

Ceniony przez protesdtantów poeta i filozof Lessing i słynny dzisiaj uczony Dominikanin, profesor Wejss, a więc ludzie krańcowo od siebie oddaleni pod względem religii, stanu, zajęcia zgodnie zaznaczyli w życiu człowieka dziwne zjawisko. O czem kto najczęściej wspomina, tego mu brak niezawodnie. Jeżeli zdrów jesteś, nie myślisz o zdrowiu; gdy ci coś zacznie dolegać, najulubieńszym tematem rozmów twoich staje się zdrowie; zasypujesz znajomych tysiącem pytań o lekarstwach, przeglądasz książki o objawach chorób, o środkach leczenia. Toż samo widzimy w życiu społeczeństw. W wieku Woltera, kiedy zepsucie obyczajów stanowiło najwybitniejszą cechę słynnego powrotu do stanu pierwotnej natury-nawet niepowołani najwięcej pisali o cnocie. W chwilach terroryzmu, gdy na ulicach Paryża musiano tamować potoki krwi, a gilotyna niezdolą się stawała do egzekucyi wyroków śmieci nad tysiącami wolnych obywateli, głoszono wówczas najbardziej zasadę powszechnego braterstwa, równości. Tak od czasów Reformacyi, gdy zaprzeczono słowu Bożemu, że Kościół jest „kolumną i utwierdzeniem prawdy,” aż do chwili obecnej rozlega się okrzyk: „dosyć już ludzkość pozbawiona była swobody w badaniu prawdy. Rozum! Rozum!-ten nam wystarczy; po co wiara, rozum oświecać będzie drogę życia naszego. Nie tajemnice religii, ale zrozumiała dla każdego rzczywistość, nie objawienie, nie powaga cudzego nuczania, ale własne przekonanie!” Gdy więc tak zwolennicy racyonalizmu stawiają przeciwko objawieniu rozum i tylko rozum, zdaje się, że zdradzają, czego najbardziej brak w tym systemacie. Nie mam zamiaru odmawiać przedstwicielom racyonalizmu rozumu, bynajmniej do tego nie prowadzę, bo o całym kierunku wystarczy przytoczyć słowa Rousseau’a: „Radziłem się filozofów, werotwałem księgi, badałem rozmaite ich opinie, znalazłem wszędzie twierdzenia dumne, dogmatyczne, nawet wśród sceptyków; nic nie udawadniając śmieją się jedni z drugich, a ten punkt wspólny im wszystkim; więc uważam, że w tym tylko punkcie wszyscy mają racyę. Tyumfują, gdy napadają, gdy się bronią, opuszcza ich wszelka werwa. Jeżeli waży się racye-mają je tylko zdolne do burzenia, jeżeli liczysz ich głosy, każdy swego się trzyma,-i widziałem, że nie zdołałbym swych wątpliwości się pozbyć, gdybym ich słuchał. Przekonałem się, że niedostateczność rozumu ludzkiego jest pierwszym powodem tego zamieszania; pycha – drugim. Każdy z tych filozofów wie, że jego system nie jest lepiej ugruntowany niż inny, ale go broni, bo to jest jego. Niema ani jednego, któryby odstąpił od swego błędu, gdy poznał, że drugi ma słuszność. Gdzie znajdziecie filozofa, któryby się nie zawahał wprowadzić w błąd całego rodzaju ludzkiego, aby tylko pozyskać chwałę u ludzi. Kto z nich nie ma w swem sercu tego jedynie zamiaru, aby się od innych wyróżnić? Aby zaś stać się wyższym nad posłólstwo, czegóż potrzeba? Cała rzecz polega na tem, aby myśleć inaczej niż inni. Wśród wierzących on będzie grał rolę niedowiarka, wśród niedowiarków będzie gorliwym obrońcą objawienia”. Takie o racyonalistach świadectwo daje jeden z najpoważniejszych ich braci. Więc bynajmniej nie twierdzę, że racyonaliści nie mają rozumu, to tylko stawiam jako pewnik, że wśród nich niema prawdy. A twierdzenie to nie jest bezpodstawne, bo wynik ostateczny taką podaje nam konkluzyę: rozbity na niezliczone odłamy najsprzeczniejszych teoryi, trórych wyliczyć niepodobna, racyonalizm jest już dzisiaj jak stara, poszczerbiona i niużyteczna