

Twórca sekt protestanckich w swoim katechiźmie wielkim zapisał te słowa: “Ale poza Chrystyanizmem, tam gdzie nie jest głoszona czysta Ewangelia, niema odpuszczenia grzechów, niema także żadnego zbawienia. I oddalają się od tego kościoła wszyscy, którzy przez własne uczynki starają się podobć Bogu”.
Wyraźniej to powiedział Melanchton: “Nie wyobrażaj sobie, aby byli jacykolwiek wybrani poza tem zgromadzeniem wybranych.” Jeszcze wyraźniej toż samo czytamy w wyznaniu Helweckiem czyli Kalwińskiem: “Takiej jest wagi łączność z prawdziwym Kościołem Chrystusa, że kto nie jest z nim złączony – bynajmniej żyć nie może w łasce Boga”. Toż samo dosłownie w innem wyznaniu, które już pomijam aby was nie męczyć wieloma cytatami. A zdaje się, że już w tych kilku znaleźliście rzecz zupełnie nie znaną.
Jakto, więc nietylko Kościół katolicki, ale wszystkie inne wyznania stawiają to krańcowe twierdzenie: “extra ecclesiam non est salus?”
Ależ to nic dziwnego. Jeden jest Bóg, jedna być może tylko religia prawdziwa, czyli droga zbawienia; a wiemy, że jest nią religia chrześciańska; i słusznie mógł Stahl, rektor Uniwersytetu Berlińskiego, powiedzieć, że wybitną cechę religii Chrześciańskiej stanowi exkleuzywność z jednej strony, i aggressywność, czyli prawo do rozszerzania się wśród wszystkich ludów. Wszak Kościół, któryby twierdził, że w każdem innem wyznaniu równie dobrze zbawić się można, wydawałaby sobie świadectwo fałszywości.
Sądzicie więc, że narówni tu z innymi postawię nasz św.Kościół Katolicki? Niech mi jednak wolno bedzie w danym razie być tłomaczem waszych myśli; mogę twierdzić stanowczo, że omawianej zasady “Extra Ecclesiam non est salus” nie pojmujemy inaczej, tylko jako akt stanowczego potępienia wszystkich, którzy nie należą do Kościoła prawdziwego; inaczej zapewne możnaby to wyrazić: Każdy muzułmanin, każdy poganin choćby najcnotliwszy, słowem ktokolwiek zewnętrznie nie należy do Kościoła prawdziwego musi być potępiony; tak przytoczone zdanie rozumiecie; i dziwić się nie można, jeżeli wasze serca szalchetne nie mogą się pogodzić z tą zasadą w powyższem rozumieniu.
Żaden istotnie człowiek rozumny na to się zgodzić nie może; to barbarzyństwo poprostu.
Macie najzupełniejszą słuszność; i powiem, czego tu bynajmniej nie oczekujecie, że tak samo sądzi Kościół katolicki.
Głos Ojca św., Piusa IX, wszelką już rozproszy wątpliwość; dla ogółu naszego nie są znane głośne słowa Piusa IX: “Nie godzi się, bracia kochani, kłaść granic miłosierdziu Bożemu, które jest niskończone; nie zdołacie nigdy przeniknąć wyroków tajemnych i sądów Bożych, które są niezgbłębioną przepaścią. Wierzyć mamy jako w dogmat, że poza kościołem apostolskim rzymskim nikt zbawionym być nie może lecz jako rzecz pewną mamy także przyjmować, że niewiadomość rzeczy Bożych, żadnej on nie może mieć winy pod tym względem. Któż więc ma tu prawo wskazywać te granice wobec takiej rozmaitości krajów, narodów, zdolności każdego człowieka i innych okoliczności, które mogą uniewinniać człowieka? Kiedyś ujrzymy jak ścisłym i pięknym węzłem łączą się miłosierdzie i sprawiedliwość Boża; dopóki tu na ziemi jesteśmy, prośmy Boga, aby wszyskie ludy nawróciły się do Chrystusa, nie zbraknie borie łask Boskich dla tych, którzy szczerze prawdę poznać pragną.” Mniej może jeszcze oczekujecie tego szczegółu, że Kościół nawet grozi klątwą temu, ktoby twierdził, że poza Kościołem Pan Bóg nie rozdziela żadnej łaski.
Czy wiecie, że z tych słów Piusa IX ukuto nową broń przeciwko Kościołowi katolickiemu; a mogę przypuszczać, że i w waszych sercach już rodzić się poczęło przypuszczenie, które bardzo ponętnie przedstawił pewien pisarz: “Wyznać trzeba, powiada on, że wpływ filozofii i postęp idei nowożytnych bardzo zmodyfikował w wielu punktach naukę Chrześciańską. Niemiłosierna zasada “extra ecclesiam non est salus”, już dziś przedstawia się jakby porzucona, a przanajmniej bardzo złagodzona. Kościół starożytny skazywał na potępienie wiekuiste najcnotliwszych pogan, którzy się nie nawrócili po ogłoszeniu Ewangelii”.
