

Już wspomniany niejednokrotnie Lucyan Brun wskazuje, że konieczność istnienia powagi w każdem społeczeństwie jest aksyomatem, którego nie potrzebujemy udowaniać. O tem nie będziemy dysputowali.
Ani przed Chrystusem narody pogańskie nie były pozbawione znajomości tej prawdy, ani obecnie w krajach niechrześciańskich nie panuje zupełny rozstrój; odmenne są tylko zasady, z których wypływa pojęcie powagi u pogan i wśród ludów chrześciańskich. Jak Cezar rzymski był źródłem wyłącznem prawa, podobnież on sam był dla siebie normą sprawiedliwości.
Świat chrześciański nie wprowadza nowego pierwiastku, ale stosuje w całej pełni prawo naturalne, że fundamentem porządku społecznego jest absolutne panowanie Swórcy nad stworzeniem i nad społeczeństwem.
Dziwna rzecz; jakaż w tych poglądach różnica. Napozór wszystko to jedno, na jakiej zasadzie stawiają mi dany rozza. Zapewne może być różnica tylko w uczuciach tych ludzi, którzy muszą spełniać rozkazy.
Niezawodnie, ale znika tam cieca posłuszeństwa, gdy je okazywać należy przełożonym, jako przedstawicielom powagi Bożej, gdy pamiętamy na zasadę chrześciańską: “Albowim niemasz zwierzchności, jedno od Boga, a które są, od Boga są postanowione”. Jeżeli w Rzymie Cezarowie pogańscy przybierali tytuły bozkości, a w końcu rozkazywali, aby ich zaliczono do rzędu bóztw; sądzę, że tu właśnie serca nasze odczuwają olbrzymią różnicę, która dzieli świat chrześciański od pogan.
Co też to znaczy, że Chrystus mówi o sobie: “Syn człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, ale aby służyć…a ktoby między wami cucia być pierwszym, będzie sługą waszym”. W naszem przekonaniu literalnie rozumiane jest niemożliwem do wykonania a rozumiane – przenośnie, jest bez praktycznego znaczenia. Słyszymy te słowa często, więc je przyjmujemy, jak historyczny balast ksiąg ewangelicznych; to nie dla nas.
Niestety, sąd taki dowodzi, że nie rozumiemy słów Chrystusowych.
Nie, nie w innem, ale w literalnem znaczeniupowinniśmy je pojmować. W literalnem więc znaczeniu przez wspomniane słowa Chrystusa na pierwszym miejscu wkłada na przełożonych obowiązek, obowiązek służenia dobru ogólnemu. Jest to wybitny charakter przełożeństwa chrześciańskiego. Zadaniem przełożonych jest usura z drogi te przeszkody, które tamować mogą podległy dążenie do ostatecznego celu; a więc “służyć”; nie “aby im służono”.
Nauka to niesłychana dla pogan.
Patria na bolesne karty dziejów Kościoła nie rauca nań potępienia, że tam widzisz tylko nieprzerwane pasmo cierpianych prześladowań i sporów. Jest to zaszczytem dla religii chrześciańskiej, gdy w wiekach średnich nieprzyjaciele Kościoła zarzucali mu, iż zbytnio broni swobód; gdy w ostatnich paru wiekach, wobec przewrotów społecznych, wrogowie wszelkiego objawienia zarzucają rzecz zupełnie przeciwną, że Kościół krępuje wszelką swobodę; to tylko dowód, że religia chrześciańska spełnia swoje zadanie i prawdą jest, co mówił Guizot: “Kościół jest najdoskonalszą szkołą posłuszeństwa względem powagi, a jednocześnie jest on prawdziwą matką ludów.”
Patrzmy na inną stronę wpływu religii chrześciańskiej na społeczeństwo.
W niewiele lat po zburzeniu Jerozolimy piękne wybrzeża dziesiejszej zatoki Neapolitańskiej widziały pamiętną w dziejach klęskę. W jednej nieledwie chwili otoki lawy wulkanicznej i popiołu zagrzebały najpiękniejsze miasto Kampanii. Czem była ta katastrofa dla mieszkańców Herculanum, można zrozumieć z przerażyjących opisów tego wydarzenia.
W czasach niedawnych poczęto odkopywać to miasto. Po 19 już wiekach w obliczu wszystkich zdobyczy cywilizacyi chrześciańskiej stanął w pełni świat stary, świat niebrabarzyński, ale potężny w kulturę równie jak niezwyciężoną moc swoich orąów. Zdumienie ogarnia wobec ulic i placów zdobnych w portyki i posągi, marmury i brązy; zdumienie ogarnia wobec bogactwa nagromadzonych bibliste i wykwintnego smaku pogan, rozmiłowanych w płodach sztuk pięknych; gdy wglądasz w szczegóły, cały ten świat odsłania ci wszystkie strony swego bytu. Błądząc po ulicach Herculanum, wśród tej obfitości, jednej nie znajdziesz rzeczy; niema tam ubogich. Widzisz prywatne domy obywateli, pozujące na dzisiejsze pałace monarchów; masz wille i bazyliki, teatry, świątynie,łaźnie i cyrki; nie masz tam miejsca dla ubogich.
