

Nie ma równie powszechnego i stwierdzonego faktu, jak istnienie religii. Faktów inaczej się nie udowadnia, tylko za pomocą świadectw. W prztoczonym wyżej fakcie jest to prawie nie możliwe, niepodobna bowiem ograniczyć się do jednej nauki, chcąc przytoczyć po jednym choćby świadectwie z każdego wieku. A zresztą znamy zdanie Cycerona: „ Nie ma narodu tak dalece dzikiego, aby nie wiedział, że Bóg jest”. Zaznaczam tu drugi uderzający fakt, że religia jest olbrzymią potęgą, która porusza zawsze życiem wszystkich narodów. Nie rozumie ten histori, kto tych faktów nie ma na względzie. Jeżeli przez wszystkie wieki odkąd ludzkość istnieje, wszystkie narody, bez żadnego wyjątku, posiadamy religię, skoro to – fakt powszechny, widoczny, niezaprzeczalny – zatem ogólna zgoda ludzkości w tym razie wskazuje prawa, wyryte w duszy człowieka, communis vox – naturae lex. A prawo to zrozumiałem się staje najzupełniej, gdyż wiemy o naturalnym przeznaczeniu człowieka do posiadania szczęścia wyższego ponad świat zmysłowy; gdy wiemy, że ten człowiek do Najwyższego Dobra jest właśnie religią. A więc religia jest obowiązkiem absolutnym, krępującym nas bezwarunkowo; i jak człowiek wyrwać nie może ze swego serca pragnienia szczęścia, podobnież wyłamać się nie może spod tego obowiązku. Nie wskazujcie na tych, którzy zapierają się religii, nie wskazujcie na tych, którzy mówić nawet o religii nie chcą, – bo oni pomnażają tylko dowody o konieczności religii. Swoim zachowaniem się oni wskazują, że nikt właściwie obojętnym być nie może względem religii, można albo jej słuchać i poełnić jej przepisy, albo też być jawnym jej wrogiem; – ale obojętnym nikt nie jest w tej sprawie; to jest fałsz najprostszy, co spostrzegacie w zewnętrznym wyrazie człowieka jakoby obojętnego w rzeczach religii; dla niego widok kościoła, krzyża, kapłana; – tak jest nienawistny, jak ciężka rana, gdy ją ktoo silnie urazi; nie jest obojętny, bo tam właśnie, gdzie nie widzi ani krzyża, ani kościoła, ani kapłana, w dali od ziemi rodzinnej zjawia się i tęsknota do ołtarzy prawdziwego Boga i rzewna modlitwa. Obojętność rzekoma zdradza zawsze jedną przyczynę osłabienia przywiązania do religii, – jakąśkolwiek namiętność, – concupiscentia. Ale religia nie jest zostawiona do woli człowieka, i jak prawo nie istnieje bez sankcji, podobnież może człowiek odtrącać religię, ale nigdy – bezkarnie.
Z dotychczasową uwagą łączy się inna. Gdybym zapytał , co różni człowieka od zwierząt, odpowiedź niezawodna: „ aż do znudzenia powtarzacie: rozum, rozum stanowi główną różnicę pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem”. Wszakże nie mam zamiaru roztrząsać tego zagadnienia z dziedziny filozofii; co do nas, wystarcza powiedzieć, że jaznakomitsi nawet teologowie podzielają zdanie Laktancyusza, że „ prawie jedynie religia dzieli człowieka od zwierząt”. Może się zdawać, iż takie twierdzenie jest już nazbyt wygórowaną pochwałą dla religii, – albo poprostu wytworem bujnej fantazji; lecz jakże dziwić się będziemy, gdy w imieniu uczonych przyrodoznawców słynny Quatrefages, – jako owoc długoletniej obserwacji, daje taką definicję człowieka; „ jest to byt organiczny, obdarzony moralnością i religią”. Gdy więc zrywając z Bogiem zdaje się człowiekowi, że nad nim spełnią się słowa: „ Będziecie jako Bogowie”, sprawdza się natomiast słowo Ducha Swiętego, „ A człowiek, gdy we czci był, nie rozumiał, przyrównany jest bydlętom bezrozumnym i stał się im podobny”. Prawda, że niektórzy tym się chcą zadowolić, ale znowu przyznają, że wyżej ponad zwierzęta stawia ich nauka. Okoliczność ta daje nam możność uczynienia jeszcze paru ważnych uwag. Najchętniej zgadzamy się wszyscy na to, że potrzbna jest wiedza; ciało bowiem i dusza potrzebują pokarmu; pokarmem zaś ducha jest prawda. Ale jak przyjmowanie pokarmu przez ciało, podobnież – prawdy przez ducha ludzkiego nie jest czynnością ze wszech miar immanentną, t. j. i w duchu zrodzoną i pozostającą na zewnątrz; człowiek musi szukać prawdy i na zewnątrz swej własnej istoty. Więc tego pokarmu duchowego szukamy w studiach naukowych. I jakiż tego rezultat? Naprawdę – niespodziewany. W miarę wzrostu zakresu wiedzy naszej – wzrasta zasób tych rzeczy, o których uczeni mówią „ ignoramus”; na pozór to nie możliwe, jednak to rzecz stwierdzona, jak kula, zwiększając swoją objętość, zwiększa liczbę punktów styczności ze sferą zewnętrzną, podobnież zjawia się przed umysłem człowieka coraz