

Przejdź Europę w całej długości; spotkasz Londyn Paryż, Berlin i inne miasta; łatwo zrozumiesz, że to siedliska cywilizacyi; tam wre gorączkowa działalność, znać potęgę i obfitość; to są miasta chrześciańskie; szukaj więc życia chrześciańskiego; jeżeli tego nie widzisz, słuchaj czego tam uczą; z katedr wzniesionych dla chwały Chrystusa Pana, niestety, słyszysz taką rozmaitość twierdzeń, że nie wystarczyłby Rzymski Panteon, aby objąć przedstawicieli najsprzeczniejszych odłamów tego, co nazywamy Chrystyanizmem. Gdy w jednej świątyni mówca stawia twierdzenie, inny w tem samem mieście to twierdzenie obala. A ten szereg twierdzeń i zaprzeczeń musi być bardzo długi, gdy dziś w łonie protestantyzmu liczą już conajmniej 300 odłamów najsprzeczniejszych.
Czy to jest religia Chrześciańska? Twierdząco odpowiada protestantyzm.
Na razie nie potrzebujemy przeczyć. Sami należycie oceniacie ten pogląd, a moje zadanie ogranicza się jedynie do możliwego uwydatnienia waszych własnych przekonań.
Powiedzcie, co w tym zamie wyznań znajdujecie wspólnego; zapewne nie trudna odpowiedź, bo wiele jest rzeczy wspólnych; macie na myśli Chrzest św; i słusznie bardzo, jakkolwiek wiecie, że nie na nim polega istota Chrystyanizmu, a dla wielu na hańbę tylko większą służyć będzie, jak Aryuszowi, który szerzył naukę bluźnierczą przeciwko Chrystusowi Panu. Może wskazujecie wspólną wśród wszystkich wyznań wiarę w Chrystusa Pana; ależ tymbardziej nie jest to znak decydujący o charakterze chrześciańskim, jak nie zapewnił Mahometowi nazwy chrześcianina, choć uznał on Chrystusa Pana za jednego z największych proroków. Przypominacie niezawodnie, iż wszyscy przyjmują Pismo św., które ma zawierać streszczenie nauki chrześciańskiej, i słusznie, jakkolwiek wiemy to aż nadto dobrze, że do ksiąg Pisma św. Można zastosować słowa Platona: “Pismo może zawierać najświętsze prawdy – ale cóż ono winno, że jego zanczenie ludzie przewrotnie tłómaczą”; książka nie mówi sama za siebie, nie umie się bronić, milczy, cierpliwie znosi choć czytelnik wywraca myśli w niej zawarte, i potrzeba, aby w jej obronie stanął ten, kto jest jej ojcem. To też nic dziwnego, że Pismo św. nie jest jedynem źródłem nauki wiary; Chrystus nie rozkazał jej szerzyć za pomocą pisma, lecz powiedział do Apostołów: “Idąc tedy na świat cały, nauczajcie wszystkie narody;” i Wolter nawet wyznaje, “że nikt z Apostołów nie myślał za pomocą Pisma św.jedynie szerzyć nauki Chrystusa Pana,- skoro wyraźnie mówią, jak św.Jan w swej Ewangelii, że księgi przez nich napisane bynajmniej nie streszczają całej nauki Chrystusa”. A nawet już we wszystkich ziemiach Rzymskiego państwa brzmiał głos Apostołów i z tysiąców serc chrześciańskich wzbijały się pod niebiosa słowa starożytnej pieśni “Christus regnat, – Christus vincit,”- gdy jeszcze nie były napisane wszystkie cztery Ewangelie.