broń; wszystkie jego odcienia doprowadzały po za sceptycyzmem do spirytualizmu, który niczem więcej nie jest tylko literalnie bawieneim się bajkami o duchach i upiorach leśnych. Nad każdym z tych systematów sprawdzały się słowa Hegla: „Skoro się rodzi jakaś nowa szkoła filozoficzna, można o niej powiedzieć, co mówił Piotr św. Do Safiry: „oto nogi tych, krórzy pogrzebali męża twego, u drzwi, i wyniosą cię”. Dostrzegamy natomiast błąd jeden powszechny, błąd, który jest jedynie groźnym przeciwnikiem objawienia; może nie domyślacie się o jakim błędzie mowa, a jednak to rzecz bardzo jasna. Panuje wszechwładnie zbytnia łatwowierność. Już św. Jan Apostoł ostrzegał przed tym błędem: „Najmilejsi, nie każdemu duchowi wierzcie, ale doświedczajcie duchów jeśli z Boga są – bo wiele fałszywych proroków wyszło na świat”. We wszystkich wspomnionych kierunkach filozoficznych główną racyą jest zawsze zasada……….. . Napozór zdaje się, że to twierdzenie niebardzo jest uzasadnione w czasach osławionych „powszechnej niewiary”, a jednak sami uznacie, że istotnie panuje znytnia łatwowierność.
Niestety mogę tu użyć dowodu, który choć uzasani twierdzenie, jest wszakże nad wszelki wyraz bolesny. W gronie synów Kościoła dzisiaj znajduje się niejeden, który przeprowadza porównanie pomiędzy Chrystusem Panem, a założycielem religijnych wierzeń wśród niektórych ludów Azyi. Nie wskazuję jego nazwiska; – znają je ci, krórzy te rzeczy badali. Otórz jeżeli mam wyrazić, co Kościół sądzi o tych wierzeniach spotkam wielką trudność: mianowicie uderza w nich taka liczba niedorzeczności, że poprostu niepodobieństwo jest je wyliczyć. Ale parę przynajmniej wskażemy dla przykładu. Gdy w jednej z poprzednich nauk przedstawiłem określenie religii i wyszedłem z tego zarzutu, iż niektórzy uważają religię za owoc fantazyi czy to prawodawców czy kapłanów, niechętnie to przyjmowano, zapewne niejeden pimyślał: po co w nas wmawiasz takie rzeczy, kiedy i tem wiemy, że religia naturalna jest prawem wrodzonem, więc od Boga pochodzi pośrednio; objawiona zaś bierze początek od Boga bezpośrednio. Wiadomo to każdemu. Czyż więc nie jest niedorzecznością uznawać wiezenia ludów głęnokiej Azyi za religię prawdziwą skoro nie jest ona czysto naturalną, bo zaledwie powstała na kilka wieków przed Chrystusem; nie jest objawioną, bo tego sam jej twórca nie twierdził. Powiesz, że twórca tej religii był geniuszem. Patrzmy więc jak genialną rzecz stworzył; „Nirwana”, to kulminacyjny punkt jego wierzeń, a cóż to takiego? Założyciel tej religii nie wie o tem. Mówił, że jest to stan tego rodzaju, jak gdy lampa gaśnie. Nie wiedzą o tem dzisiejsi uczeni i tłómaczą tylko, że jest to albo nicość, albo stan jekiejś inercyi – znaczy się nirwana jest czemś albo niczem, a czy może być większa nidorzeczność nad taki ideał, do którego ma człowiek dążyć?
Cóż on mówi o Bogu; nic najzupełniej – jakby o Bogu nei wiedział, a przecież religia z istoty swojej zasadza się na stosunku człowieka do Boga. Jeżeli Boga wyklucza, nie jest religią. Jakąż on zaleca moralność? Stan spoczynku poprostu; – to jest ideał, i naprawdę czyba żadnego geniuszu.. znają doskonale ten ideał Lazzaroni w swojem „dolce far niente”.
Czy jest jaka odpowiedzialność za czyny złe? A właśnie to stanowi rys powabny, bo twórca tej religii nie zan kar żadnych, więc prosty wniosek, że dopóki nie przejdzie człowiek w stan bezwładności – powinien życia użyć, ale o tem zamilczajłą wielbiciele tego systemu.
