał, że bogacze dóbr swych używać mają tylko w miarę potrzeby – że z reset wspierać ubogich są wprost obowiązani, jeżeli chcą być – zbawieni.
I na tem nie koniec. Jeżelibyście przpominali czasy Apostolskie i panującą wówczas wspólność dóbr, przyznajecie, co wyraźnie Akta Apostolskie mówią, że była to dobrowolna wspólność, że Aniasz i Safira śmircią ukarani za kłamstwo, nie za odmowę oddania całego majątku. A pod tzm względem, jeżeli jest dla nas ideałem wspólność dóbr, tylko Chrystyanizm zdoła ten ideał urzeczywistnić. W murach klasztornych – gdzie ściasła panuje reguła, widzimy tylko umartwienia bezcelowe i modlitwę; pomijam stronę religijną; ale wiem, że niepodobna zaprzeczyć zrealizowania owego ideału; tam do wspólnego użytku bogacz oddaje swoją majętność, uczony swoją wiedzę – prostaczek pracę rąk, kto i pracować nie może, współdziała modlitwą, a Opatrzność z ojcowską pieczołowitością zlewa nadzwyczajne błogosławieństwa, nietylko na tę oazę szczęścia na ziemi, ale na cały lud okoliczny.
Na tem zakończymy. 1) Chrystus przywrócił pojęcie szczęścia. 2) Chrystus podniósł godność pracy. 3) On jej własność oddał człowiekowi, usuwając podstawy niewolnictwa. 4) On zabezpieczył ubogim pomoc bogaczów. 5) On jeden idealną szczęśliwą społeczność na ziemi zespala.
Cóż ci powiem w zakończeniu, czy cię mam zachęcić, abyś kochał Chrystusa? O, gdy nie znajdziesz, ktoby cię pocieszył na świecie, ty zrozumiesz doniosłość słów Zbawiciela: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pacujecie, a ja was ochłodzę”.