

Sarkastyczne słowa Krasickiego, nazbyt znane, aby je tu powtarzyć, o znaczeniu kobiety w świecie, dosłownie prawie były już dawno wypowiedziane przez Horacego. Poeta ten nie przesadzał. Wymarzony dziś ideał emancypacyi kobiet doprowadzony był widocznie do zenitu, więc powinna była panowaćta równowaga praw, której dzisiaj szukają po za granicami nauki chrześciańskiej. Utwory poetów ówczesnych niedostatecznem są źródłem do oceny stosunków społecznych w owej epoce; natomiast ówczesne prawodawstwo usuwa wszelką wątpliwość: Dwie panowały ostatecznści: albo kobieta – zepchnięta w największy serwilizm, albo zajmowała stanowisko wpływowe, którego charakteryzować nie pozwala nam świętość tego miejsca; kobieta więc, tak wszechstronnie poniżana, stroniła od małżeństwa, stąd rodzin w epoce przyjścia Chrystusa Pana w owem państwie właściwie nie było. Jest to fakt, stwierdzony przez historyę. Oczekujecie niezawodnie twierdzenia, że religia Chrześciańska odbudowała rodzinę. Najzoagorzalsi zresztą przeciwnicy religii objawionej przyjęliby obojętnie to twierdzenie, że religia chrześciańska wywarła pewien wpływ na rodzinę; nikt o tem nie wątpi; jakież jednak nasze zdziwienie, gdy niedawno Letourneau stanowczo temu przeczył i wypowiadał poglądy zupełnie nieoczekiwane:”rodzinie zaszkodził Chrystyanizm, dla którego ziemskie sprawy małej są wagi; – uczynił małżeństwo sakramentem, – a więc instytucją obcą dla tych widoków społecznych, dla których małżeństwo istnieje. Mistyczny związek z Chrystusem, stawiany z ambony jako ideał życia chrześciańskiego, może napełnić serca kobiet nadzieją, że staną się Serafinami w życiu przyszłem, jakkolwiek w tej prozie ziemskiej pozostaną one służebnicami… Jednocześnie Ojcowie Kościoła nie przestawali rzucać prorunów na kobietę, jako na istotę niegodną poważania.- Więc należy tylko zaznaczyć, że „aby mądrze kierować sprawami ziemskimi, niedobrze jest być ciągle zapatrzonym w niebo”.
Tak Letourneau. Nie uwierzymy jednak, aby religia chrześciańska miała nawet ujemny wpływ wywrzeć na rodzinę; lecz uwagi dosadne pana Letourneau magą znaleźć sympatyczny oddźwięk w umysłach, jeżeli im ni eprzeciwstawimy bardzo stanowczej odpowiedzi.
I owszem. Proszę wszakże, darujcie, gdy z całą swobodą zaznaczę, że dla usunięcia tego rodzaju twierdzeń wystarczy tu chłopski rozum; on odpowie najdosadniej. Darujcie to wyrażenie; wkrótce, sądzę, uznacie jego słuszność.
Ozdobę wielu salonów stanowi zbiorek legend pod tytułem „Królowa Niebios”. Od pierwszej stronicy, na której widnieje dziewica z kwiatu, aż do ostatniej, snuje się pasmo opwiadań różnobarwnych, jak nasze pola w pełni wiosennego rozkwitu. Myśl przenosi się z rozkosznych gajów liliowych, otoczonych płotami róż, na niedościgłe przestwory mlecznej drogi, którą, jakoby Dziewica Najświętsza ze swem dzieciątkiem przechodzi „od Jasnej Góry aż na Kalwaryę i snem zmorzonej ziemi błogosławi, i taka wówczas cisza, taki spokówj w górze, tak jasność po całym rozlana lazurze, jakoby nawet anioły oddech wstrzymywały, a w dole z zachwycenia oniemiał świat cały… Za nią gwiazdek tłumy, a żaden głos Jej nie śmie przerwać tej zadumy”.
Naturalnie, opowiadania te są prostem zmyśleniem. Lud w nie nie wierzy. Jakby z jarzącego ogniska sypie przed wzrokiem naszym snop iskier swej poezyi; to nas nie zajmuje w tej chwili; jest tam jednakże pewna strona poważna; dostrzegacie ją niezawodnie; malując postać Najświętszej Panny, lud uwydatnia idealny swój pogląd na charakter i stanowisko kobiety. W tych legendach uwydatnił lud najwznioślejsze pojęcie dobroci, wszelkich cnót, do których przylgnął instyktem serca, a to pojęcie idealne podniósł tak wysoko, że się zdobył na mistrzostwo w swoim rodzaju genialne. To też legandy te czytacie chętnie, – spokojnie je podajecie waszym córkom, aby kształciły szlachetność swych uczuć. Ha, więc wam, waszym córkom, posiadającym wyższe ukształcenie, podają za źródłoszlachetnych uczuć to, co wypłynęło z serca prostaczków; powiedzcie, skąd tan lud prosty bez nauki i wykształcenia, skąd mógł on wyrobić w swoim umyśle tak idealne pojęcie posłannictwa kobiety na ziemi, jej cnót; wiem, że macie gotową odpowiedź; lud ma przed oczyma życie Najświętszej Maryi Panny; religia chrześciańska, która przyodziewa Najświętszą Dziewicę w blaski słońca, z gwiazd koronę wije nad Jej głową, zaszczepia w sercach prostaczków te wzniosłe pojęcia, któremi lud się karmi i łatwo przenosi na stosunki ludzkie, a to właśnie miałem przedewszystkiem udowodnić; – więc nasz prosty chłopek na wywody Letourneau odpowiada, że religia chrześciańska nawet wśród najniższej warstwy rozbudza pojęcie dobra, cnoty, zaczczepia nawet poczucie estetyczne; że ta religia nawet w umyśle nioświeconym zapwenia poszanowanie kobiety, a tym już sposobem i w sferze inteligenyi i wśród ciemnego ludu podnosi rodzinę do nieznanej poprzednio godności.
