

“ Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś Panie”, mówił poeta, stosując swe słowa do naszej przeszłości; i słusznie bez wątpienia; w zastosowaniu jednak do wszystkich ludzi zdanie to nabiera znaczenia doniosłej prawdy. Wszystko dał nam Pan Bóg, co do szczęścia może doprowadzić. Więc powinniśmy wystarczyć sami sobie do spełnienia swego zadania na ziemi. I rzeczywiście wśród klas, posiadających wyżsye ukształcenie, cenione i wielbione są bardzo przymioty, które człowiek z natury posiada; a jak zwykle w rzeczach ludzkich uwielbienie to doprowadzło do krańcowości. Bo proszę. Od pierwszej chwili pojawienia się humanizmu i sztuki piękne i literatura pod wodzą filozofii racyonalistowskiej jak kropla po kropli wyżłabiają w przekonaniu ogółu zasadę, że człowiek powinien dążyć jedynie do odzyskania czy do rozwoju naturalnych sił swoich, a dojdzie do tego celu poprostu przez naśladowanie natury, bo tam jest najczystszy pierwowzór życia. Głośna epoka encyklopedystów w dziedzinie filozofii, sentymentalizm w literaturze, naturalizm w sztuce, to tylkko odmiany ogąlnego kierunku; o tem wie każdy ktokolwiek interesował się życiem umysłowem ostatnich czasów. I do czegośmy w tym kierunku zaszli? Oto niejeden człowiek światły na seryo roztrząsał teoryę naśladowania niższych istot – boć w nich oczywiście przechował się ów pierwowzór życia przyrodzonego bez zmiany. A więc nie już idylliczne życie pasterza,ale poprostu „ istotę czwororęką” – jak ją przyrodnicy nazywają – stawiano za wzór, bo tam widziano wszystkie objawy życia w ich nieskażoności, nie wyłączając noralności i religii.
Ale jeżeli nie przynosi tu szyderstwem piętnować najniedorzeczniejszych nawet poglądów, nie mam też prawa więcej o nich tu wspominać, bo powinieniem pamiętać o słowach św.Pawła: „ Będą w one dni – przywiodą sobie mistrzów, mówiących rzeczy czcze… i odwiodą słuchanie od prawdy, a do baśni się zwrócą”, bo tego rodzaju rezultaty są baśnie najprostsze i zasługują, aby je taktować, jak traktujemy posągi bożyszcz pogańskich, mających postać ludzką, ale głowy potworów. Lecz nie bez celu wspomniałem o tym kierunku; chciałem wskazać, że jego zwolennicy, wynosząc pozornie człowieka ponad wszystko, nie bronią właściwie jego sił przyrodzonych, ale wprost walczą przeciwko godności człowieka i odmawiają mu najistotniejszych przymiotów. Czy słusznie stawiam także twierdzenie, – osądźcie. Zapewne wiecie, które prawdy religii rozum człowieka może poznać bez pomocy nawet objawienia. Możeśmy nie zastanawiali się nad tem; i nie będę teraz zamował uwagi szczegółowem udowadnianiem tych prawd, ale wkrótce tylko je wskażę. Św. Augustyn powiada, że „ Niemożliwą jest rzeczą, aby człowiek rozumny nie miał świadomości o istnieniu Boga”. Jeżeli bowiem przyznaje sobie posiadanie rozumu, musi uznać i rozumowanie jako działalność tej władzy, zmierzającą do poznania prawdy; a właśnie rozum z niubłaganą ścisłością, z matematyczną konsekwencyą udowadnia jako pierwszą prawdę istnienie Boga, osobowego, – Istoty najdoskonalszej, niewidzialnej, ale Stwórcy wszystkich rzeczy, Rządcy całego wszechświata. Dziś nie przytaczamy tych dowodów; będą one wskazane, gdy przejdziemy do wykładu symbolu; zaznaczamy tylko, że poznanie tej pierwszej prawdy przez rozum ludzki – od najdawniejszych czasów, wśród wszystkich narodów jest faktem widocznym i niepotrzebującym udowodnienia. Już w strożytności mógł pewien klasyk powiedzieć, że składanie czci Bogu jest to fakt powszechny w całym podówczas znanym świecie. Odkrycia ziem nowych podczas podróży naokoło świata przyniosły zdumiewające pod tym względem dowody. Trudno dociec, jak wśród mieszkańców Meksyku, Peru, Taiti mogła się rozwinąć w wysokim stopniu cześć Boga, jako Istoty najdoskonalszej i niewidzialnej; w każdym razie aż nadto doststecznie mamy stwierdzony fakt, że i wśród ludów nieznanych dla starożytnego świata, znajdujemy przeświadczenie o istnieniu Boga.
