

Jak dawno Kościół istnieje, prawie w każdym wieku widzimy walczących przeciwko nauce Chrystusowej „Wolterów”, Pamflet, przybrany w najpoważniejszą szatę, czy to powieści, czy traktatów naukowych, służył w ich rękach za narzędzie. Tej broni już w II wieku po Chrystusie używał słynny filozof Celsus. Wszystko, co głosił Strauss i Renan, znajdujemy w jego dziełach. Genialnym sofizmatem pociągał czytelników, imponował zuchwałością zdań, a złośliwą ironoą piętnował wszystko, co nają najwznioślejszego Ewangelie. „Cóż nam nowego głosicie – pisał on.- Wasze prawdy już dawno wypowiedział Platon; zasady waszej moralnojści nie są ani święte, ani nowe”. I zestawiając niektóre zasady Nowego Testamentu ze zdaniami filozofów pogańskich, tryumfująco woła: „Patrzcie, oto źródło, skąd czerpali wasi Apostołowie i Założyciel waszej religii.” Tej broni wżył Julian Apostata; ośmieszał cały Chrystyanizm, dopóki z dogorywającym poganizmem starożytnego Rzymu nie był zmuszony zawołać: „Galilee, vicisti.” Tej broni użył w XVIII wieku deizm angielski, gdy przez usta Tindall’a w osławionej książce: „Chrystyanizm tak dawny, jak Stworzenie,”- zaprzeczał wszystkiemu, co nosi na sobie charakter życia nadprzyrodzonego. Wspomnę tu, że autor owej książeczki zmienił sam religię w miarę potrzeby, poprostu nastrajając się do tonu, który mógł mu zapenić godności i większą pensyję. Posłuchajmy, co on mówi: „Religia Chrześcijańska bynajmniej nie datuje się od wczoraj. Ona nam daje to, co Bóg od początku człowiekowi rozkazał; tylko nazwa jest nowa. Treść tak naturalna, tak szeroka, jak przyrodzone przymoty człowieka”. Można jednak przypuszczać, że gdyśmy uważali na treść poprzednich nauk, musieliśmy uczynić podobny wniosek; słysząc, że Platon, Arystoteles, Cyceron, wygłaszali także zdania, które uważyliśmy za nukę wyłącznie chrześcijańską, i w naszych myślach zrodzić się musiało pytanie: jakież więc jest źródło Chrystyanizmu, a odpowiedź, którąśmy odczuwali, odrzucliśmy z trwogą, jak świętokradztwo. Obawy to jednak najzupełniej niepotrzebne. Owszem, nietylko możemy że chrystyanizm tak jest dawny, jak stworzenie, ale z Tertulianem możemy dodać: „anima homminis-est naturaliter christana”-„dusza człowieka jest chrześcijańską z natury”. Z całym spokojem możemy przyjąć twierdzenie Lessing’a, że „Ta jest najdoskonalsza religia pozytywna, która najbardziej harmonizuje z religią naturalną”. Z całą stanowczością możemy twierdzić, że ta religia jest najdoskonalszą, która wśród wszystkich religii, wśród wszystkich systemów filozoficznych, wśród wszystkich prądów cywilizacyjnych najdoskkonalej przywodzi do pierwotnej czystości, co w zakresie życia ludzkiego jest prawdą, jest pięknem.
„Nie mniemajcie,abym przyszedł rozwiązać zakon abo proroki: nie przyszedłem rowiązać, ale wypełnić”, mówił Pan Jezus, a mówił nietylko o prawie Starego Zakonu, ale o prawie Bożem naturalnem, jak wiernych synów Kościoła. Nie, bynajmniej, nie obawiajcie się tego twierdzenia, że co do treści swej Chrystyanizm tak jest dawny, jak stworzenie, bo on obejmuje w zupełności całą religię naturalną; a więc wszystko, co jest prawdą w dziełach nawet pogańskich pisarzów-za prawdę uznaje, widzi w tem odblaski mądrości Bożej.