Stawiając zasadę nierozerwalności nałżeństawa („Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza”), Chrystus Pan nie stworzył rodziny; Chrystus tylko przywraca jej doskonałość według myśli Bożej. Odtąd godność kobiety w rodzinie nie może być lekceważoną; odtąd zabezpieczone jest wychowanie dzieci.
Prawo to zapewne okazuje się twardem w niejednym wypadku. W oczach materyalizmu jest to nawet tyranią uważać za nierozerwalne małżeństwo tych osób, które stały się sobie wstrętnymi; i nic dziwnego, bo tylko religia chrześciańska daje rodzinie nieznany grunt, na którym połączenie dwóch osób dozgonne zamienia rodzinę na prawdziwą oazę szczęścia.
Religia Chrześciańska zna taką potęgę, która utrwala spójnię wzajemną. Domyślacie się, że jest nią miłość.
Wszak nieraz świadkami tego jesteście, gdy młodzi ludzie dążą do ołtarza, przeświadczeni o wzajemnej miłości; przysięgą to stwierdzają; niestety, zaledwie let parę upływa lub miesięcy, miłość ta rozsypuje się w drobne kawałki; to fakta znyt dobrze znane.
Gdzież ta siła miłości, zapytacie, czyż Chrystyanizm ją daje? Czegóż tam brakło?
O, nie o tej mówimy miłości, która się chwyta powabów zewnętrznych; niczem ona, niczem ona, jeżeli tam brak miłości Bożej; albo inaczej ją nazwę, niczem miłość ziemska, jeżeli brak łaski sakramentalnej. Miłżeństwo jest Sakramentem nie na to, aby członkowie rodziny patrzali ciągle w niebo, jak sarkastycznie mówił Letourneau; natomiast powiem, że aby mądrze kierować swemi sprawami ziemskimi, nie dobrze jest nigdy nie patrzeć w niebo!
Na gruncie tylko cnoty, przy pomocy Bożej, miłość wzajemna przetrwa nędzę, prześladowania, doprowadzi do wrót wieczności. Rzecz tę doświadczenie stwierdza.
Głośny prafesor prawa, Lucian Brun, prztycza w dziełku „Wstęp do prawa” testament Antoniego de Courtois, zostawiony synowi: „Jeżeli chcesz być szczęśliwam małżonkiem, przed ślubem trwaj w cnocie dziewictwa; po ślubie bądź niezachwiania cnotliwym; tylko ojciec może dać ci tę radę. Do tego tak wielką przywiązuje wagę, że padam na kolana przd tobą, chwytam twe ręce, oblewam je łzami,- i z pokorą ja przed tobą mówię ci, dziecię ukochane, że we dnie i w nocy ja czuwałem nad zachowaniem twej cnoty. Gdy śmierć mnie teraz przygniata – ja w ręce twoje oddaję dar złożony mi przez Boga – cnotę; o, jeżeli ją zachowasz nieskalaną, więcej dla ciebie uczyniłem w takim razie, aniżeli gdybym ci bogactwa nieprzejrzane zostawił.”
A więc tylko przy pomocy łaski Bożej, którą w was pielęgnuje religia chrześciańska, możliwe jest urzeczywistnienie idealnego ogniska rodzinnego, które w kilku słowach określa Terturlian „Jedno ich ciało, jedna dusza; razem się modlą, razem poszczą; razem są w kościele, razem u Stołu Pańskiego, razem w prześladowaniu i pokoju.”
Więc religia chrześciańska stworzyła rodzinę, stawiając zasadę 1) nierozerwalności, 2) broniąc praw strony słabszej, 3) zaszczepiając miłość dozgonną przez łaskę sakramentalną.
Dziękujcie Chrystusowi Panu, gdy dziś przy wsłólnem ognisku rodzinnem możecie z uczuciem prawdziwego szczęścia powtarzać te słowa:
„Podnieś rękę, Boże dziecię,
Błogosław krainę miłą.
…………………………………………
……………………………………………….
Dom nasz i majętność całą
I twoje wioski z mistami.
A Słowo Ciałem się stało
I mieszkało między nami.”