Ha, kto zna historyę Rzymu, rozumie, co ma to znaczyć; świat starożytny pogański nie troszczył się o tych, którzy pozbawieni byli wszelkich środków do życia. Każda jednostka w społeczeństwie uważaną była za własność ogółu; miała względem niego tylko obowiązki, nie miała prawa domagać się, aby ogół o niego się troszczył. Tak było w Grecyi i Rzymie; świadczy o tam Platon, który uznaje, że nawet prywatne majątki są własnością ogółu, równie jak osób prywatnych. Rozdawano zboże w Rzymie głodnemu ludowi, aby na chwilę go zaspokoić i odwrócić od możnych tę żywiołową siłę, która zerwać by mogła wszelkie więzy powściągliwości. Więc biada ubogim; nie było dla nich miejsca, i być nie mogło, gdy według świadectwa Arystotelesa w strożytnej Grecyi nawet przysięgą zobowiązywały się pewne warstwy społeczne, aby nie wspomagać niższych warstw, ale im szkodzić.
O, świat chrześciański, choćby był nawet uboższym pod względem płodów sztuki, o całe niebo przewyższa cawilizacyę dawną pod względem stosunków społecznych. Dla nas ogół ma nietylko prawa; ma i obowiązki, gdy wszyscy jeden stanowimy organizm, w którym liczne członki, sobie nierówne, ale sobie równie potrzebne, wzajemnie od siebie zależne, a wszystkie jedno stanowią, tak dalece, że jeżeli jeden członek cirpi – wszyscy czujemy ból jego; i jak w organizmie, zewsząd skupiają się siły żywotne, aby cierpienie usurać. “Albowiem jako ciało jedno jest, a członków ma wiele…także my wszyscy w jedno ciało jesteśmy ochrzceni”. “A nie może rzec oko ręce nie potrzeba mi cię abo zasię głowa nogom: nie potrzebuję was;” lecz jak w tym organizmie, harmonia panuje w społeczeństwie chrześciańskim, więc i dla ubogiego jest miejsce w tem społeczeństwie.
Nie zaprzeczacie, że religia chrześciańska jest matką instytutów dobroczynnych.
Tego nie dosyć. Nie mogłem nigdy bez rozrzewnienia patrie na to, gdy rektor wyższego zakładu naukowego, wysoko stojący w hierarchii społecznej, w wigilię Bożego Narodzenia szedl do zgromadzonej służby i łamał się z nią opłatkiem; miłą jest ta spójnia dusz; nie modem nigdy bez rozrzewnienia patrie na tę dziwną, a niesłychanie podniosłą i heroiczną, że tak powiem, ceremonię, gdy książę Kościoła klęka przed gronem żebraków, umywa ich nogi i całuje je publicznie wobec nas, którzy go otaczamy.
Co sądzicie, czy jest to ceremonia bezmyślna; pamiętajcie, że Chrystus powiedział: “jakom ja wam uczynił, tak i wy czyńcie,” i czynią, ale nie bezmyślnie; to obraz żywy i pełny ducha religii chrześciańskiej; to najwznioślejszy symbol uznania równości dusz naszych wobec Boga, to symbol wyniesienia ubóstwa do najwyższej czci, tak dalece, iż św. Ambroży mógł powiedzieć: “Gloria Episcopi est pauperum inopiae providere” – “Chwała to dla biskupa, gdy może wspierać ubogich”.
I cóż sądzicie; Chrystus wyżej jeszcze stawia ubogich, gdy zalicza dobrowolne ubóstwo do rzędu rad ewangelicznych, a duch ubóstwa czyni znakiem osiągnięcia królestwa Niebieskiego.
Niech żyje cywilizacya chrześciańska, powtórzy to w sercu swojem każdy, kto ją bliżej poznał, jeżeli i na usta Renana mogła on awywołać to dziwne wyznanie: “Wszystko, cokolwiek doskonałego posiadamy, zawdzięczamy Chrystusowi Panu; i tak dalece jest On fundamentem całej ludzkości, że w proch musiałaby się ona rozsypać, gdyby było możliwem poruszyć ten kamień”.
O, Chryste, my z głębi serc wypowiadamy te słowa, które wypowiedzieć wzdragał się lud Izraelski: “Błogosławiony – który idzie w Imię Pańskie.”