

Podczas wieczerzy ostaniej Pan Jezus wypowiada w rzewnej modlitwie do Ojca Swego całą konstytucyę Kościoła. “Za nie ja poświęcam samego Siebie, aby i oni byli poświęceni w prawdzie. A nie tylko z nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez słowa ich uwierzą w mię; aby wszyscy byli jedno, a iżby pozza świat, żeś ty mnie posłał”. Więc jedność Kościoła Chrystusowego ma być pierwszym znakiem jego prawdziwości.
Czy ona tak dalece rzuca się w oczy?
Musimy wyzanć, że poprostu nie zastanawiamy się nad tem, bo zazwyczaj nie przywiązujemy do tego żadnej wagi.
Znamy, czem jest solidarność pomiędzy ludźmi, ale pod tym względem wyróżniają się synowie Izraela. I nie przypuszczamy, aby tego rodzaju jedność miała być znakiem prawdziwości Kościoła.
Słusznie zupełnie. Solidarność żydów nie wystarcza Kościołowi, który przez wszystkie wieki ma w swem łonie jednoczyć wszystkie narody. Domagamy się widoczniejszego znaku nad taką jedność.
Jeżeli wszakże ten znak istotnie jest tak jasnym i rzucającym się w oczy, zadanie moje ogranicza się do wykazania, że go widzimy wstawicznie i znamy.
Na chwilę zwrócimy się do innego przedmiotu. Prawda, że jasne są słowa Chrystusa Pana: “Błogosławionyś jes Symonie Bar Jona, bo ciało i krew nie objawiły tobie, ale Ojciec Mój, Który jest w niebiesiech. A ja tobie powiadam, iżeś Ty jest Opoka, a na tej Opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie zwyciężą Go”. “Paś owce moje, paś baranki moje.”
Obrońcy refomacyi tłomaczą, że Chrystus nie na osobie Piotra św.wzniósł swój Kościół, ale miał na myśli niezachwianą Jego wiarę. Protestant pewien, odrzuca takie tłomaczenie, jako wykrzywianie słów Chrystusowych, ale niepotrzebnie zupełnie. Owszem, przyznać to możemy z całym spokojem. Jest to część prawdy, Chrystus nie wzniósł swego Kościoła na osobie Piotra materyalnej (super ossa et carnem); nie ciało i kości Piotra, nie te prochy jego, które dziś spoczywają pod sklepieniami bazaliki wspaniałej, miały być fundamentem powszechnego Kościoła. W osobie Piotra Chrystus zakładał jakąś instytucyę nieśmiertelną, tak trwałą, jak trwałą jest budowa Kościoła; i gdy we wszystkich Apostołach ustanawiał nieśmiertelną instytucyę mówiąc: “Oto ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata,” niewzruszony także fundament zakładał pod jakiś gmach wiekuisty, mówiąc do Piotra: “Szymonie, Szymonie, oto szatan pożądał was, aby przsiał jako przenicę, ale ty niegdyś nawróciwszy się, utwierdzaj bracię twoją.”
Pytacie, pod jakim względem św. Piotr jest nieśmiertelnym; nawet tu na ziemi, żyje, jest fundamentem Chrystusowego Kościoła.
Gdyby niegdyś Rzymianie posiadali mniej więcej dokładne mapy, choćby znanego tylko podówczas świata, przekonaliby się, że ich aeterna Roma, zajmuje środkowy punkt względem ludów Europy, Azyi i Afryki; ale było to dla nich zbytecznem; ich ręka żelazna zmierzyła te kraje, i dosięgła granic najdalszych. Upojeni krwią nieprzyjaciół, skarbami pobitych narodów, chwałą wojenną, dumni potęgą, której nic się równać nie mogło, złożyli w ręce jednego władcy wszystkie prawa. W tym czasie św. Piotr rozważał, gdzie należałoby założyć stlicę Apostolską. Wiemy, że postanowił on wznieść swój tron kościelny z całą jego niezależnością tam, – w Rzymie, obok tego władcy, przed którym drżał świat cały.
Co za chwila, gdy strudzony pracą, w ubogiej odzieży starzec stał poraz pierwszy twarzą w twarz wobec jaśniejącego wśród dworskiego przepychu Nerona! To nie władcy, – dwa tu spotykają się światy!
Jeszcze topór Nerona przciął pasmo dni św.Piotra; ale potęga tego cezara znikła, jak kolosalne kształty mirażu, a na tem miejscu wzniósł się tron wielki, potężny, niewzruszony, który swą władzą dosięgnął tam, gdzie nie sięgały orły rzymskie; i nie potaci, kto tam swą władzę utwierdził, bo to jest rzecz aż nadto widoczna.