większa liczba zagadnień, wobec wzrostu zdobyczy nauki. Czy ta praca uszczęśliwia człowieka? Na usta Salomona wywołała ona uwagę: „ Tę zabawkę najgorszą dał Bóg synom człowieczym, aby się nią bawili”. Nie jest to ironia,- tu wypowiedziana głęboka prawda, że Stwórca zaszczepił w naturze człowieka żądzę wiedzy, a ta żądza, ze wszystkich najsilniejsza, najsilniej dręczy człowieka, gdy wszędzie widzi blask tej prawdy i coraz większe jej obszary, ale nie może znaleźć jej granic, i nie wie, czy zdoła ogarnąć ją, zgłębić kiedykolwiek. Bezowocne te na pozór usiłowania wywołały osławione zdanie Lessing’a, że człowiek musi zadowolić się w tym życiu jedynie poszukiwaniem prawdy, ale wyrzec się ma nadziei, że ją posiądzie w zupełności. Pogląd – oryginalny, ale niedorzeczny zupełnie. Tylko poszukiwać prawdy bez nadziei dojścia do celu, znaczy to pozostać wiecznym tułaczem, nigdy nie posiadać prawdy, nigdy nie osiągnąć celu. Przeciwny wniosek wieka, jak to stwierdza doświadczenie, więc ma człowiek jeszcze tu na ziemi posiąść cały zakres wiedzy. Twierdzenie to nie jest czczym frazesem. „ Deus scientiarum Dominus est”; jeżeli więc złączeni jesteśmy z Bogiem „ w którym skryte są wszystkie skarby mądrości i umiejętności”, – posiadamy prawdę. „ A jeśli który z was potrzebuje mądrości, niech prosi od Boga – który obficie wszystkim dawa, a nie odmawia, a będzie mu dana”. „ A nauka mądrego jako powódź wzbierze, a rada jego trwa jako źródła żywota”. Płynie z tego źródła strumieniami światło, które rozwiązuje wszystkie pytania, kręczące człowieka; więc tylko religia zupełnie nasyci człowieka. Wiem, że nie wszystkim podobają się powyższe uwagi; niektórzy wymagają „niezalwżności nauki”, t.j. że nauka nie powinna ulegać wpływowi religii, jeżeli mam się rozwijać prawidłowo. Nie wiem, czy Kościół starał się kiedykolwiek narzucać niewolę nauce, którą wypiastował; ale to nei ulega wątpliwości, że nauka nusi być zależną od prawdy; kiedykolwiek przekracza granice prawdy staje się fałszywą; religia zaś prawdziwa zawsze zgadza się z prawdą. Właściwie obrońcy niezależności nauki i o prawdę niewiele się troszczą; miejsce religii, jako przewodniczki dla nauk dzisiaj zajmuje zasób osobistych przekonań, które niczym więcej nie są, jak zbiorem barwinie upozorowanych upodobań, nieraz bardzo lichej natury. Za pomocą osobistych przekonań usprawiedliwiają ludzie bardzo poważne uchybienia przeciwko zasadom naturalnej nawet uczciwości. Lecz nie mówmy o tym. Zakres osobistych przekonań we wskazanym znaczeniu sprowadza upadek prawdziwej cywilizacji. Na razie nie tamuje dobrobytu, ale cywilizacji innej nie zrodzi, tylko tę, jaką posiadł Rzym w swoim najwyższym rozkwicie. A jakim był Rzym w sławionym wieku Augusta, – w wieku, który zowią powszechnie złotym? Tacyt, Seneka, Juvenalis przedstawiają te czasy w najczarniejszych kolorach, pomimo niesłychanego wzrostu bogactw. O Rzymianach ówczesnych świadczy św. Paweł, że przyszedłwszy w rozpacz, udali samych siebie na niewstydliwość ku popełnieniu wszelkiej nieczystości, ku łakomstwu”.
I jeżeli mielibyśmy wskazać jakąś najwybitniejszą cechę owych czasów, wskazalibyśmy pęk rózg liktorskich i topór pod którym schylały się tysiące głów w epoce odległej zaledwie o jedno panowanie od czasów Augusta. Zaledwie umiera Tyberiusz, jego następca już doprowadza zdziczenie obyczajów do szaleństwa. Cóż było tego powodem? Wszyscy ówcześni pisarze jednogłośnie świadczą – iż lekceważono zasady religii naturalnej. Ale już wówczas potokami krwi męczeńskiej zdobywał sobie panowanie chrystianizm, nosąc te zasady, które rozwinęły cywilizację dziewiętnastu ubiegłych wieków. Czasy obecne każą powtarzyć słowa Apostoła narodów: „ Poznawszy Boga… jakoż się nawracacie ku elementom mdłym i niedostatecznym, którym zasię znowu służyć chcecie?”. Czy słusznie stosuję te słowa do czasów obecnych nie będę udowadniał; mogę się ograniczyć do słów ks. Moigneau, którego nazywają „ uczonym naszego wieku.” W dziele p.t. „ Les splendeurs de la foi” wylicza poszczególne wszystkie objawy cywilizacji dzisiejszej i każdemu z nich nadaje nazwę „ barbarzyństwo”; prawda, wskazuje tylko jedną stronę – ujemną – ale przeważną. Zresztą w głębi duszy przekonani jesteśmy, że postęp prawdziwy cywilizacji wówczas będzie niewątpliwy, gdy swą pracę zespolimy z religią, jako najsilniejszą dźwignią dobra. Szukajcie najpierw królestwa Bożego – i sprawiedliwości jego, a to wszystko będzie wam dodane.