Cóż więc pięknego jest w tej nauce. Miłość, miłość! – każdy odpowie – kto zan ją choć cokolewiek; to przedewszystkiem uderza, że teak idealna nakazana jest tam miłość nawet dla nierozumnych istot, czego w żadnej religii nie dostrzegamy. I rzeczywiście, żadna religia, która na tę nazwę zasługuje, ani naturalna, ani objawiona nie podtrzymuje takiej miłości! Potępia taką miłość, bo co jest jej zasadą? Zasadą jest przekonanie, że szczęście każdej istoty polega na unicestwieniu, bo istnienie jest ostatecznym szczęściem, więc wszystko, co żyje, zasługuje na litość; ależ to jest najwyższy stopień rozpaczy, ta litość znamionuje najwyższe rozczarowanie, i z niej właśnie ratuje nas religia objawiona, stawiając za ideał miłość powszechną wszystkich ludzi bez wyjątku, nawet nieprzyjaciół, dlatego właśnie abyśmy wszyscy przyszli do posiadania wiekuistego szczęścia.
Czy więc można przyjmować te rzeczy jako ideał religii naturalnej choćby? Niema obawy, aby ona miała wśród nas zwolenników, więcej te rzeczy zaciekawiały niż pociągały; tymbardziej nie ma obawy, aby miała zwolenników skoro już w zachodniej Europie upodobania do tego prądu przeżyły się; dosyć już jasno zaznaczył rozsąniejszy zwrot znany filolog Max Muller: „Największy owoc, jaki otzymujemy z badań nad religiami nawet fałszywemi jest ten, że uczymy się lepiej cenić religię własną. Nigdy nie czujemy takiego przwiązania do ojczystego kąta, jak wówczas, gdy po długiej podróży po obczyźnie, znajdziesz się znowu pod strzechą rodzinną; o jakże wówczas jesteś spokojny. Podobnie, gdy przebiegasz myślą i wnikasz sercem w zasady religii ludów pogańskich najbardziej oświeconych jak Grecy, Rzymianie, Indusowie, wówczas dopiero umiesz ocenić, jakie to szczęście, że nam Bóg pozwolił oddychać od urodzenia czystą atmosferą cywilizacyi i religii chrześciańskiej”; niema więc obawy, aby ktokolwiek szczerze wierzył w baśnie buddystyczne, a idzie tu o wniosek, do którego zmierzam.
Jeżeli teraz zważymy, że ludzie znawali za piękno, dobro, prawdę, wyżej przytoczone niedorzeczności, ha, więc już chyba niema jawniejszego dowodu nd ten, że ludzie przedewszystkiem są zbyt łatwowierni. Nie, nie, tej łatwowierności Kościół nie domaga się dal swej nauki; nie domaga się, abyśmy ślwpo wierzyli, bez dowodu; domaga się, abyśmy o prawdziwości objawienia wyrobili w swem sercu niezachwiane przekonanie, badając racye, na których wspiera się fakt objawienia; nawet zdanie, że pod tym wzglądem wystarczy opierać się na jakiemś prawdopodobieństwie, potępiea, jako przeciwne zasadom wiary, bo wyraźne są nader słowa Pisma św.: „nie bądźcie podobnymi temu światu, ale abyście wydawali Bogu rozumną służbę waszą”.
Nie lekkomyślnie przyjmowali za prawdę naukę objawionej religii tysiące biskupów i kapłanów, którzy żyli do dni naszych w Kościele, ale każdy z nich, poznawszy podstawy, na krórych opiera się objawienie, mógł ze św. Augustynem powtórzyć: „łatwiej mógłbym uwierzyć, że ja nie istnieję, aniżeli, że nie jest prawdą w com wierzył”.
Kościół pragnie, abyśmy badali te podstawy, a to jest wyłączną cechą prawdziwej religii, bo żadna fałszywa religia nei wytrzymuje próby nauki, i przeto nie zachęca bynajmniej do zgłębiania podstaw religii; ta tylko, w której żyje prawda, z nauką pozostaje w najściślejszej spójni, za rodzoną siostrę ją poczytuje, bo jeden ich Ojciec. Obyśmy mogli już nadal stosować się do słów św. Piotra Apostoła: „Wy tedy, bracia, wiedząc już przedtem strzeżcie, abyście zwiedzeni błędnem głupich, nie wypadli z własnej stateczności. Ale rośćcie w łasce i w poznaniu Pana naszego i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Jemu chwała teraz i do dnia wieczności”.