

Dwie są szale, wśród których ustawicznie chwiać się będzie życie ludzkości: prawda i prawo, a nie jest to jedynie pole dla dysput; niestety, w obronie zasad prawnych, czy dla samej prawdy wylewano już niejdnokrotnie potoki krwi ludzkiej. Wprawdzie najsilniejszym bodźcem życie społecznego dzisiaj jest rzucający się w oczy interes, ale i w tej dziedzinie wszystkie kroki stawiane są na gruncie prawa; nie mówimy o tem, czy jest ono słuszne, czy nie; zaznaczamy tylko fakt, że do dziś dnia wszyscy bez wyjątku uznają, że isnienie prawa jest warunkiem ustroju społecznego. Gdy dochodzimy do pytania, zkąd prawo powstało, stajemy wobec rozdraża, które dzieli umysły. Z historyi filozofii choćby znamy słynny niegdyś systemat kontraktu społecznego. Zapatrywania Rousseau’a nie mają obrońców, ale zasada przez niego rzucona głębsze zapuściła korzenie; i nie bez podziwu modem przyzanć, że nawet wśród nas te zasady panują najzupełniej. Oto patrzmy: nie wiem, czy ktokolwiek inaczej pojmuje prawo, jak normę, stworzoną przez człowieka; mniejsza o to, kto i jak prawo stanowi, czy własną macą, czy przez delegacyę, w każdy razie powiemy niezawodnie, że źródłem prawa jest człowiek i tylko człowiek; zdaje się to tak naturalnem, że nie pojmujemy innych zapatrywań; przeczyć temu, znaczy – narażyć się na śmieszność. A wobec tak silnych przekonań pozostaje tylko jedna droga; pozwól czytelniku, że z twojemi poglądami pójdziemy dalej; pójdziemy do tychkonkluzyi, do których już ty sam powinieneś nas doprowadzić.
Więc przyznasz niezawodnie, że jeżeli wola człowieka jedynie tworzy prawo, a niema innego prawa, całą więc moc stanowi siła zewnętrzna; ona tylko utrzymuje porządek na świecie; zdolna zaspokoić wszystkie potrzeby doczesne społeczeństwa; wszak prawda, na to się zgodzić muszą ci, którzy twierdzą, że człowiek jedynie jest źródłem prawa. Cóż dalej. Na chwilę odejdę od tematu.
Miły dla strudzonego podróżnika szum lasów naszych poezya ubrała w poetyczną szatę, szmer drzew przedstawia się nam jakby rozmowa tajemna; nie wiem wszakże, czy ktokolwiek z nas słyszał gwarę górskich szczytów. Zaledwie rozległ się daleki grom, a już w tysiącznych echach opowiadają sobie nawzajem pokryte wiecznymi śniegami olbrzymy o tem nieoczekiwanem zakłóceniu ich spokoju. Jakby znamiona gniewu ich głosy zlewają się w przeciągły szereg grzmotów, któremi dreszcz trwogi wywołują w najodważniejszych sercach górników; o, bo to nie jest powiew zefiru, który lekko kołysze szczytami jodeł naszych; może to śnieżna lawina; jeden drobny kamyk, zepchnięty z właściwej podstawy, porywa za sobą zlodowaciałe płaty śniegu; z roznącą siłą strąca do przepaści olbrzymie głazy, a już nic się tej potędze oprzeć nie zdoła; – łamane drzewa toczą się wśród kłębów kurzawy, niszcząc po drodze wszytko, co jakąkolwiek stawia przeszkodę; biada podróżnikowi, jeżeli na tej znajduje się drodze. Straszne tylko zniszczenie w tych miejscach, które on zwiedzał, świadczyć będzie o jego losie.
