

Po 300 latach istnienia religii chrześciańskiej widział świat jeden jakby olbrzymi grób, która zamknął w swem łonie setki biskupów, szereg papieży, tysiące pomordowanych chrześcian. Czyż więc już runęła ta niewzruszony skała Piotrowa?
Patrzmy; w radosnem upojeniu ręka pogan wznosi nad tym grobem wspaniały pomnik, na którym kładzie napis: “Nowemu Jowiszowi, Dyoklecyanowi, Rzymianie za zburzenie sekty chrześciańskiej; za starcie z oblicza ziemi imienia Chrześciańskiego”. “Deleto nomine Christianorum,”-“superstizione Christi ubique deleta;” już ostatni kładzie ornament, gdy niespodziewanie, po krótkiej nieledwie chwili, młody Konstantyn rozwija sztandar krzyża. Pod jego osłoną wchodzi do miasta wiecznego, aby tam zgotować stolicę papiestwu i ogłosić tryumf Kościoła. Nie, pod nawałą prześladowań Kościół nietylko nie upadł, ale rozwijał się; i żadnej tu nie potrzebował przeciwstawiać broni oprócz cierpienia: “Sanguis martyrum, semen christianorum.” Dziś przy bogactwie doświadczeń, na progu XX-go wieku, każdy z nas może sprawdzić, że do walki przeciwko Chrystusowi w późniejszym czasie użyte było silniejsze o wile narzędzia.
Pewien słynny działacz w dziedzinie społecznej wyraził się, że najpotężniejszym wrogiem jest czas.
Dlaczego? Rozumiecie niezawodnie, iż chcę mówić o tej zimnej dłoni, która niodwołalnie i bez miłosierdzia kładzie ruiny nad dawno zaległemi już ruinami najpotężniejszych miast, aby je odsłonić potem przed wzrokiem ludzkim jako dowód swej potęgi?
Ależ względem Kościoła czas bezsilnym się okazał.
Ma on w swej istocie inną cechę, na którą nie zwracamy uwagi. On zawsze młody choć wszystko starością pokrywa. Każdy jego krok naprzód roztacza przed waszym wzrokiem promienne zorze, choć za sobą cień i noc pozostawia. Sam pełen życia, nie zostawia go jednak; na chwilę zaledwie blaskiem świżości otacza przedmioty dzisiejsze, ale szybko je porzuca; to co jest dziś, za chwilę będzie już zwane wczorajszem; za chwilę powiesz, że było to niegdyś, że pozostało zaledwie o tem wspomnienie że było to w staożytności.
Ależ ty na tę przeszłość nie zważasz, ty patrzysz naprzód, bo przyszłość ciągle jest nowa, czy to w dziedzinie faktów zewnętrznych, czy to w zakresie poznania. Nowe poglądy, nowy punkt widzenia, porywa całą twoją uwagę, zachwyca, przykuwa serce. Każda szczególniej nauka już przez to, że jest nowa, zdobywa sympatyę; gdy nowa prawda odsłania dla twego umysłu nowe widnokręgi, nowy świat, już nie o tem myślisz, coś słyszał przedtem, a nawet z lekceważeniem o przeszłych rzeczach wspominasz; ach! Bo to takie pospolite, nudne, oklepane. Stworzeni dla nieskończoności, znajdujemy jej przedsmak w tym ustawicznym napływie rzeczy nowych.
Nie wiecie zapewne do czego te uwagi zmierzają. Zaraz to zrozumiemy.
Jak blask meteoru, który przyćmiewa na chwilę jaśniejące gwiazdy rośnie z gwałtowną szybkością tak, iż, zdaje się, nowy dzień zaświtał i wszystkie zwraca ku sobie oczy, tak herezya przebiega z błyskawiczną szybkością sferę umysłów ludzkich. Wszystkie oczy ku niej się zwracają i nieraz już pytano czy Kościołowi Katolickiemu nie grozi ostatnia ruina. Niedawne to czasy, gdy już połowa Europy słuchała głosu słynnego reformatora, a druga połowa pytała ze drżeniem, czy nie spełnią się jego słowa: “O! Kościele Rzymski,- śmierć moja, będzie śmiercią twoją;” niedawne to czasy, więc żadnych o tem wniosków nie czynimy, raczej zapytam, czy znacie herezyę Aryańską? Niezawodnie, ale z historyi tylko; wiecie iż był czas, kiedy według słów św.Hieronima “ingemuit mundus, dum se arianum esse miratus est.” “Jęk boleści rozległ się po świecie, gdy ludzkość poznała, że jest aryańską.” Wiecie zapewne, że w owe czasy tłumy barbarzyńców, które zamieniły w gruzy zachodnie cesarstwo, zmieniając swoje siedziby, nie inną,ale aryańską wyznawały religię. Jakby żelaznym pierścieniem otaczają oni stolicę biskupa rzymskiego, ostatni ten przytułek prawdziwego Kościoła.