I Platon i Arystoteles i wszyscy mędrcy pogańscy potęgą genialnego umysłu w słabym zakresie czerpali prawdę z tego źródła, z którego przez objawienie płynęły potoki światła na Apostołów. Pozwólcie, że przytoczę tu słowa Napoleona I, wypowiedziane w chwili, gdy nadmiernie upokorzenia rozwiały już niezmierną pychę tego człowieka: „ Ja siebie znam, jako
człowieka, i muszę wyznać, że jest prawda, która towarzysza ludzkości od kolebki jej istnienia, i którą odnajdujemny wśród wzsystkich ludów, bo ją Bóg wypisał na duszy człowieka, – to prawo natury. Ale jedna jest tylko religia, która to prawo przyjęła w całem jego zakresie, jedna tylko religia chrześciańska, jako przedmiot ustawicznego i publicznego nauczania pielęgnuje troskliwie religię naturalnę. Wśród pogan wykrzywiona przez egoizm, stała się narzędziem polityki, ale utraciła swój charakter świętości i prawdy”. Jakżesz więc- powiecie,-religia chrześciańska niczem się nie różni od naturalnej?
Zapewne niejeden z czytelników podziwiał wspaniałe grobowce królów na Wawelu. Surowy granit pod ręką Wita Stwosza zamienił się w prawdziwą przędzę drogocennych koronek i zawisł na lekkich wieżychkach, tworząc jakby wspaniały baldachim. Tak kararyjskie marmury pod ręką Kanowy przybierały postać lekkiej szaty; tak trudem wielu wieków bezkształtne głazy zaminiano na poważne kolumny katedry kolońskiej, w której ogrom i lekkość i harmonia nietylko zachwycają wzrok przybysza, ale porywają jego duszę do tej ojczyzny, krórej przedsionkiemj jest świątynia; obok szacunku dla miejsca świętego, onieśmielony, czujesz tam, że jesteś bardzo mały wobec tej wielkości, a przecież to tylko kamienie, które w innem miejscu odtrącasz z pogardą, aby ci nie przeszkadzały. Czemże się różni ten granit nagrobków, marmury posągów i głazy wspaniałej świątyni od zwykłych kamieni? Króż tego nie pojmuje? Podziwiamy w tych dziełach piękno, artyzm, wielbimy geniusz mistrza; a choć to, co pidziwiamy zespolone jest najściślej z kamieniem, nie zmienia w niczem jego natury, ale też w jego naturze nie leży; nie jest mu należnem; jest czemś wyższem ponad jego wrodzone własności; i chociaż w malachitowych kolumnach lub w lapis lazuri podziwiamy blask naturalnych kolorów, jednak wybiła je na jaw ręka człowieka, ścierając brudną i szorstką powierzchnię. Podobnież religia objawiona nie zamyka się w granicach relignii naturalnej, nie usuwa jej, ale ją obemuje całą, oczyszcza, poleruje, ujawnia całe jej pierwotne piękno, i na niej wznosi najwspanialszy gmach życia nadnaturalnego.
„Ha, właśnie o to idzie, niejeden tu odpowiada, że tej piękności nadzwyczajnej, nadludzkiej, nie widzimy w czlowieku, który sądzi iż żyje życiem nadnaturalnem. Pokaż nam tę wielkość choćby w najpobożniejszym człowieku; cóż widzimy,-prócz spełniania regularnie pewnych praktyk, tak samo zachowuje się on, jak każdy inny; gdzież jest ta wzniosłość, która ma nas uderzać?”
