

Prawdopodobnie już uznajemy za przestarzałe stwierdzenie, że religia jest płodem twórczej fantazji czy prawdawców, czy też sfer zainteresowanych w utrzymaniu porządku społecznego; anibym nawet chciał wspominać o tym, gdy naprawdę niewiadomo co tu bardziej podziwiać, czy złą wolę ignorowania najoczywistszych rzeczy, czy brak stosowania najprostszych zasad ligiki. W istocie tego udowadniać nie potrzeba, że w przeciągu wieków – wśród tylu milionów pokoleń, które słuchały głosu religii, już by do tego czysu musiano wykryć pierwszego sprawcę tak doniosłego dzieła, jak narzucenie światu jakichkolwiek pierwotnych zasad religii; wiedziano kto, kiedy i komu te zasady najpierw narzucił. Podobnież zdrowa ligika wskazuje, że jeżeli ktokolwiek na świecie, przypuśćmy prawodawca jakiś, chciał tego środka użyć dla utrzymania podwładnych w karbach uległości, musiał on znać najpierw z doświadczenia skuteczność tego środka, – czyli religia musiała już wcześniej być praktykowaną, – więc nie wspomniany już prawodawca byłby jej twórcą, ale ktoś przed nim; a tak musielibyśmy prowadzić ten wniosek bez końca. Słowem twierdzenie o utrzymaniu religii przez ludzi – ze wszechmiar niedorzeczne, i najdoskonalej mopnaby je pominąć, gdyby nie to przeświadczenie, że je każdy z nas słyszał powtarzane w tysiącznych tonach, odświeżane, ubarwiane wedle osobistego „ widzi mi się”.
Niech raczą wybaczyć obrońcy owego twierdzenia otwartość, z jaką obowiązani jesteśmy tu wystąpić: ludzie ci poprostu nie wiedzą o czym mówią; uważają widocznie religię za strszydło fantastyczne, przydatne jako hamulec dla ciemnego motłochu. Jeżeli tego rodzaju pogląd nie razi nas, to najczywistszy dowód, że dziś potrzeba przede wszystkim szczerze roważyć co to jest religia. Olbrzymi kontrast z tym poglądem stanowi zdanie jednego z nowoczesnych myślicieli: „ religia jest radością, chociaż pod inną kryje się nazwą”; zdanie to, ze wszechmiar słuszne, pozwala nam rozwinąć właściwe pojęcie religii. Wiemy, że celem człowieka jest szczęście, które osiągnąć w zupełności może tylko w Bogu; musi więc łączyć nas z tym szczęściem jakiś stosunek; przede wszystkim dążyć mamy do tego szczęścia; a właściwie ten stosunek człowieka do Najwyższego Dobra nazywamy religią.
Wprawdzie i to dążenie do szczęścia ludzie rozmaicie pojmują,- istotę wszakże tej drogi najłatwiej możemy poznać, gdy przypomnimy sobie, na czym według świadectwa rozumu polega dążenie do szczęścia; w tym znajdziemy także najistotniejsze czynności religii. Unikając wszelkich ozdób, starać się będę krótko wskazać te rzeczy.
„ Mądrość, według słów Seneki, nie stanowi szczęścia człowieka, ale jest pierwszym pomiędzy niezbędnymi warunkami do jego urzeczywistnienia”. Nie mówimy o wykształceniu, nie zwawsze daje ono tytuł mądrości. Niejeden włada wielu językami, i może opowiadać o bogactwie Londynu, o piękności Paryża, o ludowych zabawach Hiszpanów, i o obyczajach ludów Afryki z równą łatwością, jak o życiu starożytnej Romy i Kartaginy, a jednak wobec zbliżającej się śmierci powtórzy słowa, które słyszano z ust umierającego największego z filozofów greckich, że „dla ziemskiej nauki nigdy by on nie chciał nosić nazwy mędrca”. Mądrość, która ma do szczęścia doprowadzić, zasadza się na doskonałej ocenie wartości rzeczy stworzonych i na poznaniu prawdziwego dobra.
Wiemy zaś z poprzednich nauk, że jedynie zadawalniającym człowieka dobrem, jest zbliżenie się do najwyższego ideału, t.j. podobieństwo Stwórcy, o ile je urzeczywistnić możemy na ziemi; urzeczywistniamy je przez cnotę, i tu znajdujemy drugi najistotniejszy warunek szczęścia. Próżne byłoby zatapianie myśli w tym najwyższym ideale rzeczy Bożych i pięknych, jeżeli zarazem człowiek nie używa wszystkich wysiłków, aby zniszczyć w sobie to co stanowi naszą niedoskonałość”. Im bardziej doskonałym stajesz się przez cnotę, tymbardziej jesteś szczęśliwy, bo zbliżasz się do obcowania ze Stwórcą, i jak On w sobie znajduje źródło szczęścia, podobnież ty w Nim szczęście znajdziesz. Nie zastrzegłem, że prawie wszystko, co mówiłem dotychczas o dążeniu do szczęścia, zaczerpnięte jest z dzieł Arystotelesa, szczególniej z jego Etyki, oraz z innych filozofów starożytnych; mamy tu więc jedynie świadectwo rozumu; a niezrównana harmonia panuje pomiędzy tymi zdaniami i określeniem katechizmu, że „ szczęście człowieka polega na tym, aby Pana Boga swego znał, kochał i Jemu służył”, dodaje nadto: „ a przez to żywot wieczny osiągnął”; ostateczne bowiem urzeczywistnienie szczęścia zapewnia życie i przeznaczenie człowieka w stanie nadnaturalnym, ale to odkładam do późniejszej nauki.