Pozwólcie, że do tych cech dodam jeszcze jeden znak wspólności, na który może mniej zważacie. Łączy wszystkich rzecz nad wszelki wyraz bolesna; o! nie jest to wspaniała mozaika, której odrębne kamienie, w jednolitej harmonii kolorów, stanowią miły dla oka obraz; to raczej poszarpana szata Chrystusa, gdy jakby dla groźnego kontrastu z jego słowami “po tem was poznają, że jesteście uczniami moimi – jeżeli miłość mieć będziecie jeden ku drugiemu,”- wśród nich panuje wiekami utrwalona nienawiść i walka; walka ta ich przedewszystkiem łączy; chcecie poprawić moje wyrażenie, że to ich przedewszystkiem dzieli; lecz nie, ponawiam przytoczone twierdzenie i postaram się je wytłómaczyć.
W obliczu Piramid Napoleon I nie znalazł niegdyś innego wezwania do towarzyszów broni nad słynny odkrzyk: “40 wieków na was patrzy ze szczytu tych piramid, “ i doskonale tu zrozumiał myśl tych kolosalnych pomników; bo nie stoją one bez celu.
Od pustyni Egiptu aż do wspaniałych bulwarów Paryża całe szeregi głazów lub śpiżów mają uwiecznić pamięć krwawych tryumfów. To apoteoza potęgi ludzkiej. Ale my znamy wyższą potęgę.
Przed niewielu laty człowiek, który często podpisywał się wyrazem “Ecrlinf”- to znaczy écraser l’infame, – więc człowiek, który zewpolił w swej duszy całą nienawiść przeszłości przeciwko religii chrześciańskiej, podał broń do walki z krzyżem na śmierć i życie w tych niewielu słowach: “spotwarzajcie, spotwarzajcie – zawsze ztąd cokolwiek zostanie.” Broń to nowa, a przynajmniej dawno już nie używana; broń, zdawało się, niezawodna; więc wylał na świat całą powódź sarkazmu, kłamstwa, potwarzy przeciwko tej religii, przed którą zadrżały legiony i pierzchnął orzeł rzymski i księżyc skłonił swe ogniste rogi.
Wyobrażamy sobie zazwyczaj, że Wolter pracował w tym kierunku bez żadnej pomocy; historya świadczy jednak, że zgromadzał on wszystko cokolwiek było wyższem umysłowo nad poziom współczesny, i z wytrwałością Katona, ze słowy na ustach “delenda Carthago” jak wódz dzielny jednoczył współczesnych pisarzów, grazi innym, jeżeli mniej gorliwie działali. “Bóg od ciebie zażąda zachunku z użycia twego talentu, pisał do Helvecyusza, możesz latrie niż kto inny zetrzeć tego robaka”; a niewiedział, że po nim powstaną ludzie, którzy go przewyższą w sztuce prowadzenia walki przeciwko religii; nie wiedział, że przyjdzie Strauss, że przyjdzie jeszcze silniejszy Renan, lecz jakiż był owoc tej walki?
Nie oto nam jednak idzie. Powiedzcie, czy zjawienie się na widowni dziejów Woltera, Straussa, Renana było przypadkowem i bez przyczyny. Któżby tak sądził; bynajmniej; w każdym z nich uzmysłowiło się to właśnie, co jednoczy wszystkie odcienia wyznań chrześciańskich. Tych ludzi wydała na świat wspólna nienawiść przeciwko Kościołowi Katolickiemu.
Ha, więc w całym chaosie różnorodnych wyznań znajdujecie jeden wspólny i stały węzeł – walkę przeciwko religii katolickiej.
Cóż stąd za wniosek? O niezmiernej wagi!
Stawiając analizę fałszu każdego De Maistre twierdzi, że jest to połączenie pychy i sprzeczności logicznej. Nie zapuszczajmy się w rozbiór tego sądu; wszakże niezawodnie każdy zgodzi się na to, że istotą błędu czy fałszu, czy wogóle nieprawdy jest opozycya z prawdą więc walka z prawdą; inaczej być nie może, bo fałsz samem zaprzeczeniem prawdy stara się ją usura, a więc prosty wniosek: prawda – prawdziwa religia jest tam, przeciwko czemu wszystkie różnorodne wyznania jednomyślnie walczą. Nie, ten zamęt wyznań, który widzicie wśród współczesnych, nie jest dziełem Chrystusa Pana; dzieło swe Chrystus wskazał w tych kilku wyrazach: “Tu es Petrus et super hanc Petram aedificabo Ecclesiam meam”. “A dto nie słucha Kościoła, niech będzie jako poganin”.