Dziś już, po wielkich zdobyczach na polu lingwistyki, żaden uczony prawdziwy nie śmie zaprzeczać, że wszystkie ludy Indoeuropejskie musiały od czasów niepamiętnych czcić jednego Boga, bo jedną miały nazwę dla oznaczenia tej Najwyższej istoty. Poco zresztą powtarzać te szczegóły, gdy imię Boga stanowi tętno życia naszego – naturalne i nieodłączne, jak bicie serca. Głosi je niewinne dziecię, gdy powtarza wyraz „ bozia” tyle majądy słodyczy, ile imię matki, i tak zrozumiały a nie obcy, jak to imię najbliższej istoty. Sławny ze swej niewiary Schopenhauer na łożu śmierci wołał z rozpaczą: „ O Boże, o Boże!” – „ Czyż jest Pan Bóg w naszej filozofii” – zapytał go lekarz. – „ O, w cierpieniach ona nie wystarcza bez Niego” – odpowiedział konający; a powtarzali tę prawdę w podobny sposób niewierzący niegdyś La Place, La Harpe, Maupertuis, Montesquieu, Bayle, i wielu, wielu innych obońców niewiary. Prawdę powiedział Pliniusz Młodszy, że „ ze zbliżeniem się śmierci człowiek przypomina sobie, że jest człowiekiem i niezachwianie już wierzy w Boga”. Można więc powtórzyć słowa Cycerona: „ Istnienie Boga jest rzeczą tak oczywistą, że jabym z ledwością uwierzył w zdrowe zmysły tego, ktoby tej prawdy zaprzeczył”. Piesmo św. bez zastrzeżeń powiada: „ Rzekł głupi w sercu swojem: nie masz Boga”.
Inne prawdy, które rozum poznaje własnemi siłami, wyliczam krótko. Na drugiem miejscu stoi prawda o duchowości i nieśmiertelności duszy ludzkiej. Dzieła Arystotelesa, Sokratesa i Platona pozostaną nazawsze jawnym dowodem, że rozum może poznać te prawdy. Z tych zaś same przez się płyną następne prawdy: Rozróżninie złego i dobrego; Sankcya praw moralności, czyli kara za złe czyny i nagroda za dobre; nakoniec życie przyszłe, – ponieważ w tem życiu nigdy w zupełności człowiek nieodbiera kary albo nagrody, jemu należnej. Cyceron nazywa te prawdy „ universaliter humanae,” – powszechno – ludzkie; a musiały one być znane w całym świecie pogańskim, skoro dzisiejsi badacze wykazują, że one tylko tamowały rozszerzanie się niemoralności w świecie strożytnym. Lecz do czego zmierza wyliczanie tych prawd? Rzeczy te są tak znane, że nie potrzeba odwoływać się do mitologii ludów starożytnych, albo też do zadań jakiegoś pogańskiego pisarza. Zapwene; ale nie mogę nie podzielić się z czytelnikiem spostrzeżeniem, które uznamy za słuszne. Powiedz mi, które to prawdy religii ludzie najbardziej chcieli obalić. Niegdyś starosta Rzymski Feliks, sądząc św.Pawła, ciekawie wypytywał o naukę Chrystusa Pana; ale gdy Apostoł narodów