W dotychczasowych uwagach poznaliśmy dwa warunki osiągnięcia szczęścia; pozostaje tylko zastosować je do religii, a znajdziemy jej najzupełniejsze pojęcie.
Najistotniejszym zatym czynnikiem religii jest poznanie Boga i tych środków, które do zjednoczenia z Nim domagają. Naturalnie różne są tego poznania drogi i stopnie. Ani uczony ani żaden człowiek, który choć cokolwiek ma poczucia piękna, nie zaprzeczy, że cała przroda jest wspaniałą księgą, której głoski opowiadają naukę o Bogu. Dlatego Pismo św.bałwochwalstwo uznaje za grzech pogan: „ Ponieważ co jest wiadomo o Bogu, jest im jawne. Bo rzeczy jego niewidzialne przez te rzeczy, które są uczynione…bywają poznane…tak, iż nie mogą być wymówieni”. Księga natury z acałym zakresem nauk stanowi pierwszy stopień poznania Boga. Drugi stopień osiągniemy przez wiarę drogą objawienia. „ A wiara jst gruntem rzeczy tych, których się spodziewamy, wywodem rzeczy niewiedzialnych. A bez wiary nie podobna podobać się Bogu”. Najwyższy stopień tego poznania mamy osiągąć w kontemplacji, którą zapowiedział psałmista: „ Satiabor, cum apparuerit gloria tua”, – nasycon będę, gdy się okaże chwała Twoja. Lecz ten stopień – zachowany dla chwały wiekuistej.
„ Gdy to wiecie, powiedział Chrystus Pan, szczęśliwi będziecie, gdy zachowacie”; jak zaś mamy zachowywać, bliżej określił mówiąc: „ Bądźcie wy tedy doskonali, jako Ojciec Wasz niebieski doskonały jest” dążenie do doskonałości, stanowi drugi najisotniejszy czynnik religii.
Prawda,- zapewne pomyśli ktokolwiek,- określenie takie religii zgadza się z tym, co powiedziałeś o drodze do szczęścia; ale zastosuj to do życia. Wszak my posiadamy prawdziwą religię; czy przeto jesteśmy szczęśliwi? I przeczyć tu będą tysiące łez, które ludzie wylewają w skrytości, i tajemne skargi na życie twarde, i znana nędza materialna przeważnej części miejscowej ludności. Że cierpień jest wiele, niepodobna zaprzeczyć, a nawet musimy przypomnieć słowa Pana Jezusa: „ Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, bo będziecie narzekać i płakać”. Ale to jest właśnie najwybitniejszą cechą religii, że ona zapewnia szczęście nawet wśród cierpień; jak największy przyjaciel swoim tchnieniem wywołuje na ustach taki wyraz szczęścia, który podziwiamy w listach św. Pawła: „ Obfituję w rodości we wszystkich utrapieniach moich”. Religia całą swą potęgę okaże przy końcu życia człowieka. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, gdy szczęścia szukacie nie w tym, „ co w górze jest”, ale „ co na ziemi”. Może ta ostatnia uwaga wywoła uśmiech politowania; bo czyż religia ma być tak jednostronną? Czy podobna, aby człowiek miał na myśli ustawicznie to, co w górze jest? Chciałbyś nas,- książę, uczynić jakimiś pustelnikami, zatopionymi w ciągłej kontemplacji; człowiek, dopóki żyje na świecie, otoczony światem, ze światem żyć musi.
O, bezwątpienia, słuszną byłaby ta uwaga, gdybyśmy pominęli jeden jeszcze szczegół. Wszystkie rzeczy świata tego mają nam służyć za środki do osiągnięcia najwyższego dobra; te więc tylko wybieraj, które ci dopomagają do celu; unikaj tych, które przeszkadzają. Zaznaczył to Pan Jezus: „ Jeżeli prawe oko gorszy cię, wzrwij je, i rzuć precz”. Religia nie jest jakimś tylko nieokreślonym uczuciam, westchnieniem, wobec jakiejś myśli pobożnej; nie jest bezmyślnym sentymentalizmem.
Nie potępiema jednak bynajmniej uczuć, które poczytywać zwykliśmy za najszlachetniejszą cząstkę życia ludzkiego. Jeżeli te uczucia gruntują się na żywej znajomości zasad religii i gorącej miłości Bożej, – poniżenie ich byłoby niegodne kapłana; bo pamiętać on powinien na łzy, które Chrystus Pan wylawał nad Jerozolimą, i na wstchnienia, i na smutek, i na pot krwawy w Ogrodzie Oliwnym; i wiedzieć powinien, że uczucie czyste ułatwia zadnia religii, nadając woli zapał w spelnianiu obowiązku. Bynajmniej więc tych uczuć nie potępiam; i owszem, dodać muszę, że to uczucie powinno być uzewnętrznione zgodnie z naturą człowieka i w słowie – przez modlły do Boga, – i we wszystkich obrzędach, którymi jako symbolami wyrażamy zewnętrzne uczucia. Jest to trzeci czynnik religii. „ Jeżeli to wiecie, – błogosławieni, gdy też zachowacie”.