Nie dostrzegacie, jakie zastosowanie ma obraz; ha, więc patrzcie na dzieje zachodniej Europy; na te okropne a niedawne chwile, gdy ani własność, ani świętość ślubów, ani węzły małżeńskie nie miały mocy, bo je rozprzęgać poczęła ręka silna motłochu; na te chwile, w których płody cywilizacyi 18 wieków starano się zetrzeć z oblicza społeczeństwa, i postać jego zmieniono aż do szaleństwa; te chwile, w których najniższe warstwy społeczeństwa przypisywały sobie władzę-dlatego tylko, że miały siłę, a o siłę starały się, starały się o przenoc nad prawowitą władzą, aby zdobyć sobie prawo; to była prosta konkluzya z zasad Rosseau’a i jemu podobnych, że prawo nie ma innego źródła nad wolę ludzką; nie ma innej podstawy nad zewnętrzną siłę; był to kamyk, zepchnięty ze swej podstawy. Może nas ni eporuszają te widoki, bo do chwili obecnej są w znacznej odległości; ale poruszały nas te dziesiątki tysięcy – współbraci, których usuwano z pod strzechy rodzinnej w kraju niedalekim dlatego tylko, że prawo, według pojęć niektórych filozofów spoczywa jedynie na sile, a raczej, iż głoszono jako pewnik: “siła przed prawem”; to już ostatnia konkluzya, a równa się ona zniesieniu wszelkiego prawa.
Cóż nam tu daje Chrystyanizm?
Mógłbym przytoczyć słowa jednego z najsłynniejszych protestanckich prawników, Boehmera: “Tylko Kościół może uratować prawo od zagłady, która mu grozi. Ci, którzy pragną mieć ustrój społeczny bez religii, a dlatego depczą nogami wszystko, co ma związek z religią i Kościołem, zsługują na to, aby lada dzień ktokolwiek ze szczątków łamanych przez nich pastorałów utworzył bardziej może zrozumiałe a silne narzędzie trzymania w karbach porządku. To stanie się. Społeczeństwo potrzebuje Kościoła i niezadługo może żebrać będzie od niego pomocy”. Te przepowiadanie oczywiście nie mogą was poruszyć, świadczą oylko o przekonaniu słynnych prawników, lecz wobec postawionego pytania, co może Chrystyanizm w dziedzinie prawa, więcej już niezawodnie zadawalniają nas słowa Guizat’a: “Gdyby Chrystyanizm nie istniał, cały świat byłby oddany na łaskę i niełaskę siły nateryalnej…Chrystyanizm rozszerzył zasadę prawa wyższego nad wszelkie prawo ludzkie, jakkowiek będziemy je nazywali, czy prawem naturalnem, czy Bożem”. “Attylla, uchylając czoła przed Leonem świętym, Odoakr przd św. Sewerynem, Totylas przed św. Benedyktem, są tylko uzmysłowieniem tej myśli, która stanowi historyę całej zachodniej Europy”.
Jeszcze wszakże odpowiedzi właściwej nie mamy na pytanie, czem mianowicie Chrystyanizm zastąpi siłę wyłączną, jako podstawę prawa.
W liście do Tymoteusza znajdujemy słowa, które naprawdę uderzyć mogą każdego: “Lex iustis non est posita, sed non iustis”. Ta jest pierwsza zasada nauki Chrystusa w dziedzinie prawa.
Jakto, więc znosi Zbawiciel istnienie prawa?
Bynajmniej, stawia tylko nową zasadę, niekoniecznie silniejszą od milionowych środków potęgi ziemskiej; to, czego domaga się prawo, spełni każdy, kto ma w sercu miłość Bożą. “Fortis ut mors dilectio”; zdaje się , że to prosty sentymentalny frazes; ale nie, to nie uczucie proste; to najrealniejsza podstawa prawa; tu prawa fundamentem jest Bóg. “Deus chiarita est, et qui manet in charitate in Deo manet”, – a więc, kto trwa w miłości Bożej, ten działa pod wpływem siły, której nigdy nie złamie, i szczęśliw jest, czując ten determinizm miłości.
Powiadacie, że nie dla wszystkch ta dźwignia wystarczy; tak, słusznie, i Chrystyanizm wskazuje, że lex posita est ingiusti; dla tych prawo – konieczne; ale Chrystyanizm łagodzi jego znaczenie, a jednocześnie moc jego wynosi do najwyższej potęgi. “Per me reges regnant” – głosi nam Chrystyanizm; więc powaga Boża jest fundamentem, na którym wspiera się stanowione przez ludzi prawo; przez ludzi, powiadam, którzy działają powagą Bożą. “Omnis potestas a Deo”. Po za literą prawa ludzkiego widnieje powaga Boża; rozza, któremu ulegają i zachowują porządek wskazany martwe siły przyrody; sankcya, która dosięga nietylko czynów widomych zewnętrznie, ale wdziera się do sumienia i tam już rozpoczyna wyrokować o postępowaniu człowieka.