„ rzecz czynił o sprawedliwości i czystości i o sądzie przyszłym, uląkłszy się Feliks, odpowiedział: co się tycze tego, teraz odejdź, a czas upatrzywszy wzowię Cię”. Dziś powtarza się to samo; bo któż w istocie z najzagorzalszych nawet racyonalistów czy innych nieprzyjaciół objawionej religii zajmuje się dogmatem np.pochodzenia Ducha św. od Ojca i Syna, kto z nich zwalcza dogmat wcielenia lub odkupienia, kto z nich chciałby walkę podejmować przeciwko dogmatom o łasce, lub przeciwko innym tego rodzaju prawom, które znamy wyłącznie z objawienia? Te rzeczy są dziś poza obrębem walki; dziś cała siła zaciekłej nienawiści zwraca się przeciwko tym prawdom religii, które sam rozum poznaje, – bo one nakładają pewne obowiązki na człowieka, przykre dla niższych jego skłonności; wolałby człowiek nieraz nie wiedzieć, że go czeka Sąd, a po nim odpowednio do czynów może i kara ciężka; więc zaprzecza tych prawd; a gdy tego zaprzeczenia pogodzić niemoże z ideą Boga, więc wykrzywia Jego pojęcie; albo twierdzi, że Bóg nie miesza się w sprawy ludzkie; albo całą przyrodę nazywa Bogiem; lecz gdy i tu widzi, że na to się nie zgadza rozum ludzki, zaprzecza więc wszystkiego, co można w jakiśkolwiek sposób do metafizyki zaliczyć, t.j. wszystko pozazmysłowe.
I dziś już nie w obronie prawd objawionych, ale w obronie prawd poznawanych własnymi siłami człowieka staje Kościół Katolicki, gdy na Koncylium Watykańskiem określa: „ Też Matka, św.Kościół, utrzymuje i naucza, że naturalnem światłem rozumu człowiek może stanowczo poznać istnienie Boga i rzeczy stworzonych, i grozi klątwą tym, którzyby tej prawdy uznać nie chcieli”. Ale zapewne niejeden z podziwieniem przyjmuje wiadomość, że istnienie Boga, duchowaść duszy, royróżnienie złego i dobrego kary lub nagrody za czyny stosowane do zasług, życie pozagorbowe, że te prawdy przedewszystkiem są pawdami rozumowemi. Cóż stąd za wniosek? Czy może to przynosi jakąś ujmę posiadanej przez was nauce, skoro za pomocą własnych sił nie doszliście do poznania tych prawd, a może nie przypuszczaliście nawet, że dojść do nich własnymi siłami można? Bynajmniej; bo przy odpowiednich warunkach, przy oddaniu się badaniom naukowym, niejeden z nas mógłby te prawdy poznać równie dobrze, jak Kartezyusz lub inny uczony; inny wyprowadzamy stąd wniosek, którego nikt nie zaprzeczy, że w zwykłych warunkach życia ludzkiego, przy pracy nad utrzymaniem domu, przy braku czasu do badań filozoficznych, trudno, abyśmy do poznania tych prawd doszli bez jakiejś pomocy; a właśnie to chciałem w obecnej nauce udowodnić. Jeżeli dla każdego z nas trudem jest poznanie najistotniejszych prawd religii, cóż powiemy o ludziach, nieumiejących nawet czytać, gdy Bóg „chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i przyszli do poznania prawdy”. Skoro poznanie tych prawd stanowi pierwszy niezbędny warunek religii, musimy więc posiadać jakiś środek, za pomocą którego znajomość ich mogłaby być osiągnięta przez wszystkich ludzi, z łatwością, niezachwianie, bez obawy błędu. Jaki to środek, powiemy w następnych naukach; krótko zaś to objaśnia św.Paweł: „jeśliście jedno słyszeli o szafowaniu łaski Bożej, która mi jest do was dana, przez objawienie oznajmiona mi jest tajemnica… mnie najmniejszemu ze wszystkich świętych dana jest łaska ta, abym między pogany przepowiadał niedościgłe bogactwa Chrystusowe”