Odtąd od Rzymu cofają się hordy Hunnów, i Wandalów, i Gotów, i Lingobardów, i potężne zastępy Germanów, jakby ustawicznie stał tam na straży ten starzec z pałającym mieczem, który wdług podania grazi Attyli. A choć czasami obce sztandary zabłysną na kapitolu, cofają się wkrótce jak fale morskie, które swe piany rzucają na pokład okrętu.
Minęły już wieki średnie, w których nikt nie pytał, czem jest Rzym dla świata, bo to było rzeczą oczywistą.
Dziś cóż widzimy. Dziś znowu tam stoi ubogi Piotr św.nie posiadający żadnej doczesnej władzy. Może on już nieznany światu i przestał być widzialnym w najodleglejszych zakątkach ziemi?
Czy pamiętacie rok 1888? Dziwne zjawisko. Bez względu na różnicę wyznań wszyscy monarchowie ziemi spieszą oddać hołd temu ubogiemu starcowi; przedzielone oceanami ziemie jednoczyły się w tysiącach swoich reprezentantów w murach wiecznego miasta, i znowu ujrzało jakby nową wędrówkę narodów, które w jednej myśli,jednem zespolone sercem tchnące żarem miłości i wiarą jedną, chciały ujrzeć białą postać staruszka. I nie wiem komu te hołdy składano, gdy morza wszystkie na swoich piersiach niosły do wiecznego miasta skarby składane ofiarną ręką bogaczów i całych plemion obok ubogiej daniny biednego indyanina lub mieszkańca najodleglejszej wysepki. I nie wiem komu składano te hołdy, gdy ogrody Watykanu objąć nie zdołały najcenniejszych ofiar, a ten zakątek ziemi na chwilę przedstawił światu w miniature apokaliptyczny obraz niebieskiego Jeruzalem, gdzie blaski złota i drogich kamieni idą w zawody z płodami artyzmu, a wszystko niknie wobec jednej postaci, która to wszystko opromienia. Tak, to był pierwszy jubileusz Leona XIII; hołd wówczas składano, nie władzy doczesnej Papieża, bo jej nie posiada; nie jego osobistym przymiotom, bo nikt z ludzi takiej czci nie doznaje, choćby równe posiadał przymioty; i nie potaci, co było dźwignią tej czci, bo to rzecz oczywista.
Ten starzec jest widzialny w świecie katolickim jako najwyższa duchowna potęga, jako najwyższy przedstawiciel wszystkiego co szlachetne, dobre, co sprawiedliwe, co piękne; to następca Piotra św., Namiestnik Chrystusa, to Głowa Kościoła. A zdaje mi się, że w tem chwilowem zboczeniu od treści nauki mogłem was przekonać, że znacie dobrze najwidoczniejszy znak prawdziwego Kościoła. Tak, władza następców św.Piotra, jako zasada jedności nauki i władzy Kościoła Katolickiego, jest jakby pieczęcią Chrystusową.
O wiem, iż dzisiaj z wilu stron mogą posypać się liczne zaprzeczenia; więc pytajmy się ludzi bezstronnych, pytajmy się tych, którzy żyli jeszcze wówczas, gdy Kościół nie znał rozdziału ani protestantyzmu, jaki jest znak najwidoczniejszy prawdziwej religii.
Św.Ambroży krótko powiada: “Gdzie jest Piotr, tam Kościół”. Ale jaśniej i z większą niezawodnie powagą wypowiedzieli tą prawdę Ojcowie Koncylium Chaleedońskiego, gdy po przeczytaniu listu św.Leona Papieża, jednym jakby natchnionym głosem zawołali: “Ta jest wiara Ojców, ta jest wiara Apostołów, wszyscy tak wierzymy, Piotr przez usta Leona zawyrokował”. “Posłusznym więc bądź, mówi św. Piotr Chryzolog, posłusznym bądź biskupowi Rzymskiemu, bo przy tej stolicy św.Piotr i żyje…i prawdy niomylnej naucza.”
Pozwólcie zresztą, że tu przemówi jeden z najgłośniejszych wrogów Kościoła: “Pewną jest rzeczą, że Bóg wyniósł Kościół Rzymski ponad wszystkie zgromadzenia religijne. W tym Kościele św.Piotr, szerego Papieży, miliony męczenników, które wylały swą krew dla Chrystusa, zwyciężają bramy piekielne… Rozkaz Boży, wskazujący, że Biskup Rzymski ma być fundamentem Kościoła, powinien być z uległością przyjęty, a żadna przyczyna nie powinna, nie może nas przywodzić do odstępstw od tego Kościoła”. Mówił to Luter; naturalnie mówił to jeszcze przed swojem odstępstwem, ale potem jeszcze wyraźniej tę prawdę stwierdził, dowodząc, że Kościół Rzymski w pierwszych wiekach był prawdziwym; więc do niego istotnie stosują się słowa Chrystusa: “Oto Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skńczenia świata.”
Był więc i jest prawdziwym Kościół Katolicki, w którym żyje następca Piotra św.