Nie sądźcie, że jest to jedynie zapatrywanie – spologetów; słuchajmy jednego z najgłośniejszych myślicielil w tej dziedzinie: “Szukajcie w zakresie życia ludzkiego jakiegokolwiek obowiązku, któregoby nie można było sprowadzić do dekalogu, – nie znajdziecie napewno; przeciwnie, jeżeli mi wskażecie gdziekolwiek jeden przynajmniej przepis, jeden obowiązek, który nie wspiera się ostatecznie na tem prawie Bożem, – mogę stanowczo powiedzieć, że on nie obowiązuje sumienia, a więc, jako dowolny, niesprawiedliwy, niemoralny, nie jest prawem”. I nic dziwnego, Dekalog borie jest najzupełniejszem streszczeniem prawa naturalnego. Mówi tak Proudhon, więc wcale niepodejrzany świadek. Wprawdzie dekalog istnial przed przyjściem Chrystusa Pana, lecz Apostołowie pierwsi zapewnili dziesięciu przykazaniom panowanie na wszystkim świecie.
Ależ księże, cóż powiesz o prawie rzymskim, które takiej sławy zażywa do dnia dzisiejszego, – zapewne tu uczyni ktokolwiek uwagę. Chętnie ją przjmuję, bo poznamy przy tej okazyi inną stronę wpływu Chrystyanizmu.
O prawie rzymskim pogańskiem dość będzie przedstawić kamień węgielny, na którym się ono wspierało: “Quod principi placet, legis habet vigorem”, – a więc ta sama zasada, która i w historyi powożytnej Zachodniej Europy tak smutną odgrała rolę. Lecz nie na to zwracam uwagę. Dlaczego wspomninacie tylko prawo Rzymskie, gdy należało przedtem wspomnieć Likurga, Solona, gdy nawet w samem prawie rzymskiem tyle przeróżnych sprzecznych odłamów; cały ten szereg praw w niedługim zakresie czasu powstałych, a opartych na odmiennych podstawach jest znamieniem rzeczy ludzkiej; – zmienność, zmienność zasad, którą niejeden kraj dzisiaj boleśnie odczuwa, zmienność ich była najistoniejszą własnością. Likurg, chcąc zapewnić trwałość prato swoim, odebrał od ziomków przysięgę, iż nie zmienią tych praw, aż on wróci od wyroczni, do której udał się jakoby po poradę. Nie wrócił nigdy. Aktem heroizmu prawdziwego skazał się na dobrowolne wygnanie; niestety, prawa jego nie przeżyły istnienia Sparty, a duch Likurga nie posta, aby zaprotestować przeciwko złamaniu przysięgi.
W chrześciańskim ustroju społeczeństw mogą się zmieniać w szczegółach rozporządzenia, stosownie do okoliczności, nigdy nie zmieniają się najwyższe zasady, które ich ducha stanowią, odkąd świat cały uznał te słowa Pisma św.: “Per me reges regnant, et legum conditores iusta decernunt” – “Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą”.
Chrystyanizm obok sprawiedliwości stawia zasadę miłosierdzia; łagodzi tym sposobem surowość prawa; “Durum judicium et sine misericordia his, qui misercirdiam non faciunt”. Znana jest surowość rzymskiego prawa względem dłużników; prawo też pogańskie pielęgnowało zasadę odwetu.
Więc Chrystyanizm 1) ratuje isnienie prawa, stawiając, jako jego podstawę – prawo Boże; 2) tym jednym środkiem utrwala niezmienność najwyższych zasad prawa, a więc zapewnia nam wymiar słuszny sprawiedliwości.
“To jest przykazanie moje”, mówi Chrystus Pan, “abyście się wzajemnie miłowali”…, kto miłuje bliźniego, zakon wypełnił”.