Zamiast odpowiedzi, dodamy, że nawet o Chrystusie Panu, w Którym-Pełność Bóstwa, a więc niezmierzony stapień życia nadnaturlanego, mówili niegdyś żydzi: „Czyż to nie ten jest syn cieśli z Nzaretu?” I gdy św.Paweł wobec króla Agryppy i licznego grona wyższych dostojników na dworze Porcyusza Festusa mówił o Chrystusie, że spełniły się proroctwa Starego Zkonu o przyjściu Messyasza, króry miał „opowiadać światło dudowi i poganom” t.j. światło nadnaturalne objawienia, starosta rzymski rzekł głosem wielkim: „Szalejesz, Pawle, wielka Cię nauka przywodzi ku szaleństwu”. Jeżeli wiec nawet w Chrystusie Panu ogół żydów nienawróconych nie widzi nic oprócz syna cieśli, człowieka jak inni ludzie, cóż dziwnego, że w nas nie jest widoczna wzniosłość życia nadnaturalnego. W osobie Chrystusa Pana jaśniała potęga Bóstwa, króra wywołała na usta Józefa Flawiusza jego słynne w historyi świadectwo o Panu Jezusie. W dziele: Antiquitates Judaicae, w ks. 18, ten żyd niewierzący w naukę Chrystusa Pana, pisze: „Był w tym czasie Jezus, człowiek mądry, choć go już nie śmiem jedynie człowiekiem nazywać, był bowiem wielkich cudów sprawcą, mistrzem tych ludzi, którzy chętnie prawdę przyjmują…On umęczony, trzeciego dnia zmartwychwstał i ukazał się uczniom, jak o nim prorocy przepowiadali.” Chociaż zaś w nas zakwitnie życie nadnaturalne w najwyższym stopniu, gdy ani cudów nie czynimy, zewnętrznie możemy narówni z Apostołami służyć światu „za pośmiech i za przysłowie urągania”. Więc cóż to jest życie nadnaturalne? Nie będę już długo zajmował uwagi czytelnika. Znasz prawa przyjaźni? Uwieczniona słynnym traktatem „de amicitia”, uświęcona została przykładem Chrystusa Pana. Jej głównym prawem równość dwóch osób możliwie pod każdym względem. Lecz fundamentem jej-miłość, która jużnie zna żadnych granic, i sprawia, że przyjaźń albo znajduje równych, albo ich czyni. „Amicitia pares invenit aut facit.” Widziano przyjaźń starca zasłużonego, św. Hieronima, z młodzieniaszkiem, Nepocyanem; i dziś to uczicie szlachetne, jeżeli czyste, zbliża serca ludzi nieraz bardzo różnych, co do stopnia zajmowanego w społeczeństwie; miłość znosi wszelką różnicę, bynajmniej wszakże nie poniża wyższego lecz wywyższa człowieka, który stoi niżej. Czy w Bogu żyje to uczucie? Ależ On jest jego źródłem, gdy według wyrażenia Pisma św. „Bóg jest miłością”; i cała ta ekonomia stworzenia, istnienie bytów wszystkich zmierzy w zamiarach Stwórcy do tego, aby nis ukochał, jeżeli jakby z nadmiaru tego uczucia wprost nam oświadcza: „Miłością wieczną umiłowałem Cię, i dlatego pociągnąłem Cię do siebie-miłosierdziem swojem”. W tych paru wyrazach zawiera się pełne pkreślenie życia nadnaturalnego. Objaśnienia wszelkie są już tylko rozwienięciem tych słów. Ukochał nas Pan; chce nas mieć za przyjaciół, więc nas chce wynieść do równości z Sobą. „Takim jest każdy, jaką jest miłość jego, – mówi św. Augustyn, – ziemię miłujesz, ziemią jesteś, Boga miłujesz, cóż powiem, czy Bogiem będziesz? ależ nie śmiem tego sam mówić; słuchajmy Pisma św.: „Jam rzekł: jesteście Bogowie i Synowie Najwyższego wszyscy”. Rozumieć należy, iż nie co do istoty mamy być Bogami, ale życie ma być w nas Boże. I cóż to znaczy? Gdy dziś poznajemy Boga w sposób ludzki, przez abstdrakcyę, pośrednio, w stworzeniu, jakby ślad stóp Jego, – w stanie nadnaturalnym mamy Go widzieć bezpośrednio, tak jak Bóg sam siebie poznaje; tu na ziemi przez wiarę, – w życiu przyszłym twarzą w twarz; poznanie to jest kamieniem węgielnym życia nadnaturalnego. Na niem ma się wspierać łączność serca naszego z Bogiem przez łaskę. Rzeczy te nie płyną z fantazyi; wspierają się na niezachwianych fundamentach, których ten tylko nie uzna, kto dróg poznawania używać nie zechce.
Chociaż człowiek z natury surowy przedstawia materyał, w rękach Chrystusa Pan nabiera kształtu najwspanialszej ozdoby niebios. „Kto zwycięży, uczynię go kolumną w świątyni Boga mego”.