W roku 470 Genzeryk stwarza olbrzymi związek wszystkich ludów Aryańskich i wkrótce, po zaciętym szturmie, oddaje na pastwę dzikim zdobywcom Miasto Wieczne! Żyjący podówczas św. Augustyn mógł słusznie zawołać: “O matko moja, Kościele święty Katolicki, o matko, która łzy masze ocierasz i do szczęścia wiekuistego prowadzisz i chwile śmierci nawet zamieniasz na radon wstęp do niebieskiej ojczyzny, powidz, czemu tak długo rozpraszają synów twoich i srogie zadają ci rany. Jeżeli te prześladowania mają być chwilą doświadczeń, czemuż one nie słabną? Ty już chylisz się na tę i na ową stronę, a dzieci twoje widzą rozwarte przd sobą otchłanie; czy nie obawiasz się, abyś wraz z nami znalazła grób w tym odmęcie.” Lecz w tym słaśnie czasie, kiedy ręka Wandalów ciążyła nad Stolicą Apostolską, tenże sam Augustyn św.sam sobie spokojną daje odpowiedź: “Dzieci, niech was cierpienia moje nie dziwią; często walczali na mnie od młodości mojej, jak to zapowiedział psalmista, a jednak sędziwego dożyłem wieku, a choć zdaje się, iż blizką jestem zatonięcia, broni mnie jednak ręka Tego, który powiedział; “Oto ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skożczenia świata.” I dziś te nowe niegdyś nauki heretyków znacie tylko z hrstoryi.
Czy nad krwawe prześladowania i nowatorstwo heretyków jest broń silniejsza? Zaraz to poznamy.
Niedawno mówiliśmy o tolerancyi. Wyraz ten do wysokości zasady wyniósł Lessing. A jednak śmiało można przypuszczać, że on byłby bardzo zakłopotany, gdyby go zapytano, co pod tym wyrazem pojmuje. Dałby określenie, które nie ma nic wspólnego z właściwą tolerancyą, o której mówiliśmy poprzednio. Przyzna on, że nie idzie tu bynajmniej o abstrakcyjne zasady, ale o spokój wewnętrzny człowieka. Tam, w głębi duszy człowieka jeszcze kryje się coś, co pokoju nie daje, gdy krok stawia poza ścieżką, wskazaną przez obowiązki czy religijne, czy jakiekolwiek inne. I każdy z nas czje, żen osi w sobie jakiegoś świadka czynów naszych, sędziego, który nas słuchać nie chce. Brzmi to prozaicznie, ale niech nikt temu napróżno nie przeczy. Kościołowi prawdziwemu nie mamy nic do zarzucenia, tylko to, że tego wewnętrznego świadka bierze w swoją obronę i nie pozostawia pokoju namiętności człowieka; że tu nie cofa się, ale podnosi zasadę Chrystusa: “jeżeli oko twoje prawe gorszy cię wyrzuć je precz.” Ten jest jedyny kamień obrażenia w religii dla człowieka, a dopóki Kościół istnieje, ten gość nieproszony nie ustąpi z duszy naszej; więc śmierć tej religii, która niepokoi człowieka!
Czy sądzicie, że to są oratorskie jakieś przypuszczenia, ależ to obraz ostatniej walki, jaką podniesiono przeciwko Kościołowi. O, to nie fantazya, gdy na przemiany stawiano przeciwko wyznawcom Chrystusa albo przemoc, albo oszczerstwo, albo naukę; a słusznie De Meistre powiedział, że żadna fałszywa instytucya nie przeżyje potrójnej próby: szafotu, epigramatu, sylogizmu t.j.prześladowań zewnętrznych, szyderstwa, nauki. Użyto tej broni; i cóż powiecie,- nieprzyjaciołom Kościoła Pan Bóg przeciwstawił ich własną broń: naukę pozytywną; zagłębia się ona we wnętrzności ziemi i wykrywa tam pierwsze karty kosmogonii Mojżesza; wchodzi do grobowców Egiptu, odczytuje napisy hieroglifowe, i odnajduje punkta styczne historyi tego kraju z historyą ludu żydowskiego; podnosi z ruin starożytne miasta, i znajduje stwierdzenie nauki Kościoła. Cała przyroda, gdy ją pytać będziesz, odpowiada ci harmonijnym dźwiękiem: “Chrystus vincit, Chrystus regnat.” Nie, nie, słuchacze drodzy, żadna siła ludzka nie zdoła obrócić w fałsz słów Chrystusowych,; “bramy piekielne nie zwyciężą go,”- bo onsam jest mocą naszego Kościoła. “Jezus Chrystus wczora i dziś, ten i na wieki”.