Na te słowa pełne ironii nie potrzebujemy odpowiadać; broni się Kościół starożytny sam aż nadto dostatecznie. Słuchajmy co mówi jeden z największych doktorów Kościoła w pierwszych wiekach Chrześciaństwa: “Ci, którzy idą za błędnem zdaniem, choć go nigdy nie badali, ale przyjęli je już od swych rodziców, a pragną jednak pozza prawdę, gotowi w każdej chwili ją przyjąć, gdy ją spotkają, nie mogą być zaliczeni do liczby heretyków”. Tak odpowiada starożytność chrześciańska; taka jest nauka Kościoła Katolickiego po wszystkie wieki.
Jakże, wiąc poza Kościołem chrześciańskim jest zbawienie?
Czy miał słuszność słynny malarz, gdy we wspaniałym fresku przedstwił świat dzisiejszy jako walkę światła i cieniów? W świetlanym szeregu muz, wyobrażających sztuki piękne, literaturę, rzemiosła, nauki, cnoty, panuje jakby naturalne dążenie w ponadziemskie sfery i cały przstwór, zda się, przenika jakaś dźwięczna melodya; taki tam pokój i jedność i harmonia. Naokół jednocześnie kłębią się w ogniu i dymie czarne widziadła, gotowe do walki na śmierć i życie, i jakby rozszarpać chciały to pasmo blasków, czarną chmurą otaczają drogi świerlane. Tam wszystkie narzędzia znieszczenia i godła zbrodni i zarody wszystkich nieszczęść; – obraz godny naprawdę słów Hiobowych: “ziemia mroku i ciemności, gdzie niema porządku, ale wieczny strach przebywa.” Miał słuszność autor tego obrazu; miał słuszność – bo któż z nas nie widzi objawów tej walki światła i ciemności. Jest niezawodnie, bo ją czujemy we wszystkich zakresach życia.
To najważniejsza, jaki jej rezultat.
Czy wiesz, że on od ciebie zależy?
To są dla ciebie rozstajne drogi. Masz wolność woli; chyba więc sam w sobie nosisz źródło ciemności, jeżelibyś je obierał; tym sposobem pomnażasz szanse własnej przegranej. Ty wiesz, iż szczęście tylko na drodze światłości.
Chcesz mi powiedzieć, żen a tej drodze światłości może być człowiek, który nie wyznaje religii katolickiej; jeżeli świadomie nie obiera błędu, ale szuka prawdy i żyje cnotliwie.
Właśnie tu już zupełnie zrozumiemy zasadę Kościoła! Ten nawet, kto zewnętrznie nie należy do Kościoła, jeżeli błądzi mimowoli i nieświadomie, bez winy, jest na drodze zbawienia; teologicznie mówimy, że “należy on do duszy Kościoła”; i gdy św. Augustyn mówi, że taki człowiek heretykiem nie jest, dodać modem, że w duszy jest on katolikiem prawdziwym.
Ale jedny jest tylko droga światłości. Dziś nie potrzebujemy jej szukać, gdyż Chrystus bliżej ją określił: “Kto żyje we mnie nie chodzi w ciemności, ale ma światło żywota.” Stanowczo Chrystus wskazuje, że kto Kościołem Jego gardzi, nim gardzi. “Kto się od Kościoła oddziela, ten własnem potępia się sądem.” Więc niezachwianą jest zasada: “Extra Ecclesiam, non est salus,” i ci tylko poza Kościołem zbawieni być mogą, którzy są w dogre wierze, a błądu swego pozza nie zdołali.
Gdy zaś pytać będziesz, kto w szczególności pozbawiony jest tej dogre wiary, Kościół ci nie odpowiada; gdy będziesz prosił aby ci wskazał czy w przeciągu wszystkich wieków istnienia świata, jest kto potępiony napewno, nie wymieni ci nikogo stanowczo, opócz jednego Judasza, bo wyrokowanie, kto jest w szczególności potępiony, do Boga należy; do nas należy iść tą drogą światłości, którą nam Pan Bóg utworzył.
O, wiem, wszyscy po większej części idziecie tą drogą zbawienia, i nie mam prawa mówić do was “światła nie gaście!” ale natomiast mam prawo prosić was abyście w swojem życiu bez drżenia wśród otoczenia ludzi obojętnych wysoko nieśli pochodnię wiary katlickiej; nielogiczny, nieprawy, nieszlachetny indeferentyzm swoje najpierw ofiary gubi i na całe społeczeństwo sprowadza coraz wyraźniejsze objawy zozkładu. Indeferentyzm panujący dzisiaj w tylu, już domach niegdyś katolickich, znikać będzie, jak mrok nocny przed zorzą poranną.
W Imię Chrystusa Pana nesci to światło do swego ogni ska rodzinnego, rozszerzajcie w dziedzinie nauk, w zakresie sztuki, literatury, odważnie, zapalajcie w sercach waszych bliźnich te światła, w których źródło prawdziwego życia i szczęścia.