Więc gdzie Kościół Chrystusa, tam – religia Chrześciańska, bo w niem mieszka “Duch Prawdy.” On jest “Basi set firmamentum verutatis”.
I słusznie mógł powiedzieć św. Ireneusz: “Poza Kościołem wszystko znajdziesz, za wyjątkiem Prawdy”. I słusznie św. Cypryan mówił o Nowacyanie: “Niech sobie on będzie czem chce, ale chrześcianinem nie jest, bo nie jest w Kościele Chrystusowym; cóż z tego, że on cytuje teksty Pisma św.,gdy Pismo św. nie należy do niego, lecz do Kościoła, któremu dane jest jego rozumienie”. “Nie może mieć Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za matkę”. Mógł też św. Augustyn powiedzieć: “nie wierzyłbym Ewangelii, gdyby mnie do tego nie pobudzała powaga Kościoła”.
To też protestant szczera Thomasius wyznaje:”widzimy jasno, że Chrystyanizm nie ma na celu zbawić tylko tę lub tamtą jednostkę, ale ma stanowić na świecie społeczeństwo konieczne (necessarium), miasto Boże na ziemi, które ma obowiązek i prawo objąć wszystkich; widzimy, że Kościół jest essencyalną formą, w jakiej ma okazać się religia Chrześciańska”.
To też Chrystus Pan nie pozostawił dowoli każdego wyzanwać religię w jakiejkowiek formie. Lecz zwracając się do Apostołów twierdzi bezwzględnie: “qui vos audit, me audit.” “Kto was słucha, mnie słucha, kto wammi gardzi, mną gardzi” i Apostołowie powtarzają tęż samą zasadę w innych słowach: “że kto się od kościoła odłącza, ten się od Apostołów i Chrysusa odłącza.”
Duch prawdy w tym tylko mieszka Kościele, któremu ten dar Chrystus zapewnił: “Ego rogavi Patrem, ut non deficiat fides tua.”
Przeciwko religii chrześciańskiej w Kościele św. “portae inferi non praevalebunt” i niech tu wolno będzie przytoczyć apoteozę skreśloną rąką Macauley’a: “żadna instytucya już nie istnieje z tych czasów, w których lamparty i lwy rykiem swym napełniały amifiteatr Flawiana wśród męczenników chrześciańskich, lecz Kościół stoi. Najstarsze dynastye są jakby wczorajsze wobec linii papieży. Od tego, który koronował Napoleona aż do tego, który namaszczał Papina, i od owej chwili aż do kolebki Chrześciaństwaa ciągnie się ich nieprzerwany szereg. Rzeczpospolita Wenecka była młodzieniaszkiem wobec Kościoła; dziś ona w prochu i zapomnieniu, Kościół stoi, stoi nie zestarzały i nacechowany dekadentyzmem, ale z młodzińczą siłą i życiem; widział on ponzate wszystkich państw dzisiejszych. Wielki i szacowny, on żył pierw, niż stopa Saksonów stanęła w Bretanii; pierw niż Frankowie przekroczyli Ren; żył wówczas, gdy wymowa Greków kwitnęła w Antyochii; wówczas, gdy w Mekce stawiano nowe bóstwa; i żyć będzie równie silny, potężny, wspaniały, jeszcze wówczas, gdy kiedyś mieszkaniec Nowej Zelandyi zwiedzać będzie opustoszałe kraje wielkiej niegdyś Europy, a na szczątkach wspaniałych budowli Londynu podziwiać będzie ruiny archikatedry Anglikańskiej”.
Trafne to słowa, choć dla nas wystarczają te, które mówimy w Składzie Apostolskim: “Wierzę w święty Kościół powszechny.”